O przyzwoitości i sukcesie

0

Ze Stanów Zjednoczonych przyszło do nas powiedzenie, że „mili faceci kończą ostatni”. Sprowadza się ono do tego, że tylko ci „źli” potrafią wygrywać, a ci „dobrzy” są zawsze na końcu. To powiedzenie nawiązuje do „Księcia” Niccola Machiavellego,
od którego przyjęło się mówić, że „cel uświęca środki”.
Czy jednak w życiu zawodowym można odnieść sukces, będąc przyzwoitym?

Jarosław Bełdowski

prezes Polskiego Stowarzyszenia Ekonomicznej Analizy Prawa, pracownik naukowy Szkoły Głównej Handlowej

Fot. Archiwum

To pytanie zadajemy sobie od dawna. Nauka jednak niewiele nam w tym pomoże, ponieważ musielibyśmy zdefiniować, co to jest „bycie przyzwoitym”, a następnie prześledzić losy osób, które trzymały się tego kierunkowskazu w życiu zawodowym. Pozostają nam więc obserwacje i właśnie ich dotyczy ostatnio wydana książka Davida Bodanisa pt. „The Art of Fairness. The Power of Decency in a World Turned Mean”. Autor skoncentrował się na podpatrywaniu różnych liderów egzekwujących swoją władzę, okraszając ją świetnymi przykładami.

Weźmy pod uwagę ikonę Nowego Jorku – Empire State Building, który przez blisko 40 lat był najwyższym jego budynkiem. Budowę udało się ukończyć w nie do pomyślenia wówczas krótkim czasie – 13 miesięcy od zburzenia słynnego hotelu Waldorf-Astoria (nadal istnieje, ale w innym miejscu) aż po osadzenie iglicy i włączenie przycisku oświetlającego budynek przez prezydenta Herberta Hoovera w 1931 r. Jego budowniczy – Paul Starrett – traktował swoich pracowników wedle ówczesnych standardów przyzwoicie, płacąc im nawet wówczas, kiedy wiatr nie pozwalał na pracę, nie wspominając o ciepłych posiłkach. W efekcie rotacja pracowników była niska, a w dodatku wykazywali się kreatywnością w celu skrócenia czasu budowy. Paul Starrett nie był jednak naiwny i zatrudnił kontrolerów, którzy cztery razy dziennie sprawdzali obecność w pracy, jak i skrupulatnie rozliczali wykorzystanie materiałów.

Tę historię można porównać do wielu innych, których rezultaty były jednak opłakane. Obcięcie wynagrodzeń i rozniecanie konfliktów wśród różnych grup pracowniczych to recepta na katastrofę biznesową. Prowadzenie wielkich projektów wymaga bowiem zdolności zarządczych. Wykazał się nimi również słynny reżyser Danny Boyle (współtwórca oscarowego filmu „Slumdog. Milioner z ulicy”), któremu powierzono wyreżyserowanie ceremonii otwarcia igrzysk olimpijskich w Londynie w 2012 r. W świecie internetu utrzymanie tajemnicy wśród tysięcy wolontariuszy to zadanie wręcz niemożliwe, a przecież w takiej ceremonii chodzi o efekt zaskoczenia. Negocjacje z tysiącami osób umów o zachowanie tajemnicy to oczywiście możliwe rozwiązanie, lecz Danny Boyle postąpił inaczej – postanowił wysłuchać wolontariuszy, jak poprawić scenariusz, a w krytycznym momencie postraszył, że zrezygnuje, jeżeli organizatorzy nie pokryją kosztów specjalnych kostiumów dla wolontariuszy. W ten sposób wolontariusze stali się częścią wielkiego projektu i udało się uniknąć z ich strony jakichkolwiek przecieków do mediów.

Zdaniem autora książki Davida Botanisa ta dwójka wymienionych przeze mnie liderów wykazała się wyjątkową
i rzadką umiejętnością – wolą wysłuchania. Oczywiście wymaga ona skrócenia dystansu, a także zgody na to, że decyzje liderów mogą być kwestionowane przez niższy szczebel współpracowników. Nie jest to proste, ale pomyślmy, ilu katastrof byśmy uniknęli, gdyby ta cecha zwyciężyła? Być może zarządzanie poprzez strach jest skuteczne na krótką metę, ale wielkie przedsięwzięcia mogą być także osiągnięte dzięki przyzwoitości.

Moim ulubionym filmem jest „Szeregowiec Ryan”, w którym niezapomnianą rolę odegrał Tom Hanks. Jego żołnierze spierali się przez wiele dni, kim tak naprawdę jest ich dowódca. I kiedy doszło do trudnego momentu, wyjawił im ten „sekret”, bo wiedział doskonale, że to pozwoli im przetrwać. Choć ostatecznie nie przeżył wojny, osiągnął cel, który został mu wyznaczony, a przez swoją przyzwoitość nauczył nas, że wojna niekoniecznie odziera nas z tej ludzkiej cechy w ekstremalnych warunkach. A zatem nie tylko w biznesie, ale i w życiu warto być przyzwoitym.