Co ma drukarz do inwalidów

0

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego, który zalegalizował możliwość odmowy wykonania zwykłej usługi dla osoby nieheteroseksualnej, otworzył wiele trudnych do przewidzenia sytuacji, w których dyskryminacji mogą doznać różne środowiska.

A wszystko przez art. 138 Kodeksu wykroczeń istotny dla całej branży usługowej. Brzmi on: „Kto, zajmując się zawodowo świadczeniem usług, żąda i pobiera za świadczenie zapłatę wyższą od obowiązującej albo umyślnie, bez uzasadnionej przyczyny, odmawia świadczenia, do którego jest obowiązany, podlega karze grzywny”.

Wyrok zmienił wszystko

26 czerwca Trybunał w pięcioosobowym składzie złożonym z sędziów i osób, których trybunalski status jest kwestionowany, ogłosił wyrok o treści generalnie spodziewanej, ale jednak zakres orzeczenia jest chyba szerszy, niż sobie wyobrażano. Uznano mianowicie, że przepis, zaskarżony przez Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobrę, jest niezgodny z art. 2 konstytucji rozumianym tu jako zasada prawidłowej legislacji. Według tego orzeczenia reakcja prawodawcy polegająca na penalizacji odmowy świadczenia usług przez osobę zajmującą się zawodowo ich świadczeniem (nawet umyślnie, bez uzasadnionej przyczyny) jest nieadekwatna do celu, jaki ma spełniać art. 138, a przez to narusza art. 2 konstytucji. Jego brzmienie („Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej”) pozwala na szerokie interpretacje.

Wątpliwości Trybunału wiązały się z pojęciami „bycia zobowiązanym do świadczenia usługi” czy „nieuzasadniona odmowa świadczenia usługi”. Niedookreśloność tych pojęć może – na etapie stosowania – prowadzić do różnych jego wykładni, w tym tak szerokich, że nie znajdą one uzasadnienia w konstytucyjnych zasadach i wartościach. Wątpliwości interpretacyjnych wobec tych pojęć nie da się usunąć w drodze wykładni w zgodzie z konstytucją – tak Trybunał wyjaśnił, dlaczego przepis musi całkowicie zniknąć z porządku prawnego. Sędzia Mariusz Muszyński, uzasadniając orzeczenie, uznał, że rozwiązania, które mają ograniczać wolność podmiotów prywatnych co do zawierania umów i przewidują kary za odmowę świadczenia takich usług, naruszają zaufanie obywateli do państwa i prawa. – Stanowią nadmierną ingerencję ustawodawcy w wolność jednostki – dodał, podkreślając, że te wolności nie są mniej ważne niż ochrona przed dyskryminacją. – Ustawodawca może wykorzystywać łagodniejsze, lecz skuteczniejsze środki ochrony przed dyskryminacją – uznał Muszyński. Jakie to środki? Tego Trybunał nie wskazał. Wyrok był niejednogłośny. Zdania odrębne zgłosili sędziowie Leon Kieres i Wojciech Sych. Byli za uznaniem, że zaskarżony przepis nie narusza konstytucji.

Zaczęło się od drukarza

Czy Kodeks wykroczeń brzmiałby tak samo, gdyby nie zdarzenie sprzed kilku lat? To wtedy do zakładu poligraficznego w Łodzi przyszedł klient ze standardowym zleceniem: wydrukować plakat według gotowego projektu. Wszystko rozbiło się o to, że zleceniodawcą okazała się fundacja LGBT, która potrzebowała rozwijany plakat (tzw. rollup) na swoją imprezę – Business Forum. Treść wydruków nie była obraźliwa ani w żaden sposób nie naruszała prawa, ale drukarzy zaintrygowały tęczowe kolory. I w końcu, choć początkowo zlecenie przyjęli, postanowili go nie wykonywać. „Odmawiam wykonania rollupu z otrzymanej grafiki. Nie przyczyniamy się do promocji ruchów LGBT naszą pracą” – napisali w e-mailu do fundacji.

Sprawa trafiła do łódzkiego sądu rejonowego, który w 2016 r. wyrokiem nakazowym skazał drukarza Adama J. na karę 200 zł grzywny. Oczywiście złożono sprzeciw i sprawa stała się głośna na cały kraj. Do postępowania przyłączyła się prokuratura, wsparcia drukarzowi – twierdzącemu, że odmówił wykonania zlecenia z pobudek religijnych – udzielił instytut Ordo Iuris, odwołując się do kwestii klauzuli sumienia. Po stronie praw konsumentów i przeciwko dyskryminacji opowiedziała się Kampania Przeciw Homofobii, wspierana przez Rzecznika Praw Obywatelskich. I tak sprawa przewędrowała dwie instancje sądowe oraz Sąd Najwyższy, który orzekał w niej w czerwcu 2018 r. (pisaliśmy o tym w „Radcy Prawnym” nr 178/2018).

Nie można było odmówić druku dlatego, że drukarzowi nie podoba się jego treść – która nie narusza prawa – stwierdził sędzia w I instancji. Dla porównania sąd przywołał przykład firmy hostingowej dostarczającej internet, która nie ma prawa odmawiać utrzymywania stron o tematyce religijnej – jeśli np. prowadziłby ją ateista. Zatem nie tędy droga.

