Receptą na sukces prawnika jest specjalizacja

0

Rozmowa z dr. hab. Adamem Bartosiewiczem, radcą prawnym, doradcą podatkowym, uznanym za jednego z najbardziej wpływowych prawników w Polsce.

Adam Bartosiewicz

Doktor habilitowany nauk prawnych, doradca podatkowy, radca prawny. Wspólnik EOL Kancelaria Doradztwa Podatkowego Sp. z o.o. sp. k. Specjalizuje się w prawie podatkowym i postępowań sądowo-administracyjnych (w tym TSUE). Autor i współautor kilkuset prac (monografii, glos i artykułów). Jego publikacje cytowane są w ponad 4 tys. orzeczeń sądów administracyjnych. Jest autorem opinii prawnych na potrzeby Parlamentu Europejskiego. Wykładowca, szkoleniowiec.

„Człowiek, którego nazwisko pojawia się kilkaset razy w wyszukiwarce interpretacji indywidualnych
i kilka tysięcy w bazie orzeczeń sądów administracyjnych oraz wielokrotnie na stronach sejmowych. Na jego komentarze do ustaw podatkowych zgodnie powołują się podatnicy, urzędnicy skarbówki, sędziowie administracyjni i posłowie”. Tak m.in. uzasadnia redakcja „Dziennika Gazety Prawnej” pana zaszczytne miejsce w rankingu najbardziej wpływowych prawników w Polsce w 2020 r. Co złożyło się na ten sukces? To efekt talentu czy ciężkiej pracy?

To składowa wielu czynników, miałem też trochę szczęścia. Trzeba się znaleźć we właściwym miejscu, o właściwym czasie, jednak zawsze temu szczęściu trzeba pomóc i ciężko pracować. Ważne są też zdolności. Wydaje mi się, że je mam, bo pewne rzeczy przychodzą mi dość łatwo i robię je szybko. Mimo że w zawodzie pracuję już 20 lat, nadal odnajduję satysfakcję z tego, co robię. Ważne są więc: talent, szczęście i ciężka praca. A co do Centralnej Bazy Orzeczeń Sądów Administracyjnych to moje nazwisko pojawia się tam już w ponad 4 tys. przypadków.

Ubiegły rok obfitował u pana w sukcesy. We wrześniu uzyskał pan zaszczytny stopień doktora habilitowanego nauk prawnych. A w październiku kolejny sukces. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej orzekł, że polskie przepisy o uldze na złe długi są niezgodne z prawem Unii, a to pana zasługa i sukces, z którego skorzysta wielu polskich przedsiębiorców.

Tak. Nieskromnie się do tego przyznaję. Jednym z warunków skorzystania z tej ulgi, czyli nabycia prawa do odzyskania naliczonego, a nie zapłaconego przez kontrahenta VAT należnego, jest to, aby kontrahent na dzień składania deklaracji z wykazaną ulgą nie był w trakcie postępowania restrukturyzacyjnego, likwidacyjnego lub upadłościowego. Powstały wątpliwości co do zgodności tego warunku z Dyrektywą 112/2006/WE. Trzeba było jednak pewnej determinacji, aby doprowadzić do orzeczenia TSUE.

Udało mi się przekonać NSA do skierowania pytania do TSUE, wykazując, iż państwa członkowskie nie mają pełnej swobody we wprowadzaniu warunków dotyczących ulgi na złe długi. TSUE przyznał mi rację, co potwierdził w wyroku z 15 października 2020 r. (C-335/19). To zwycięstwo pozwoli wielu firmom odzyskać pokaźne kwoty zapłaconego już VAT z nigdy nieopłaconych faktur.

Resort finansów, który chętnie przy innych okazjach powołuje się na wyrażane przez pana poglądy, nie ma zatem wyjścia i musi odpowiednio zmienić te przepisy. Ale jeszcze tego nie zrobił…

Z praktyki wynika, że organy podatkowe mimo braku zmiany przepisów uznają ten wyrok. Można zatem dokonywać korekt na podstawie tego wyroku. Jednak nowelizacja jest konieczna, bo mogą powstawać wątpliwości, zwłaszcza gdy wierzyciel masy upadłościowej skorzysta z ulgi, masa zostanie uszczuplona i wywoła to skutki dla dłużnika, który póki co podatku naliczonego korygować nie musi.

Podatnicy masowo zwracają się po pomoc do kancelarii po objęciu podatkiem CIT spółek komandytowych? Ma pan dla nich dobre rady?

To prawda, że duża część przedsiębiorców zastanawia się nad ewentualną zmianą tej formy prawnej prowadzenia działalności. Od 1 maja br. zniknie podstawowa korzyść tej spółki, czyli jednokrotne opodatkowanie. Rzeczywiście widać większe zainteresowanie pomocą prawną w tym zakresie. Jednak nie ma tu rozwiązań generalnych. Każdorazowo wymaga to indywidualnej, dokładnej analizy, jakie są cele biznesowe tego przedsiębiorcy itp.

