Bolesny upadek sędziego

0

Karierę Roberta W. w wymiarze sprawiedliwości zakończyła sprawa pospolitej kradzieży sprzętu elektronicznego z marketu. Jak do tego doszło, i – co ważniejsze – czy musiało dojść?

Ochrona sklepu Media Markt w Wałbrzychu odkryła, że 4 lutego 2017 r. kobieta i mężczyzna wynoszą z placówki zestaw głośników komputerowych, pendrive’y i inny sprzęt, wart ponad 2 tys. zł. Dwa dni później – 6 lutego 2017 r. – w markecie we Wrocławiu mężczyzna (tym razem sam) wkładał do koszyka różne akcesoria, a przy pomocy cążków i nożyka zdejmował ich sklepowe zabezpieczenia. Puste opakowania odkładał na półki, a znajdujący się w nich wcześniej sprzęt wkładał do kieszeni. Próbował wynieść dwa zestawy głośników, 13 pendrive’ów, dwie karty pamięci micro SD oraz słuchawki, o łącznej wartości 2,4 tys. zł.

UCZENNICA ROZPOZNAŁA PANIĄ PROFESOR

Jakież było zdziwienie ochroniarzy, gdy okazało się, że zatrzymany w wałbrzyskim markecie mężczyzna to… sędzia Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu, uznany karnista, który sądził w wielu głośnych sprawach, wróżono mu nawet awans do Izby Karnej Sądu Najwyższego. 58 lat, autorytet, ustabilizowana sytuacja zawodowa, nieposzlakowana opinia, wysokie oceny orzecznictwa… Była też żona, nauczycielka wałbrzyskiego liceum, która wpadła na kradzieży razem z Robertem W. Zresztą to ona pierwsza została rozpoznana przez pracującą w ochronie marketu swoją byłą uczennicę. Panią profesor zdradził charakterystyczny chód.

Dokonano przeszukania wałbrzyskiego mieszkania małżonków i znaleziono tam sprzęty, które zginęły w markecie. Pytany o nie – i te ze sklepu we Wrocławiu – sędzia utrzymywał, że zakwestionowane przedmioty kupił wcześniej, ale nie okazał dowodu zapłaty. Twierdził, że wniósł je do sklepu, bo nie było nikogo przy wejściu, by to zgłosić. Nie była to jednak prawda, tej wersji zaprzeczyli świadkowie z marketu, wskazując, że przy wejściu zawsze jest pracownik, którego należy poinformować o posiadanym już, wnoszonym sprzęcie elektronicznym.

SPECWYDZIAŁ WKRACZA DO AKCJI

Sprawą zajął się Wydział Spraw Wewnętrznych Prokuratury Krajowej. Ta specjalnie utworzona przez prokuratora krajowego Bogdana Święczkowskiego komórka ma za zadanie właśnie ściganie przestępstw sędziów i prokuratorów, a także lekarzy i innych „trudnych” przypadków. Sprawa sędziego W. stała się jednym ze sztandarowych śledztw tego wydziału. Było ono niejawne i zbyt wiele na jego temat nie wiemy. Aby jednak je prowadzić, prokuratura musiała uzyskać zgodę sądu na uchylenie immunitetu sędziemu W. I Sąd Apelacyjny w Warszawie zgody udzielił, uznając, że wysoki jest stopień prawdopodobieństwa, iż sędzia Robert W. dopuścił się zarzucanego mu czynu. Obrona odwołała się od tej decyzji do Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Prawnicy wskazywali na konieczność uzyskania dodatkowych opinii biegłych lekarzy, by ustalić kwestie zdrowotne i poczytalność sprawcy w czasie czynu. Izba Dyscyplinarna utrzymała jednak w mocy uchwałę, dzięki czemu prokurator mógł przedstawić Robertowi W. zarzuty dokonania dwóch kradzieży. Żona została oskarżona o dokonanie jednej, tej pierwszej, w wałbrzyskim markecie.

W maju 2018 r. akt oskarżenia przeciwko małżonkom trafił do sądu, pierwotnie był to Sąd Rejonowy w Wałbrzychu, zgodnie z miejscem zamieszkania oskarżonych. Wałbrzyscy sędziowie poprosili jednak o przeniesienie sprawy do innego sądu, by uniknąć podejrzeń o stronniczość. Wyłączyła się też część sędziów z Wrocławia. Ostatecznie proces ruszył przed Sądem Rejonowym Wrocław-Krzyki. Orzekał (zgodnie z przepisami jednoosobowo) znany sędzia Piotr Mgłosiek. Wyłączenia także jego chciał prokurator, ale do tego nie doszło.

JAKI ZAMIAR, JAKI MOTYW

Dlaczego Robert W. to robił? Dlaczego robili to razem z żoną? Motyw przestępstwa to ważna część postępowania karnego, mającego odpowiedzieć na pytania: kto? co? z kim? kiedy?, a czasem właśnie także: dlaczego? Ale nie zawsze udaje się uzyskać odpowiedź na to ostatnie pytanie.

