Świat jest pełen „ekspertów”. Tych od prawa, medycyny, polityki. Właściwie kiedy otwiera się Internet, wypadają z niego tysiące „ekspertów”. Dzięki nim dowiesz się, jak się odchudzić, jakich lekarstw nie łykać, co kupić, a czego nie…
„Ekspert” w Internecie, w popularnym i wydaje się profesjonalnym kanale o technologii. „Ekspert” o nowym smartwatchu: „Nie zmieniajcie na nowy, to są takie same funkcje, to są takie same zegarki (porównanie z poprzednim). Różnica między poprzednim zegarkiem a tym jest naprawdę śladowa. Nowy model ma jaśniejszy o 50% ekran, żywotność baterii zwiększono o 30%. Pojawiła się nowa stacja dokująca, przyspieszająca ładowanie do 50% pojemności w ciągu kilku minut. Procesor zużywa 50% mniej energii, AI włączy się po podniesieniu nadgarstka. AI sama wykryje aktywność bez konieczności wyboru ćwiczenia. Zegarek pierwszy na świecie ma awaryjną komunikację satelitarną SOS, działającą, kiedy zegarek znajduje się poza zasięgiem sieci komórkowej”. Bez komentarza…
Ekspert w telewizji w wiodącym kanale informacyjnym. Potrzebny ekspert, bo dziennikarz robi wywiad na modny temat: „Chińska gospodarka rośnie czy wręcz przeciwnie”. Kto może wiedzieć coś na ten temat? Na pewno jakiś europoseł, siedzi w Brukseli, na pewno się na tym zna. Jak jest naprawdę? Nie wie, bo skąd ma wiedzieć, pracuje w komisji parlamentarnej zajmującej się wszystkim innym, tylko nie Chinami. Nic o Chinach nie wie. Więc opowiada banały. Prawdziwych ekspertów, którzy rzeczywiście mają wiedzę o Chinach, jest niewielu… W całej Europie analityków specjalizujących w tematyce chińskiej nie jest więcej – jak słyszałem z wiarygodnego źródła – niż 50. Wielu z nich jest i pracuje w Polsce. Ale kto ich zaprasza do telewizji? Europosła-polityka można przy okazji sprowokować do wypowiedzi na inny temat (polityczny). Zwiększy oglądalność, ale od eksperta dzielą go lata świetlne.
Ekspert w urzędzie: Minister Sprawiedliwości docenił prace mediatorów i postanowił podwyższyć im stawki wynagrodzeń. W procesie legislacyjnym swoją opinię wypowiedział w imieniu Ministerstwa Finansów jeden z wiceministrów: podwyżka do 8 tys. zł (to kwota maksymalna) „nie znajduje uzasadnienia”. Wiceminister stał się zatem ekspertem od mediacji. Przecież gdyby nie miał wiedzy na ten temat, to by się w ten sposób nie wypowiadał – tylko napisał „nie ma środków w budżecie”. Zatem kilka pytań: 1. Czy wie pan, panie ministrze, jaki jest koszt nierozwiązanych konfliktów w polskiej gospodarce?; 2. Dlaczego uważa pan za niczym nieuzasadnioną kwotę wynagrodzenia w wysokości 8 tys. zł w sprawach o wysokiej wartości przedmiotu sporu? W 2016 r. koszt nierozwiązanych konfliktów w polskiej gospodarce szacowano na 40 mld zł (wg Ministerstwa Gospodarki). Dziś jest to zapewne nie mniej niż 50 mld zł. Czy sądzi pan, panie ministrze, że w sporach, w których na negocjacyjnym stole leży 50 mln zł, 100, 250 albo 450 mln zł, a niektóre z tych sporów mają kluczowe znaczenie dla gospodarki, mediator powinien otrzymać za swą pracę od strony mediacji jak dotychczas
1 tys. zł?! Praca mediatora nie polega na wypowiadaniu słów „pogódźcie się”. To ciężka, obciążająca psychicznie, wymagająca multidyscyplinarnych kompetencji praca, za którą należy godziwie zapłacić. I ostatnie pytanie: Czy potencjalny wydatek budżetu państwa na poziomie 2 czy 3 mln zł, będący szacowaną możliwością pokrycia przez Skarb Państwa opłat dla mediatorów w przypadku zwolnienia stron od kosztów sądowych, przy korzyści w postaci zminimalizowania 50 mld zł
strat wynikających z kosztów nierozwiązanych konfliktów, jest naprawdę nie do zaakceptowania?
Eksperckość na kanale zajmującym się nowymi technologiami? Rozpłynęła się we mgle…

























