Wielmożny pan adwokat dobrodziej i inni

0

Przeglądam dziewiętnastowieczne poradniki dotyczące pisania pism prywatnych i urzędowych pt. „adwokat domowy”, „adwokat ludowy”. Aż łza kręci się w oku na myśl o czasach pełnych czołobitności, kiedy to profesjonalny pełnomocnik był dobrodziejemwielmożnym panem, a proszący o przyjęcie sprawy pisał grzeczne listy, 
nazywając się uniżonym sługą, a czasem nawet najuniżeńszym sługą

Za to skład orzekający był „świetnym sądem”, innym razem „prześwietnym sądem”. Natomiast sędzia niczym król wyznaczał posiedzenia zwane „audiencjami”. W pismach procesowych proszono go, by „raczył” dokonać określonych czynności procesowych, np. wpisu do ksiąg gruntowych. W XIX w. zamiłowanie do używania tytułów było ogromne. Nietrudno się więc dziwić, że nawet boginię sprawiedliwości nazwano w jednej 
z poważnych prawniczych gazet „Temidą dobrodziejką”. 

W 1871 r. ukazała się we Lwowie książka Mariana Gawalewicza pt. „Sekretarz i adwokat domowy: niezwykły zbiór listów towarzyskich i okolicznościowych. Dokładny podręcznik dla słabych w stylu i koncepcie”, w której znajdujemy wzór pełnego wylewności podziękowania za poprowadzenie sprawy[1].  

Wielmożny Panie!

Szanowny Doktorze Dobrodzieju!

W uczuciu wdzięczności piszę tych kilka słów do Wielmożnego Pana Dobrodzieja, dziękując mu najuprzejmiej za tak kompletne dla mnie przeprowadzenie sprawy. Bądź Wielmożny Panie Dobrodzieju przekonany, iż takim obrońcą szczycić się tylko należy.               

Zechcesz zarazem załączoną bagatelkę jako słaby dowód mej życzliwości i wdzięczności przyjąć. Polecając się Jego pamięci, zostaję Wielmożnego Pana Doktora Dobrodzieja najuniżeńszym sługą.

                                                Jan Wejdel

W innym miejscu ten sam autor podpowiada, jak napisać list do pełnomocnika z prośbą o przyjęcie sprawy2.

Wielmożny Panie!

Zawdzięczając Panu nadzwyczaj drogą mi znajomość pańską, ośmielam się teraz w ważnym dla mnie interesie prosić Go o łaskawą pomoc i zajęcie się mą sprawą.

Pan Jakub Blau, kupiec z Wiednia, winien mi jest sumę 489 złr. 2 cnt za pobrane u mnie przed rokiem towary; wypłata przypadała trzy miesiące temu, zatem ja, przypomniawszy mu (…) naprzód terminu wypłaty, czekałem cierpliwie należnej mi sumy. Gdy dotychczas pieniędzy nie mam, a pan Jakub Blau nie daje o sobie nawet znaku życia, a nadto stosunki jego tak dalece się pogorszyły, że już bankructwa obawiać się należy, przeto upraszam Wielmożnego Pana, byś raczył w sprawie tej przyjąć pośrednictwo i jak najenergiczniej, w jak najkrótszym czasie powyższą sumę ściągnąć się starał. 

W nadziei, iż Wielmożny Pan prośbie mej odmówić nie zechcesz, przesyłam Panu dotyczące papiery, dołączając oraz zapytanie, jak wielką mam zaliczyć sumę na wydatki stemplowe itp.?

Oczekując od Wielmożnego Pana rychłej odpowiedzi, kreśląc się Jego uniżonym sługą – 

     Antoni Milewicz   

Powód do zadowolenia mieliby także sędziowie czytający dawne dokumenty życia społecznego. W zbiorach 
Biblioteki Jagiellońskiej zachował się odpis wyroku z 1850 r., który wraz z uzasadnieniem zajmuje tylko… jedną stronę. Cóż za balsam na duszę sędziego, który dziś musi ślęczeć po nocach nad rozbudowanymi uzasadnieniami.     

WYROK

C.k. Najwyższy i kasacyjny Sąd Karny wyrokiem swoim prawomocnym i ostatecznym z dnia 8 listopada br. zgodnie z zawyrokowaniem przez c.k. Sąd Apelacyjny i Wyższy Sąd Karny Galicyjski, tudzież c.k. Trybunał Krakowski skazał Franciszka Kaszubę na karę śmierci przez powieszenie na szubienicy z powodu następującego:

ISTOTA CZYNU

Prawo czuwające nad bezpieczeństwem społeczności ukarało zbrodniarza w osobie Franciszka Kaszuby (…). Jest to włościanin z okręgu m. Krakowa, z wsi Olszyny, parobczak mający obecnie 26 lat, stanu wolnego, religii katolickiej. 

