Gra o życie

0

W 1997 r. David Fincher nakręcił dreszczowiec z Michaelem Douglasem i Seanem Pennem w rolach głównych. Opowiada historię bogatego bankiera, który na swoje 48. urodziny otrzymuje od brata w prezencie udział w tajemniczej grze. Kiedy zaczyna w niej dobrowolnie brać udział, nagle jego świat wali się w gruzy, a on sam nie jest już pewien, czy to gra, czy raczej koszmarna rzeczywistość.

Pani Zofia, osoba majętna, radca prawny z nazwiskiem i koneksjami, od lat chorowała na serce. Przez pewien czas jej dolegliwości udawało się skutecznie leczyć farmakologicznie, ale z czasem okazało się, że wyniki tych kuracji były co najmniej krótkotrwałe. Kilka lat trwało, zanim pani Zofia została namówiona przez córkę do zabiegu. Zdecydował epizod z nagłą utratą świadomości, który przydarzył jej się w samolocie, gdy leciała do swojej posiadłości na Florydzie. Nie mając ubezpieczenia tak dobrego, aby się poddać zabiegowi w USA, postanowiła przeprowadzić zabieg w Polsce w szpitalu, w którym łóżko po znajomości załatwiła córka.

Któregoś styczniowego dnia, w terminie wyznaczonym na przyjęcie do szpitala, pani Zofia stawiła się pod drzwiami pokoju rejestracyjnego wskazanego w decyzji o przeprowadzeniu zabiegu. Wokół było mnóstwo ludzi, starych i młodych, kobiet i mężczyzn. Część siedziała na podłużnych ławkach pod ścianami i na środku korytarza. Reszta stała. Mimo że szatnia była obowiązkowa, większość w kurtkach i płaszczach. Zmęczone, niewyspane twarze udręczone długim oczekiwaniem. Choć rejestracja czynna była od godz. 8, niektórzy przyjechali już o 5. Dlaczego tak wcześnie? Po co? – pani Zofia się nie dowiedziała.

Wchodzili do pokoju rejestracyjnego. Każdy pilnował swojej kolejki. Gdy weszła do środka, otrzymała wykaz badań, które ma zrobić, zanim trafi na swój oddział.

Najpierw badania krwi, potem ciśnienie, EKG, rentgen… – młoda i sympatyczna dziewczyna w białym kitlu wyjaśniła przy okazji, gdzie mieszczą się poszczególne gabinety.

Zaraz też się okazało, że część ludzi w poczekalni to byli członkowie rodziny pacjentów, którzy przyjechali razem po to, by zajmować kolejkę przed poszczególnymi drzwiami. Pani Zofia była sama, więc musiała czekać. Najpierw pół godziny do laboratorium. Potem zajęła sobie kolejkę do EKG i pobiegła zmierzyć ciśnienie. Wreszcie rentgen płuc. Stała w długiej kolejce do rejestracji. Duży napis w drewnianej ramce wisiał wysoko na ścianie. „Prawidłowa diagnostyka gwarancją właściwego leczenia pacjenta”. W okienku sąsiednim była rejestracja do tomografu. Pusta. Przedzierał się do niego z trudem starszy pan z laseczką.

Ja do tomografu na 9.50 – tłumaczył. Ludzie niechętnie się rozstąpili. Po dłuższej ciszy recepcjonistka z okienka rentgenowskiego spojrzała na niego i rzuciła: Pan się nie denerwuje. Tomograf jest zepsuty. Proszę przyjść w przyszłym tygodniu.

Sąsiednie drzwi były ledwo widoczne. Ktoś tam stale wchodził i wychodził. Duży napis „Mammografia” wszystko wyjaśniał. Nie do końca. Obok ktoś napisał: „Mammograf zepsuty do odwołania”.

Z toalety, na której ktoś powiesił odręcznie napisane „Zakaz palenia”, wydobywały się kłęby dymu. W środku na wewnętrznej stronie drzwi w damskiej toalecie kartka: „Zgaś papierosa”.

Kiedy pani Zofia mi to opowiadała, śmialiśmy się, przypominając stare czasy i filmy Stanisława Barei.

Stany osobowe personelu są czterokrotnie niższe niż w Unii. Połowa personelu to Ukraińcy. Głównie młode dziewczyny, czasem jakiś chłopak. Leżałam w pokoju 5-osobowym. Ze mną przeciętni ludzie: księgowa, lekarka, sprzedawczyni na emeryturze. Męcząca była ta ostatnia: wykupiła płatną telewizję (10 zł za dobę) i oglądała od rana tureckie seriale na przemian z TVP Info. Miała nieustanne pretensje do personelu, który jej zdaniem jest niegrzeczny, nic nie robi i się obija. Jedzenie okropne, podane byle jak. I na każdym kroku krzyż. Był też ksiądz z posługą. Nie mogłam w nocy spać, bo pani z sąsiedniego łóżka uprawiała nocne spacery… Ja wiem, z jakim trudem córka załatwiła mi ten zabieg, ale proszę mi wierzyć, że miałam chwile zwątpienia. Byłam bliska decyzji, żeby stamtąd uciec i nigdy nie wrócić. Ale na szczęście wszystko, co najważniejsze kardiologicznie, udało się bez komplikacji. Jeszcze pożyję – uśmiecha się.

Czyli wszystko się dobrze skończyło. Tak samo jak film Finchera.