Raczej nikogo nie trzeba przekonywać, że wykonywanie zawodu radcy prawnego wymaga dużego zaangażowania czasu, intelektu i emocji. Dobrze, jeśli jednak udaje nam się wygospodarować czas na rozwijanie własnych pasji. Równowaga pomiędzy pracą a życiem prywatnym jest bardzo cenna i potrzebna. Pielęgnowane przez nas pasje stanowią często nieocenione źródło doświadczeń i energii, które później możemy pożytkować w pracy zawodowej. Często są swego rodzaju motywacją do dalszych poczynań zawodowych. Wśród nich od pewnego czasu, w środowisku radców prawnych, dostrzegalne jest zamiłowanie do motocykli. Dla jednych jest to posiadanie seryjnie produkowanego motocykla, dla innych budowanie własnych customowych maszyn, dla wszystkich radość z jazdy, czerpanie przyjemności i inspiracji z podróżowania motocyklem. Czy pasja płynąca z motocyklizmu, zresztą nierzadko kosztowna, może, poza zadowoleniem i energią do pracy, dać radcy prawnemu coś jeszcze? Na tak postawione pytanie nie sposób dać jednoznacznej odpowiedzi. Tej udzieli sobie każdy indywidualnie.

Nieprzerwanie od drugiej połowy XX wieku motocykl uznawany jest za jeden z nielicznych już synonimów prawdziwie odczuwalnej przez człowieka wolności. Niewątpliwie więc, każdy motocyklista, po pierwsze, ma możliwość samodzielnego odczuwania wolności, jaką daje motocykl i jazda na nim. Po drugie, każdy motocyklista ma sposobność obcowania w sposób bezpośredni z otaczającą go rzeczywistością. W czasie jazdy, znajdując się kilkanaście centymetrów nad szosą, otoczony wiatrem, narażony jest na zmienne kaprysy pogody i przyrody, czasami też zmaga się ze złą czy niefrasobliwą naturą innych uczestników ruchu. Terminy: odpowiedzialność, zaufanie i bezpieczeństwo w motocyklizmie traktowane są wprost. Każdą swoją decyzję zarówno podczas serwisowania motocykla, jak i w czasie jazdy motocyklista musi podejmować z pełną odpowiedzialnością i świadomością konsekwencji. Motocyklista musi mieć pełne zaufanie do swojej maszyny. W drodze bowiem stanowi z nią jedność. Piękne przeżycie, jaką jest jazda na motocyklu, nie jest wolne od niebezpieczeństw. Jazda wymaga od motocyklisty nie tylko ogromnej koncentracji, ale i ponadprzeciętnej wyobraźni, która może go uchronić od różnorakich „pułapek” (używam tutaj terminu zaczerpniętego od Roberta Pirsiga, autora kultowego już amerykańskiego dzieła Zen i sztuka oporządzania motocykla), czyhających na motocyklistę będącego w drodze. Po trzecie, samo przygotowanie motocykla do drogi (pomijam już fakt samodzielnego konstruowania custmowego motocykla) wymaga od motocyklisty autentycznego zaangażowania: dokładnego przeglądu, wychwycenia najdrobniejszych nawet szczegółów mogących mieć wpływ na jego stan techniczny oraz, w razie potrzeby, współpracy i wykonywania czynności serwisowych pod fachowym kierunkiem zaufanego mechanika. Wreszcie po czwarte, jazda na motocyklu daje szansę na pielęgnowanie relacji z innymi ludźmi oraz nawiązywanie nowych autentycznych znajomości, przypieczętowanych rykiem silnika i dawną tradycją solidarności i lojalności bikerów. Można więc przyjąć, że motocyklizm, poza oczywiście pasją pozwala na rozwijanie i pielęgnowanie cech niezbędnych w wykonywaniu zawodu radcy prawnego: odpowiedzialności, lojalności, zaufania, etyki i współpracy. Co ważne, cenne jest również wynikające z jazdy na motocyklu odpowiedzialne kreowanie i odczuwanie wolności. Jak wiemy, odpowiednie umiejscowienie granic wolności w wykonywaniu wolnego zawodu często przesądza o powodzeniu i sukcesie.

Tymczasem sezon motocyklowy w pełni. W tym i w kolejnych życzmy sobie bezpieczeństwa na drodze. Pamiętajmy jednak, że ono zależy – odwołam się tutaj do Księcia Niccolo Machiavellego – od fortuny i virtu. Fortuna, jak napisał Machiavelli, sprzyja młodym, a jak wiemy motocyklista jest albo młody wiekiem, albo młody duchem. Szczęście nie będzie nam sprzyjało jeśli nie będziemy mieli wewnętrznej potęgi, czyli virtu. Ta, czyli rozum i wiedza w przeciwieństwie do fortuny zależy wyłącznie od nas.