Oskarżeni nie udzielali wyjaśnień. Ewa W. w ogóle nie stawiała się do sądu – co nie przeszkodziło w rozpoznaniu sprawy. Sąd miał obszerny materiał dowodowy. Nagrania ze sklepowego monitoringu nie pozostawiały wątpliwości. Trzeba było spróbować ustalić zamiar, motyw, dokonać opisu czynu i nadać mu kwalifikację prawną. Tutaj było dużo trudniej i nie wszystko odbywało się jawnie. Robert W. chciał składać wyjaśnienia, ale nie na jawnej rozprawie. Sąd był skłonny go przesłuchać za zamkniętymi drzwiami, prokurator był jednak przeciw. W mowie końcowej wnosił o trzy lata więzienia dla Roberta W. To surowa kara za takie przestępstwo. Obrona walczyła o jak najłagodniejszy jej wymiar lub wręcz o odstąpienie od niej z uwagi na szczególne okoliczności sprawy.

W końcu wyrok zapadł. Sędzia Mgłosiek ogłosił go 3 lipca. Robert W. został skazany za dwie kradzieże na karę roku pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem jej wykonania na trzyletni okres próbny. Żonę sędziego sąd skazał za jedną kradzież, na rok więzienia w zawieszeniu na dwa lata. Nakazał ponadto naprawienie szkody przez zwrócenie marketowi równowartości skradzionych przedmiotów. Sąd nie uwzględnił za to wniosku prokuratury o zakazanie Robertowi W. wykonywania zawodu – to bowiem nie jest rola sądu powszechnego, lecz sądownictwa dyscyplinarnego. Zmienił za to opis czynu, eliminując z niego część drobniejszych akcesoriów elektronicznych z marketu w Wałbrzychu, których kradzież małżonkom W. zarzuciła prokuratura. Sąd uznał, że dowody w tej części nie są na tyle mocne, by uznawać tu winę oskarżonego. Ale co ważniejsze – zmienił też kwalifikację prawną niektórych czynów, bo uznał, że usunięcie z pudełka po głośnikach sklepowych zabezpieczeń to już nie zwykła kradzież, lecz kradzież z włamaniem, właśnie z powodu pokonania owych zabezpieczeń, jak stanowi art. 279 par. 1 Kodeksu karnego.

WŁAMANIE DO CUKIERKA?

Taka koncepcja wywołuje dyskusje prawników. Czy jest bowiem kradzieżą z włamaniem zabór roweru przypiętego do słupa łańcuchem z kłódką? Albo kradzież i konsumpcja cukierka zapakowanego w zgrzaną folię? Dominuje pogląd, że takie czyny to kradzież w typie podstawowym. Tu jednak było inaczej, bo nie tylko próbowano wynieść sprzęt elektroniczny ze sklepu, ale także usuwano z niego zabezpieczenia, które miały uruchomić sklepowy alarm, gdyby ich wcześniej nie zdjęto i nie zneutralizowano.

Pełnej odpowiedzi na pytanie, dlaczego sędzia kradł, sądowi udzielić się jednak nie udało. Sąd badał sytuację osobistą i zdrowotną małżonków. Wyniki tego badania siłą rzeczy nie mogą być w pełni ujawnione, ale wiadomo, że pewną rolę odegrały cechy osobowości oskarżonego, bardzo dobrze zorganizowanego sędziego, zawsze skupionego na materii rozpoznawanej sprawy, starającego się perfekcyjnie panować nad dowodami i przebiegiem procesu. Mieliśmy też do czynienia z wypaleniem zawodowym na etapie życia i kariery, w jakim znalazł się Robert W. Skąd to upodobanie do sprzętu elektronicznego u osoby, która jako sędzia odpowiadała także – i to z niemałymi sukcesami – za informatyzację w swojej jednostce? Jaki wpływ na to miały kwestie kondycji oskarżonych? Pytań jeszcze trochę w tej sprawie pozostało.

Historia sędziego Roberta W. ma swój smutny finał zarówno w wymiarze prawnokarnym, jak i zawodowym oraz dyscyplinarnym. Sędzia Mgłosiek nie zakazał Robertowi W. wykonywania zawodu prawniczego, ale sprawą zajęły się organy dyscyplinarne. Stając przed nimi, Robert W. zaczął od przeprosin: przepraszał swoich kolegów z wrocławskiego sądu, że jego historia położyła się cieniem na całym wymiarze sprawiedliwości. W marcu 2019 r. Robertowi W. wymierzono najsurowszą z kar – złożenia z urzędu sędziego. Orzeczenie pierwszej instancji nie jest jeszcze prawomocne, zaskarżyła je obrona. Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego przed podjęciem ostatecznej decyzji chciała jeszcze przesłuchać biegłych psychiatrów, którzy wydawali opinie w jego sprawie. Było to 20 lutego, ale proces wstrzymała pandemia koronawirusa. Nie zanosi się jednak na to, że coś to zmieni. 

Trudno sobie wyobrazić, by Robert W. znów zasiadł za stołem sędziowskim i sądził innych. Nie odbierze to jednak legalności, wiarygodności, a i sprawiedliwości wyroków, które w przeszłości wydawał – co zaznaczył sędzia Mgłosiek, orzekając w sprawie karnej byłego sędziego. I podkreślenie tej kwestii też było sprawiedliwe.