#zostańwdomu

0

Myślałem, że jak złagodzą obostrzenia związane z zakazem poruszania się, to poza niezbędnymi sytuacjami – uśmiechnął się do swojej wspólniczki – będziemy mieli więcej pracy z powodu rozwodów niż immisji. Zobacz – położył na jej biurku plik dokumentów – kolejny klient, który zamierza pozwać swoich sąsiadów. 

Zaczęła przeglądać dokumenty – dowody na zakłócanie spokoju, czytać zapisy nagranych rozmów. Zamyśliła się i wyjrzała za okno. Tak niedawno jeszcze, prawie już zapomniała, były Święta Wielkanocne. Zazwyczaj każde święta spędzała z bliskimi. W tym roku było inaczej. Nie mogła pojechać do rodziców, święta spędziła sama. Jeszcze w Wielki Piątek długo pracowała, więc już z góry cieszyła się na trzy świąteczne dni, które zamierzała przeznaczyć na zasłużony wypoczynek. Planów nie udało jej się zrealizować… przez sąsiadów.

„Paweł i Gaweł w jednym stali domu, Paweł na górze,  a Gaweł na dole;

Paweł, spokojny, nie wadził nikomu, Gaweł najdziksze wymyślał swawole”[1].

W Wielką Sobotę obudziła ją głośna kłótnia sąsiadów z mieszkania obok. Awantura trwała prawie cały dzień, więc o odpoczynku nie było mowy. W niedzielę świąteczną przez większość dnia w mieszkaniu na górze bawiły się dzieci sąsiadów. Zgromadziły się tam chyba wszystkie dzieci z trzech mieszkań, w których mieszkały spokrewnione ze sobą osoby. Hałas był taki, że w jej szafkach kuchennych stukały o siebie naczynia. Za to w poniedziałek wielkanocny sąsiad z dołu najwyraźniej postanowił zacząć remont. Przez cały dzień słychać było regularne uderzenia młotka albo jazgot wiertarki. 

Co począć z hałaśliwymi sąsiadami, którzy są przekonani, że w swoim mieszkaniu mogą robić, co im się żywnie podoba? I jak ich przekonać, że wolność każdego z nas kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność kogoś innego?

Zabrała się za porządkowanie przyniesionych dokumentów. Pierwszym krokiem była oczywiście próba zwrócenia uwagi sąsiadowi, że zakłóca spokój i utrudnia życie pozostałym mieszkańcom. Słowo „próba” jest zazwyczaj bardzo adekwatne do takiej sytuacji. W większości przypadków, jak i w tym, o którym czytała, próba pokojowego rozwiązania sporu nie dała żadnych efektów. Sięgnijmy więc po przepisy prawa. W Kodeksie cywilnym znajduje się sporo przepisów określających normy współżycia społecznego, które próbujemy zastosować do takich właśnie sytuacji. 

Jednym z najczęściej spotykanych problemów z sąsiadami jest brak respektowania tzw. ciszy nocnej. Większość spółdzielni czy wspólnot ma regulamin, który zakazuje hałasowania w godz. 22.00–6.00. Jednakże sąsiad, poproszony o ściszenie muzyki czy przerwanie prac remontowych po 22.00, nie zawsze jest skory do współpracy i jedynym wyjściem może być wezwanie funkcjonariuszy policji lub straży miejskiej. Problem może zakończy się mandatem, a w przypadku odmowy przyjęcia skierowaniem sprawy do sądu i grzywną. W tej sytuacji nic to nie da – pomyślała.

Co możemy więc zrobić, gdy wielokrotne wzywanie policji nie przynosi żadnych efektów? Jak w tym przypadku będzie musiała w imieniu mocodawcy wystąpić na drogę sądową i domagać się w pozwie zaprzestania immisji i przywrócenia stanu zgodnego z prawem. Zamyśliła się. Niektóre sprawy sądowe trwają miesiącami, dlatego może warto rozważyć złożenie do sądu wniosku o zabezpieczenie powództwa w trakcie trwania procesu i wówczas sąsiedzi klienta będą mogli otrzymać sądowy zakaz czynienia immisji. Oczywiście szukanie sprawiedliwości w sądzie powinno być ostatecznością – w myślach uśmiechnęła się do siebie, nie tylko ze względu na koszty i czas, ale przede wszystkim stosunki sąsiedzkie, które po sprawie, bez względu na to, kto ją wygra, pewnie już nigdy nie wrócą do normy. Schowała dokumenty do teczki. Pora wracać do domu – pomyślała.


[1]                Fragment wiersza Aleksandra Fredry „Paweł i Gaweł”.