Wspomnienie

0

Pracowaliśmy razem w redakcji „Radcy Prawnego”. Kiedy w końcówce lat 90. zaczynałem swój kontakt z czasopismem, Pani Janka już tam była. Zawsze pogodna, zawsze pomocna, zawsze przygotowana. Gdy w roku 2000 niespodziewanie przejmowałem ster redakcji po zmarłym wówczas Redaktorze Naczelnym – Adamie Dobrowolskim, Pani Janka stała się nie tylko moją podwładną, ale – przede wszystkim, z wielką naturalnością – prawą, a właściwie obydwiema rękami i najważniejszym sprzymierzeńcem. Przyjacielem. Bez niej nie wyszedłby chyba żaden numer czasopisma, a przynajmniej nie wyszedłby na czas i w takim kształcie, w jakim powinien. To Ona łączyła w swoich rękach wszystkie nitki – autorów, korektę, grafika, bieżące kontakty z biurem KRRP, druk, prenumeratę, reklamy i … naczelnego. Nie skarżyła się, nie narzekała, choć miała prawo być czasem zmęczona, zniecierpliwiona. Przeciwnie – była niezwykle wyrozumiała i starała się nadrabiać niedociągnięcia innych, w tym i moje. Ja wpadałem do redakcji albo rozmawialiśmy przez telefon, nieraz wielokrotnie w ciągu dnia, czasem mailem, w biegu. W końcu dzięki determinacji i cierpliwości Pani Janki udawało się „spinać” i wysyłać do druku, a potem do czytelników kolejne numery Radcy Prawnego. I tak przez 8 lat.

Kiedy odchodziłem z redakcji wiedziałem, że mój następca może liczyć na Janinę Cymer – prawdziwą jej podporę, wręcz instytucję. Skromnie stojącą w drugim szeregu.

O Jej śmierci dowiedziałem się z opóźnieniem – zadzwoniłem w słoneczny kwietniowy poniedziałek, żeby chwilę z Nią pogadać o różnych sprawach, może wpaść do redakcji na kawę. Już z głosu pani, która odebrała telefon, wywnioskowałem, że coś musi być nie tak. Próbowałem jeszcze mieć nadzieję, że to jakaś przejściowa nieobecność – niestety…

Pani Janka nie odbierze już telefonu, nie usłyszę jej donośnego, ale pełnego ciepła i życzliwości głosu. Nie napijemy się kawy. Nie pogadamy.

Podobno nie ma ludzi niezastąpionych. To nieprawda.