Nie miał stałego zatrudnienia, nie lubił pracy, lecz zamiłował życie wolne, próżniackie, hulaszcze i awanturnicze, szczególniej w ostatnich dwóch latach, kiedy począł chodzić na flis. Zamiłowanie takiego życia wezwyczaiło go do pijaństwa; skoro zaś na to wszystko brakło mu pieniędzy: bez religii w sercu, bez hamulca w umiarkowaniu nader gwałtownych namiętności, zaprawiony owszem w burdach karczemnych, posunął się do zbrodni, która go dzisiaj na szubienicę zawiodła.

Jakoż dnia 10 grudnia roztrwoniwszy zarobek z ostatniego flisu i żyjąc już na bórg po karczmach, przyszedł do karczmy we wsi Żarkach, którą Mendel Glazer z żoną swoją – ubodzy, starozakonni – dzierżawili.  

Po wypiciu kilku półkwaterków gorzałki Franciszek Kaszuba, nie dając poznać ukrytej siekiery, którą zwykł był nosić pod spodem sukmany, wyszedł z tej karczmy około północy wraz z innymi włościanami. Lecz wkrótce wraca się sam jeden i prosi Mendla Glazera, aby zaniósł za nim garniec miodu do mieszkania siostry, obiecując tam zapłacić pięknym talarem pruskim, tak za miód, jako i za dług dawniejszy.

Zebrał się więc karczmarz i wziąwszy gąsior miodu, poszedł za Kaszubą, lecz o kilkadziesiąt kroków za karczmą padł bez życia, pod ciosem morderczym, z tyłu głowy niespodzianie obuchem siekiery zadanym. Padł Mendel Glazer na samym środku drogi wśród wsi Żarek i pokazało się, że ten miód był tylko pozorem i podejściem do wyprowadzenia karczmarza w pole.  

Nie dość na tem; z celów i widoków mordercy wypadło zabić także żonę Glazera, która o niczem jeszcze nie wiedziała i na powrót swego męża oczekiwała. Wpada więc Kaszuba jeszcze raz do karczmy, zakłada za sobą drzwi na haczyk, gasi świecę, udając ściganego przed branką, a wtem z zimną krwią, wydobywszy ukrytą siekierę, uderza na Maryę Glazerową. Ciosy jednak chybiają i tylko kaleczą; dzwonek jadącej poczty powstrzymał trochę mordercę; tymczasem Marya Glazerowa ucieka do sieni, woła o ratunek i wybiega przed karczmę, gdzie właśnie sanki pocztowe stanęły. 

Morderca zaślepiony, nie uważa na to, jeszcze raz ugodził w swą ofiarę w śnieg upadłą, ale bezskutecznie. W tej właśnie chwili przybieżono na ratunek, co widząc morderca, rzuca siekierę i ucieka. 

Tak więc Opatrzność zachowała Maryę Glazerową przy życiu, a zbrodniarz, chroniąc się i tułając przez kilka dni, przystał dobrowolnie do woyska pod fałszywem nazwiskiem. Ale i tam wyśledzony oddanym został bezzwłocznie Sądom Cywilnym w ręce sprawiedliwości. 

Zaprzeczał zrazu tych czynów, zwalał je na kogo innego; wreszcie przyznał się ze wszystkiemi szczegółami. Otóż za takie dwie zbrodnie skazany został w myśl prawa na śmierć wyrokiem, którego treść jest następująca. 

W IMIENIU NAJJAŚNIEJSZEGO CESARZA AUSTRYI

C.k. Najwyższy i Kassacyjny Sąd Karny, działając na zasadzie Najwyższego Postanowienia Cesarskiego z dnia 31 października br., mocą którego zawyrokowanie ostatecznie w sprawie Franciszka Kaszuby zostało mu poruczone, po rozpoznaniu tej sprawy uznaje Franciszka Kaszubę (…) za winnego zbrodni morderstwa zdradzieckiego na osobie Mendla Glazera dokonanej oraz za winnego usiłowania w popełnieniu zbrodni morderstwa na osobie Maryi Glazerowej; za co skazuje go na karę śmierci przez powieszenie na szubienicy.

Wyrok ten w dniu 21 grudnia 1850 r. wykonanym został.  


[1]                1 M. Gawalewicz, Sekretarz i adwokat domowy: niezwykły zbiór listów towarzyskich 
i okolicznościowych. Dokładny podręcznik dla słabych w stylu i koncepcie
, Lwów 1871, s. 226.