Jak pan ocenia nowe rozwiązania wprowadzone pakietem tzw. Slim VAT? „Faktury korygujące 2021 w pytaniach i odpowiedziach” to pana ostatnie dzieło. Zawsze jest pan pięć minut przed czasem. 

Nowe zasady rozliczania faktur korygujących sprawiają wiele trudności, dlatego zająłem się tym tematem. Zmian w pakiecie nie ma zbyt wiele, wbrew zapowiedziom. Obowiązki ciążące na przedsiębiorcach miały być bardziej odchudzone. Pakiet tych zmian może rzeczywiście pozwolić na uproszczenia, pod warunkiem że przepisy będą przez wszystkich, a zwłaszcza przez fiskusa, interpretowane z naciskiem na to, aby nie przywiązywać zbyt wielkiej wagi do formy, tylko do celu, jakiemu mają służyć, czyli czy obie strony mają wiedzę, że zmieniła się podstawa opodatkowania, co obliguje je do korekt. Wszystko zależy od podejścia do tego tematu przedsiębiorców i organów skarbowych.

Jakie rozwiązania podatkowe budzą obecnie pana obawy?

Paradoksalnie przedsiębiorcy chcieliby stabilności, a nie ciągłych zmian. W polskim systemie podatkowym brakuje zaufania. Po części jest to spuścizna zaborów, komunizmu. Administracja nie ma zaufania do podatników, do władzy ustawodawczej, a podatnicy do obowiązków podatkowych. W innych państwach podatnicy lepiej rozumieją cel ciężarów podatkowych. I to jest główna wada systemu podatkowego. To zaufanie trzeba budować latami. Życzyłbym sobie, żeby tego zaufania było więcej. Niestety prawo jest też coraz gorszej jakości. Opracowywane jest zbyt szybko, staje się powielaczowe, zastępują je objaśnienia. Sama ich idea jest dobra, jednak są one obszerne i mają tendencję do stawania się samoistnym źródłem prawa. Zdarza się też, że objaśnienia są sprzeczne ze źródłem prawa, jak np. w przypadku estońskiego CIT, co jest niedopuszczalne.

Czy covid znacząco zmienił pana pracę?

Dla mnie nie jest to duża zmiana, bo pracując z klientem, pracuję na dokumentach. Korzystamy ze środków zdalnego komunikowania się. Bardziej chyba doskwiera brak kontaktu ze składem orzekającym sądów administracyjnych. Choć sąd ten też bazuje na aktach sprawy, nie rozstrzyga sporu, lecz ocenia działania organów skarbowych, to pełnomocnicy mają mniejsze możliwości. Pandemia spowodowała niestety ograniczenie mojej działalności szkoleniowej. Jeśli chodzi o przedsiębiorców, to w znacznym stopniu na pewne branże wpłynął brexit, mamy tu nowe reguły gry. Natomiast covid spowodował ograniczenie działalności w strefie przygranicznej, co ma dla nas znaczenie, bo kancelaria mieści się w Szczecinie.

Co radziłby pan młodym prawnikom? Jak wspinać się po ścieżce kariery w tych nietypowych czasach?

Dobrą drogą jest szukanie specjalizacji. Prawnik znający się na wszystkim to tak jak lekarz rodzinny ‒ zdiagnozuje problem i skieruje do specjalisty. Receptą na sukces jest specjalizacja. Obserwujemy postęp społeczny, pojawiają się nowe dziedziny prawa i obszarów do specjalizacji jest coraz więcej. A jak się uda wybrać taką, którą łączy się z pasjami, to i pracować będzie łatwiej.

Wywołał pan sam kolejne pytanie. Wiem, że znajduje pan czas na pasje, a największą są góry. Ale pan nie chodzi po górach, tylko biega. Skąd ta pasja? To bardziej miłość do gór czy do sportu?

To połączenie obydwu pasji – i do gór, i do sportu. Mieszkam daleko od gór, więc jak się wybieram, to chcę więcej zobaczyć. Kilka lat temu zafundowałem sobie chorobę cywilizacyjną, bo byłem za bardzo skupiony na pracy i organizm się zbuntował. Musiałem zacząć się ruszać i po kilku latach zacząłem już biegać po górach. Chciałbym zaapelować do koleżanek i kolegów, żeby nie zapominali, jak bardzo ważne w życiu człowieka są ruch i wysiłek fizyczny, żeby nie zakleszczyli się przed ekranami telewizorów, żeby pamiętali, że wysiłek fizyczny pobudza też do myślenia, wpływa na otwartość umysłu. A góry? Uczą pokory, można dostrzec tam swoją mikrość. Góry mają swój zapach. Każde inny. Mogę zamknąć oczy, ale wystarczy, że raz odetchnę, i wiem, że jestem w Beskidzie Niskim. Zapach ziemi nocą w Krynicy, zapach tatrzańskiej hali po deszczu, zapach alpejskiej łąki…

Rozmawiała Wiesława Moczydłowska