Minister Sprawiedliwości-Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro na wyroku nie zostawił suchej nitki. Proces drukarza uznał za „łamanie wolności sumienia”. Sądy obu instancji podtrzymały jednak, że doszło do wykroczenia. Ostatecznie z wyroku usunięto nakaz zapłaty grzywny. – To niebezpieczny precedens. Burzy wolność myśli, przekonań i poglądów, a także swobodę gospodarczą polegającą na dowolności transakcji. Stawia w uprzywilejowanej pozycji fundację reprezentującą środowiska mniejszości seksualnych, a łamie wolność sumienia pracownika, który ma prawo nie popierać homoseksualnych treści – komentował minister Ziobro, a przeciwko tym słowom protestował RPO Adam Bodnar.

Nad kasacją prokuratury do Sądu Najwyższego warto się chwilę zatrzymać, bo SN rzadko ma okazję orzekać w sprawie o wykroczenie. I skorzystał z niej, oddalając kasację Prokuratora Generalnego i uznając zapadłe wyroki za prawidłowe. To zaś spowodowało, że w środowiskach LGBT odtrąbiono wielki sukces w walce z dyskryminacją na tle orientacji seksualnej.

Historyczne uzasadnienie

Uzasadnienie tego orzeczenia SN przeszło do historii. Wygłaszał je sędzia Andrzej Ryński, przedwcześnie zmarły w czerwcu tego roku. Obalając argumenty o rzekomych względach religijnych, którymi próbowano uzasadnić odmowę wydruku, sędzia odwołał się nawet do katechizmu Kościoła katolickiego. – Fundacja walczy o równe traktowanie osób LGBT w miejscu pracy. Jeśli zestawimy to z poglądami Kościoła co do traktowania osób o innej orientacji seksualnej, to okaże się, że w kontekście szóstego przykazania katechizm nakazuje traktowanie tych osób przez członków wspólnoty katolickiej z szacunkiem, współczuciem i delikatnością przy unikaniu wobec nich jakichkolwiek oznak niesłusznej dyskryminacji – cytował sędzia Ryński. Sąd odrzucił też argument prokuratury, że między zamawiającym a drukarnią nie doszło do zawarcia umowy. – Zostały uzgodnione cena usługi oraz wszystkie parametry techniczne wydruku i oferta została przyjęta przez osobę zamawiającą, a e-mail od obwinionego określał, w jakim formacie należy przygotować pliki do wydruku, co oznacza, że w sposób dorozumiany zaakceptował i potwierdził fakt zawarcia tej umowy. Czyli potwierdził zamiar wykonania usługi – wyjaśniał sędzia.

Będzie nowe prawo

Tymczasem jednak wyrok będzie miał poważniejsze konsekwencje, bo art. 138 Kodeksu wykroczeń, pochodzący z lat 70. minionego wieku, miał wiele zastosowań. W PRL miał na celu walkę z niedoborami na rynku. Ale obecnie pełnił funkcję gwarancyjną i zapobiegał dyskryminacji – nie tylko osób LGBT, bo też np. odmowy wstępu do sklepu osobom na wózkach, niewidomemu z psem przewodnikiem czy odmowy obsłużenia osoby bezdomnej. Dotychczas rozumieliśmy go tak, że przedsiębiorcy muszą profesjonalnie świadczyć usługi, jakie oferują publicznie, i że nie mogą ich odmawiać, powołując się na wolność gospodarczą, jeżeli wyłączną przyczyną tej odmowy jest cecha osobista klienta. Nie wyklucza to oczywiście powoływania się na klauzulę sumienia, ale nie w sprawie takiej jak drukarza z Łodzi.

Tylko że to wszystko dotyczy nieaktualnego już stanu prawnego, bo gdy z powodu wyroku TK utraciła moc część art. 138 Kodeksu wykroczeń zawierająca słowa „albo umyślnie bez uzasadnionej przyczyny odmawia świadczenia, do którego jest obowiązany” (a na dostosowanie przepisów nie przewidziano żadnego trybunalskiego vacatio legis), sprawa drukarza zapewne zostanie wznowiona, by uwolnić go od winy. Ale już słychać komentarze, że gdy łódzki sąd stanie przed tym dylematem, może np. zapytać Europejski Trybunał Praw Człowieka, czy zgodne z unijnym prawem jest to, że w polskich przepisach brakuje gwarancji antydyskryminacyjnych, wymaganych przez Kartę Praw Podstawowych UE. Jej art. 21 mówi: „Zakazana jest wszelka dyskryminacja, w szczególności ze względu na płeć, rasę, kolor skóry, pochodzenie etniczne lub społeczne, cechy genetyczne, język, religię lub przekonania, poglądy polityczne lub wszelkie inne poglądy, przynależność do mniejszości narodowej, majątek, urodzenie, niepełnosprawność, wiek lub orientację seksualną”. Co ciekawe sama Unia jeszcze się nie uporała z tą kwestią, bo choć uchwalono już dyrektywy antydyskryminacyjne odnoszące się do kwestii zatrudnienia, wykonywania zawodu, pracy na własny rachunek i dostępu do dóbr i usług oraz względnie dobrze zabezpieczają one przed większością typów dyskryminacji (pochodzenie narodowe lub etniczne, rasa i płeć), to od 2008 r. wciąż nie udało się uchwalić tzw. dyrektywy horyzontalnej, która ma chronić przed dyskryminacją we wszystkich dziedzinach i ze względu na religię lub światopogląd, niepełnosprawność, wiek lub orientację seksualną. Jednym z powodów nieuchwalenia jest konsekwentny sprzeciw kolejnych rządów Polski.

Może więc sprawa łódzkiego drukarza zapisze się też w historii prawa unijnego?