Polowanie na newsa czy sposób na Alcybiadesa?

0

Klasówka miała być przeprowadzona zgodnie z zasadami obowiązującymi w czasach pandemii: uczniowie zostali podzieleni na grupy i umieszczeni w osobnych, dobrze przewietrzonych salach. Miała się odbyć w piątek. Jej termin i zakres określał program edukacji, do którego szkoła musiała się bezwarunkowo stosować. Nieprzeprowadzenie klasówki mogło oznaczać brak promocji do następnej klasy z powodu niezrealizowania programu.

Materiał do zdania nie był łatwy, a w niektórych fragmentach wręcz trudny. Trzeba się było wykazać znajomością wielu zagadnień, na temat których w szkole i poza szkołą uczniowie mieli zajęcia niekiedy od roku. W znacznej części trzeba go było wykuć na pamięć. Taka to już specyfika szkoły i zawodu, do którego przygotowywała. Powołana została specjalna komisja klasówkowa, liczniejsza niż zwykle, ponieważ musiała stawić czoła wymaganiom programowym i sanitarnym: z jednej strony przypilnować uczniów pod względem standardowych zasad samodzielności przy zdawaniu klasówki, z drugiej zaś zapewnić im bezpieczeństwo antywirusowe we wszystkich salach lekcyjnych. Szkoła przygotowywała się do tego wyzwania organizacyjnie od wielu tygodni, cały czas mając obawę, że wprowadzane przez rząd bez uprzedzenia obostrzenia pandemiczne mogą sprawić, że klasówka nie dojdzie do skutku w tradycyjnej formie. W czwartek, w przeddzień wyznaczonego terminu, szkoła wiedziała już jednak, że planowane przez władze zmiany wejdą w sobotę, czyli dzień po. Wydawało się więc organizatorom, że wszystko jest OK.
Niewielka grupa uczniów miała jednak w tej sprawie inne zdanie. Od jakiegoś czasu rozpowszechniana była nieoficjalna informacja, że klasówka się nie odbędzie ze względu na pandemię. Część uczniów uwierzyła. Część zaczęła działać.
W piątek rano na miejscowym portalu internetowym ukazała się następująca notka: „Piszę w imieniu uczniów naszej szkoły, ponieważ jesteśmy już bezradni. Szkoła chce narazić nas na możliwość zarażenia się wirusem poprzez zmuszanie nas do pisania klasówki w dniu dzisiejszym w tradycyjnej formie. Na nic zdały się nasze prośby”.
Sprawę pochwyciły dalsze media. Do szkoły zadzwonił dziennikarz z lokalnego radia…
Czy mogę rozmawiać z dyrektorem?
W tej chwili dyrektor jest poza szkołą, ale spróbujemy się z nim skontaktować i damy panu znać.
Dyrektor uczestniczył akurat w spotkaniu w miejscowym urzędzie. Odebrał telefon ze szkoły, ale nie mógł rozmawiać. Szkoła oddzwoniła więc do dziennikarza, informując go o tym.
W internecie natychmiast ukazała się informacja, że mimo protestów uczniów klasówka odbędzie się w tradycyjnej formie, zaś dyrektor szkoły odmówił komentarza w tej sprawie.
Portal, od którego się sprawa zaczęła, informował na bieżąco: „Mimo zastrzeżeń i obaw uczniów oraz faktu, że nasze miasto zostało skierowane do czerwonej strefy, w dniu dzisiejszym szkoła przeprowadza zaplanowaną klasówkę. Jest wysokie prawdopodobieństwo, że po dzisiejszym dniu w naszym mieście pojawi się kolejne ognisko koronawirusa, które może sparaliżować pracę i wiele osób wysłać na kwarantannę”.
Sprawa nabierała charakteru newsa, a to dla mediów gratka. Zaraz potem do szkoły zgłosiła się lokalna telewizja. Trzeba było działać natychmiast. Szkoła skontaktowała się już sama z dziennikarzem lokalnego portalu. Następnie z radiem i telewizją. Wyjaśniła, że klasówka w tradycyjnej formie odbywa się w ostatnim możliwym terminie. Dopiero od następnego dnia zaczynały obowiązywać zasady strefy czerwonej, uniemożliwiające jej przeprowadzenie w tej formie. Szkoła podkreśliła, że klasówka jest przeprowadzona z zachowaniem wszystkich wymogów sanitarnych: uczniowie zostali podzieleni na grupy i umieszczeni w kilku salach, gdzie zostali rozsadzeni w maseczkach z zachowaniem dystansu społecznego. Nie został naruszony żaden z przepisów sanitarnych oraz zasad zdrowego rozsądku.
News przygasł. Media lokalne doceniły wyjaśnienia szkoły i zajęły się innymi tematami. Pointę dopisało życie: klasówka wypadła bardzo słabo albo wręcz fatalnie. Tego już żadne media nie zauważyły