Wakacyjne podróże w czasie

0

Nadeszły wakacje, a wraz z nimi dylemat, dokąd wybrać się na urlop w tym roku,  tak by było bezpiecznie dla zdrowia i portfela. Polecam Państwu… dziewiętnastowieczne Zakopane. Zapraszam do podróży w czasie,  choć uprzedzam, że nie będzie ani tanio, ani wygodnie, ani bezpiecznie.  

W drugiej połowie XIX w. mekką turystów i gruźlików stało się Zakopane. Duże  znaczenie dla otwarcia tej miejscowości na świat miała epoka oświecenia. Związany z nią racjonalizm doprowadził do odczarowania Tatr, po których wcześniej grasowały smoki, a złe duchy stawały się przyczyną nieszczęść na szlakach.

Wkład w rozwój turystyki miały także władze austriackie, które w pierwszej połowie XIX w. doprowadziły do wytępienia zbójnictwa i tym samym do podniesienia bezpieczeństwa na drogach. Pomimo tego opowieści o rabusiach wciąż żywe były w pamięci. Lekarz T. Tripplin w opisie podróży z 1848 r. podaje, że przez długi czas nie był w stanie znaleźć nikogo chętnego do wyjazdu w Tatry, bo studenci „Uniwersytetu Jagiellońskiego rzadko kiedy, albo nawet nigdy, nie puszczali się w (te) góry (…), zamieszkałe, według przesądu powszechnego, a najniesłuszniejszego, przez samych rabusiów i rozbójników”[1].

Do podniesienia popularności Zakopanego przyczyniły się też wieści o cudownych właściwościach wody 
z Morskiego Oka, żętycy (czyli serwatki z owczego mleka), a także klimatu. Przyjeżdżali więc tu chorzy, by leczyć: płuca, „odrętwiałość narządów pokarmowych”, „zołzy otępiałe”, „zboczenia czynnościowe”…

W XIX w. wyjazd pod Tatry wymagał nie lada determinacji. Nie było to zajęcie dla wymuskanych paniczyków i lubiących pachnieć dam, ale raczej dla herosów. Pierwsi turyści spali w góralskich chatach owianych zapachem gnojówki, a jedyny sklepik u Żyda S. Riegelhaupta nie dostarczał wszystkich produktów. Zabierano więc ze sobą w podróż: kawę, herbatę, przyprawy, samowary, garnki, szklanki, talerze, pościel, a nawet dywany, by skromne góralskie domy przekształcać w prawie rezydencje. Warto było także pamiętać o „proszku perskim” do tępienia pcheł i pluskiew. W piśmie satyrycznym „Ananas” z 31 lipca 1897 r. 
zamieszczono ilustrację przedstawiającą pakowanie się przed wyjazdem przypominające przeprowadzkę. Doskonale oddaje ona opisywane tu realia.

Większość letników (poza najbogatszymi) jeździła do Zakopanego góralskimi wozami. Stało ich mnóstwo na Starym Kleparzu w Krakowie, gdzie w dni targowe zjeżdżali górale z gontami i artykułami żelaznymi wyrabianymi 
w hucie w Kuźnicach (świecznikami, garnkami, gwoździami). W powrotnej drodze chętni zabierali letników dla zarobku. Podróż rozklekotaną furką trwała półtora dnia (połączenie koleją Zakopanego z Krakowem nastąpiło dopiero w 1899 r.). Po drodze spano w zajeździe w Lubniu lub Zaborni, gdzie, jak wspomina W. Kossak, w maleńkich izdebkach było „dużo świętych obrazów na ścianach, dużo poduszek na okropnie krótkich łóżkach, ale i pod świętymi obrazami, i pod poduszkami było jeszcze więcej pluskiew, prusaków i pcheł”[2].  

