De Mono nie zagra w stereo

0

Dwanaście lat upłynęło od konfliktu między założycielami grupy i wniesienia sprawy do sądu. Jesteśmy właśnie po orzeczeniu sądu drugiej instancji i to jeszcze nie koniec. A wystarczyło się porozumieć i unikać sądów.

De Mono to znana marka na polskim rynku muzycznym. Wikipedia podaje, że w 1984 r. zespół założyli gitarzysta Marek Kościkiewicz, basista Piotr Kubiaczyk i perkusista Dariusz Krupicz. Nazwali się wtedy Mono. Trzy lata później było już De Mono, z gitarzystą Jackiem Perkowskim, saksofonistą Robertem Chojnackim i wokalistą Andrzejem Krzywym. W 1989 r. ukazał się ich debiutancki album zatytułowany „Kochać inaczej”. I był to pamiętny debiut, a tytułowa piosenka gościła ponad rok na legendarnej Liście Przebojów Programu Trzeciego. Podobnie kolejny album „Oh Yeah!” wydany w 1990 r., z hitami takimi jak „Moje miasto nocą” i „Zostańmy sami”. Koncertowali w kraju i za granicą. Sława, nagrody, życie na fali. Potem kryzys, zawieszenie działalności, zmiany w składzie i jeszcze jedna świetnie przyjęta płyta pt. „Stop”, z przebojami „Statki na niebie”, „Znów jesteś ze mną”. Kwitły też solowe kariery członków grupy – Chojnacki świętował sukcesy dzięki swoim płytom, na których występowali też inni artyści, Kościkiewicz i Krzywy też wydali własne płyty, powstał zespół Magma z udziałem Kubiaczyka i Krupicza. Na początku XXI w. De Mono nagrało piosenkę będącą hymnem debiutującego w Polsce programu Big Brother. Potem grupa „ojców założycieli” zaczęła się rozpadać. O co się poróżnili? Zostanie to ich tajemnicą. Kościkiewicz twierdzi, że Krzywy zrezygnował ze współpracy pod wpływem swego menedżera, i niedwuznacznie dodaje, że „jeśli nie wiadomo, o co chodzi, chodzi o pieniądze”. Nie pierwszy to przypadek, gdy muzycy rozstają się i idą swoją drogą. Jeszcze do tego wrócimy.

W każdym razie od 2006 r. w zespole nie grali już Chojnacki ani Kościkiewicz, potem również Krupicz (Perkowski kilka lat wcześniej zasilił skład T-Love). Andrzej Krzywy i Piotr Kubiaczyk z nowymi muzykami występowali dalej jako De Mono.

I przez trzy lata De Mono jeździło po Polsce i grało swe piosenki. Ale w 2008 r. sytuacja się skomplikowała, bo Marek Kościkiewicz – autor słów większości przebojów zespołu – utworzył swoją grupę De Mono. Można nawet powiedzieć, że zgromadził wokół siebie więcej członków oryginalnego składu, bo grał z Chojnackim i Krupiczem (oraz nowymi muzykami).

AKCJE PRAWNE

Atmosfera między artystami zrobiła się napięta. Krzywy pozwał Kościkiewicza za zawłaszczenie nazwy, a Krzywego Paweł Krupicz. – Nie możemy pogodzić się z tym, że jeden z kolegów robi z siebie bohatera 30 lat i nas pomija. Skarży mnie w sądzie i chce odebrać mi nazwę zespołu, a jednocześnie śpiewa moje piosenki, wykonuje moje teksty. Nie możemy się na to zgodzić – mówił przed laty Kościkiewicz Polskiej Agencji Prasowej.

Procesy toczyły się przed warszawskimi sądami. Z pozwem Krupicza przeciw Krzywemu poszło względnie szybko. Sąd okręgowy, a po nim apelacyjny, oddaliły roszczenie o zakazanie Andrzejowi Krzywemu występowania pod szyldem De Mono. Dopiero potem mógł ruszyć proces z powództwa Krzywego przeciw Kościkiewiczowi. I ciągnął się aż 10 lat, tyle trwało postępowanie przed Sądem Okręgowym w Warszawie z powództwa Krzywego przeciw Kościkiewiczowi, od którego powód zażądał zaprzestania działalności pod nazwą De Mono.

– Marek opuścił zespół dobrowolnie, bo stwierdził, że chce robić karierę solową i zająć się prowadzeniem dużej firmy. My nie zabraniamy Markowi ani nikomu innemu grać naszych utworów. On może organizować koncerty i śpiewać przeboje zespołu, ale niech robi to pod własnym nazwiskiem albo jakąś inną nazwą, a nie pod nazwą De Mono – tłumaczył Krzywy. – Andrzejowi Krzywemu jest łatwiej, bo jako wokalista jest rozpoznawalny. Ale jego wkład twórczy to nie więcej niż 5% repertuaru, zawsze ja pisałem teksty – mówił Kościkiewicz.

