Historia pewnej togi

0

Pierwsza toga była podarowana. Podczas uroczystości ślubowania radców prawnych otrzymała ją za społeczne zaangażowanie w działanie samorządu. Pamięta do dziś, jaka wydała się jej lekka i delikatna, jaka inna niż wszystkie, które do tej pory mierzyła.

A można było przymierzyć tę togę w trakcie zajęć na aplikacji, usłyszeć jej historię, pomarzyć, że kiedyś, całkiem niedługo, zakładanie takiej togi będzie i jej udziałem. Ale wszystkie togi były inne niż ta. Z grubszego materiału, ciężkie, zbyt obszerne, z za długimi rękawami. A ta jak gdyby została uszyta na miarę. Może jest czarodziejska, pomyślała rozbawiona i ucieszyła się, że już za kilka dni będzie mogła w niej zadebiutować na najbliższej rozprawie. Już nie jako aplikantka radcowska, lecz radca prawny.

To nie była łatwa sprawa. Sprawy rodzinne komplikują się zawsze, gdy w grę wchodzą ludzkie emocje. Dwoje dorosłych ludzi i jedno dziecko w wieku szkolnym. Skonfliktowani rodzice, którzy zamiast skupić się na zapewnieniu swojemu synowi stabilnej sytuacji rodzinnej, żonglowali nim dla własnych celów, raz to obiecując, raz strasząc. Nigdy wcześniej nie widziała tego dziecka. Każde z rodziców miało już nowego partnera i jak wynikało z ich wyjaśnień, nie mogli porozumieć się, z kim ich własny syn ma zostać na stałe, choć większość czasu i tak spędzał z babcią. Przed salą założyła togę, zapięła ją starannie i odetchnęła głęboko. Poczuła, że może więcej, lepiej, dokładniej, że będzie teraz lepszym prawnikiem. Długo by można opowiadać o tej sprawie. Najważniejsze jest jednak to, że po prawie czterech godzinach wyjaśnień, sprzeczek, przekonywania i wzajemnych pretensji strony doszły do porozumienia w zakresie miejsca zamieszkania dziecka i ustalenia kontaktów ojca z synem. Pod salą rozpraw czekała babcia z dzieckiem. A pani jest czarodziejem? – zapytał chłopiec, niespełna ośmioletni syn stron, przytulając się do mamy i z drugiej strony chwytając tatę za rękę. Uśmiechnęła się do niego, mówiąc, że tylko czasami i nie na pełny etat. I patrzyła, jak odchodzą wspólnie, i słyszała, jak obiecują synkowi, że zanim wróci z mamą do domu, pójdą jeszcze razem na ciastka do pobliskiej cukierni. Wiele jeszcze było takich spraw. Niektóre wręcz czarodziejsko udało się wygrywać. Wygrywać, czyli przekonywać strony, żeby zawarły ugodę, porozumiały się w kwestii swoich dzieci i mimo wzajemnych pretensji umiały zapewnić im szczęśliwy byt.

Niedawno miała okazję znowu przekonać się o magicznym działaniu swojej togi. W ramach projektu edukacyjnego dla dzieci i młodzieży odwiedziła dom kultury, w którym organizowano półkolonie. Wystąpienie przed dziećmi zaczęła od zabawy. Weszła ubrana w togę, a dzieci miały zgadnąć, jaki zawód wykonuje. Odpowiedzi były przezabawne, od Harry’ego Pottera do księdza, ale były również wymieniane inne zawody prawnicze. Opowiadała później dzieciom o zawodzie radcy prawnego i przepisach prawa stosownie do ich wieku. Od początku zwróciła uwagę na drobną dziewczynkę w okularach, uczesaną w dwa cienkie warkoczyki. Mysie ogonki, tak to się kiedyś nazywało. Dziewczynka stale zgłaszała się do odpowiedzi, ale najczęściej była ubiegana przez koleżanki i kolegów. Kilka razy udało się usłyszeć, jak cichym głosikiem udzielała poważnych wyjaśnień. Była taka skupiona na zadaniu, taka poważna. W przerwie zapytała wychowawczynię półkolonii o dziewczynkę i usłyszała, że to półsierota, którą zazwyczaj zajmuje się babcia, bo ojciec stale wyjeżdża służbowo. Wiedziała już, co zrobi. Gdy wychowawczyni zapytała, kto chciałby przymierzyć togę, ręce podniosły prawie wszystkie dzieci. Pani mecenas wybierze, powiedziała wychowawczyni. Spojrzała wprost w oczy dziewczynki, która siedziała spokojnie, ledwo podnosząc rękę, przekonana, że i tak nikt jej nie wybierze. Wskazała na nią i patrzyła, jak dziecko zaskoczone uśmiecha się niepewnie i sztywno wstaje z krzesła. Dziewczynka była niska i drobna, zaproponowała więc, żeby stanęła na stołeczku i przytrzymując, żeby nie spadła, założyła jej togę. Guzik za guzikiem widziała, jak dziewczynka się rozluźnia, i patrzyła, jak rozpromienia się jej buzia, gdy wychowawczyni zaczęła jej robić zdjęcia. To nie była już przestraszona dziewczynka, lecz urocza młoda dama. Wspaniale wyglądasz w tej todze, powiedziała do dziewczynki. A wiesz, to jest moja pierwsza, radcowska toga, dodała. Mała lekko zeskoczyła ze stołka, uniosła głowę i zapytała: Proszę pani mecenas, czy ja też mogłabym zostać radcą prawnym?