Pomimo tych wszystkich niedogodności Zakopane robiło się modne. Wyjazd pod Tatry stawał się surwiwalową rozrywką warstw wysokich, zmęczonych konwenansami i sztywną etykietą salonów. Ludzie pragnęli czegoś szalonego, a takim właśnie szaleństwem były podróż wiejskim wozem, spanie w chłopskiej chacie, chodzenie po szlakach w pobłoconych garniturach i sukniach. Te ekscentryczne eskapady doskonale wpisywały się w nurt Młodej Polski związanej z fascynacją ludowością, a także z negowaniem sztywnych form życia społecznego. W kraju wybuchła góralomania. Z wypiekami na twarzy opowiadano na salonach o przygodach na szlakach, przytaczano anegdoty zasłyszane od przewodników. Dopieszczano górali z każdej strony. B. Gustawicz w 1879 r. donosił, że letnicy spoufalali się z nimi niemiłosiernie, zabierając do Warszawy, oprowadzając „tam po teatrach i salonach”3. Popisywano się zamożnością, sypiąc groszem na prawo i lewo, „aby tylko zasłynąć między góralami z bogactwa, hojności i dobroci” 
i w ten sposób „szczyptę sławy pozyskać”. Chołoniewski na łamach „Gazety Lwowskiej” z 9 marca 1901 r. zauważał, że H. Modrzejewska, „która za prostą odpowiedź, którędy prowadzi droga, płaciła dziesiątkami, nie należała bynajmniej do wyjątków”4. Niestety takim nieprzemyślanym zachowaniem zaczęto psuć miejscową ludność. Gdy góral odkrył, że za każdą najmniejszą przysługę może dostać pieniądze, zaczynał ich żądać pod byle pretekstem. Koszty utrzymania w Zakopanem stawały się wyższe niż w najlepszych kurortach. Ktoś kiedyś skomentował żartobliwie, że jak tak dalej pójdzie, to kilogram ziemniaków będzie tu droższy od porcji ostryg w Warszawie. Natomiast jedna z gazet pozwoliła sobie na uwagę: „kto się czuje wielkim panem, traci pieniądze w Zakopanem”.

NIE TYLKO ZAKOPANE

Komu nie odpowiadał górski klimat, ten mógł wybrać się w okresie wakacji do miejscowości uzdrowiskowych takich jak: Krynica, Busko, Szczawnica, Sopot… nie tylko dla poratowania zdrowia, lecz także dla nawiązania nowych znajomości.

O ile w takich miejscach zażywanie kąpieli w celach zdrowotnych nie budziło zastrzeżeń, o tyle to związane z rekreacją już tak. Niejedną damą podczas wakacji targały wątpliwości, czy to aby na pewno wypada pokazywać się bez gorsetu i sukni, a jedynie w kąpielowym stroju. Co innego małe dzieci, osoby z niższych warstw społecznych, ale nie dorosłe, poważne kobiety! Z tego też powodu spora część pań – pomimo upałów – przychodziła nad wodę, by jedynie spacerować.

* * *

Niekiedy damy przychodziły na plażę ze służącą, która czekała na brzegu z prześcieradłem, by zasłonić swoją panią natychmiast po wyjściu z wody. Innym sposobem radzenia sobie z problemem mokrych strojów, eksponujących kształty, były… wozy kąpielowe.

* * *

W niektórych miejscowościach dla większego komfortu dzielono kąpieliska na część męską i damską. 
M. Samozwaniec wspomina, że to w Świnoujściu było złożone z trzech części – dla dam, mężczyzn i osób z dziećmi: „mama brzydząca się mężczyznami (poza własnym mężem) chodziła z dziewczynkami do damskich łazienek. Madzia  i Lilka, niczym więźniarki w obozie karnym, rozmawiały z ojcem, wujami i kuzynami przez szpary w drewnianym płocie, który odgradzał płeć piękną od niebezpiecznej. 
W sumie wszyscy razem mogli być śmiało uważani za płeć brzydką, do czego przyczyniały się ówczesne kąpielowe stroje, odznaczające się horrendalną brzydotą i brakiem smaku”5.


[1] T. Tripplin, Wycieczki po stokach galicyjskich i węgierskich Tatrów, t. 1, Warszawa 1856, s. 3, 4.

[2] W. Kossak, Wspomnienia, Kraków 1913, s. 135.