SKANDAL NA ROCZNICĘ

W 2017 r. De Mono obchodziło jubileusz, organizując koncert w amfiteatrze parku Sowińskiego na warszawskiej Woli. Nie obyło się bez skandalu, bo Kościkiewicz – niezaproszony na imprezę – rozdawał ulotkę ze swoją wersją wydarzeń i żalem, że nie wystąpili razem. Faktycznie nie zagrali, ale Krzywy podziękował im ze sceny za wcześniejszą wspólną pracę.

Zwaśnione strony nie chciały ustąpić, więc sąd musiał rozstrzygnąć ten spór o ochronę dóbr osobistych. I rozstrzygnął, oddalając powództwo Krzywego i Kubiaczyka i starając się pogodzić racje. Zdaniem sądu żaden z powodów nie wykazał, by miał wyłączne prawo do korzystania z nazwy De Mono, więc używać jej mogą wszyscy założyciele zespołu. – Wszyscy bowiem, koncertując pod tą nazwą, działają na korzyść zespołu – uznała sędzia Joanna Korzeń. Czy można zakazać Markowi Kościkiewiczowi używania nazwy, którą tak jak logo sam wymyślił dla zespołu, którego był założycielem i liderem i autorem największych hitów – pytał sąd retorycznie. To on wykreował zespół od początku do końca. Nie budzi wątpliwości sądu, że Marek Kościkiewicz był największą indywidualnością wśród jego pierwotnych członków. On miał wizję artystyczną i konsekwentnie ją wdrażał, a ich wkład był mniejszy – oceniła sędzia Korzeń.

De Mono Kościkiewicza tryumfowało. – Orzeczenie dziś wydane to dla mnie wielka ulga i olbrzymia satysfakcja 
z wygranej w tym przykrym procesie – mówił Kościkiewicz.

Po pierwszym akcie musiał nadejść drugi. Andrzej Krzywy i Piotr Kubiaczyk, niezadowoleni z wyroku sądu okręgowego, złożyli apelację, którą w październiku 2020 r. rozpoznał trzyosobowy skład Sądu Apelacyjnego w Warszawie. Sędzią sprawozdawcą był Jacek Sadomski.

CHCĄCEMU NIE DZIEJE SIĘ KRZYWDA

Pełnomocnik powodów mec. Maciej Ślusarek upatrywał szans na zwycięstwo w tym, iż w 2006 r. Kościkiewicz z kolegami sam zrezygnował.

I ten argument przekonał sąd, który zmienił rozstrzygnięcie pierwszej instancji i uwzględnił w zasadniczej części powództwo, zakazując Kościkiewiczowi używania nazwy De Mono. Zobowiązał też go do publikacji oświadczenia, że nie będzie używał i nadawał zespołom artystycznym, w tym muzycznym, w których jest lub będzie założycielem albo współzałożycielem, nazwy De Mono i że ta nazwa jest nazwą zespołu muzycznego, w którym występują obecnie Andrzej Krzywy i Piotr Kubiaczyk.

– Sprawa była bardzo trudna, sąd wielokrotnie namawiał strony do zawarcia ugody, bo najlepszym rozwiązaniem tej sprawy było po prostu dogadanie się muzyków. Niestety bezskutecznie – powiedział na wstępie sędzia Sadomski i dodał, że od 2008 r. na rynku muzycznym funkcjonują dwa zespoły De Mono, co nie wydaje się sytuacją, która powinna być tolerowana. Sąd nie miał wątpliwości, że De Mono założył Kościkiewicz i że grupa nadal istnieje i ma prawo do wykorzystywania swojej nazwy. Ale nikt nie ma na nią monopolu, a w tym przypadku kontynuacją działalności tego zespołu jest działalność Andrzeja Krzywego.

– Członek zespołu, który go opuszcza, niezależnie od przyczyn, może zakazać pozostałym dalszego wykonywania działalności artystycznej, powołując się na swoje prawo osobiste do nazwy zespołu. Istotą tego prawa jest istnienie wspólnej więzi artystycznej. I ochrona tej więzi stanowi 
o istocie tego prawa – stwierdził sędzia Sadomski. Kluczowe okazało się właśnie to, że Kościkiewicz odszedł z zespołu – o czym zresztą sam informował media – a grupa De Mono koncertowała bez niego – on bowiem po kilku latach założył nowy zespół pod starą nazwą – do czego nie miał prawa.

JAK PINK FLOYD

By nie być gołosłownym, sędzia Sadomski przytoczył proces między członkami grupy Pink Floyd. Roger Waters odszedł z zespołu i chciał nadal używać tej nazwy, ale brytyjskie sądy orzekły, że nie ma on takiego prawa.Tym razem to Krzywy i Kubiaczyk tryumfowali. „De Mono to my!” – pisali, a Kościkiewicz mówił: „Czuję się fatalnie, jestem totalnie zabity”. Jego pełnomocnik, radca prawny Michał Błeszyński, zapowiedział skargę kasacyjną.Jak będzie w Sądzie Najwyższym?