Pochwała niekompletności

0

Buddyjski mnich Kenkō Yoshida w swoich „Zapiskach dla zabicia czasu” przywołał taką oto wypowiedź: „Doprowadzenie dzieła do samego końca nie jest wskazane, a dotyczy to wielu rzeczy. Pozostawiając je w stanie niedokończonym, dajemy dziełu swobodę i mamy wrażenie, jakby przedłużano mu życie. Ponoć nawet przy budowie pałacu cesarskiego zostawia się specjalnie jakiś fragment niedokończony”1.

Doradzając klientowi, niejednokrotnie chce się zadośćuczynić jego interesom całkowicie poprzez możliwie jak najbardziej kompletne rozstrzygnięcie i uregulowanie przedstawionych problemów. To zachowanie godne pochwały, będące wyrazem dbałości, a niekiedy też zadośćuczynieniem obowiązkom wynikającym z przepisów prawa (np. tym dotyczącym prekluzji dowodowej przewidzianej w Kodeksie postępowania cywilnego).

Przemyślenia Kenkō warto jednak odnieść do materii prawa. Historia wielu państw i ich konstytucji pokazuje, że sztywne regulacje projektowane docelowo jako wręcz wieczne ulegały destrukcji szczególnie gwałtownie oraz szybko. Protesty, rozruchy, a nawet mniej lub bardziej powszechne zabójstwa były jaskrawym zaprzeczeniem zamierzeń intencji twórców tych nowych porządków. Najlepszym przykładem będzie tutaj choćby wiele ustaw zasadniczych z okresu początków francuskiej monarchii konstytucyjnej i republiki. 

Powyższe rozważania można przenieść również na daleko niższy poziom obecności prawa. Chęć zbudowania jakiegoś wieczystego oraz doskonałego mechanizmu, który niczym Doradca Doskonały z opowiadania Stanisława Lema „Bajka o trzech maszynach opowiadających króla Genialona” znajdzie rozwiązanie każdego problemu, jest silną pokusą. Oczywiście, jeśli tego typu inicjatywa skończy się sukcesem, jej autor ma prawdziwy powód do dumy jako ktoś, kto sięgnął autentycznego, prawniczego kunsztu. Nie zawsze jednak istnieje taka możliwość, a wtedy ta wspaniała jurydyczna machina zamiast być precyzyjnym, szwajcarskim zegarkiem, nagle zostaje „kłopotliwą umową”, „regulaminem pracy dezorganizującym produkcję” czy „uchwałą paraliżującą pracę zarządu”.

Podobnie jak burzliwe upadki konstytucji pociągają za sobą ofiary, tak nieudane jurydyczne dzieła również potrafią przynieść szkody w majątku lub nawet życiu. Poszkodowanymi, o czym warto pamiętać, są wtedy nie tylko „beneficjenci” pomocy prawnej, ale także ci jej udzielający. Cierpi bowiem ich reputacja, portfel, a niekiedy (co szczególnie smutne) poczucie wartości. Bycie świadkiem upadku własnego magnum opus niejednego prawnika pozbawiło chęci do dalszego zajmowania się paragrafami.Kenkō nie był jedynym zwracającym uwagę na pożytki, jakie potrafi przynieść niekompletność bądź niedoskonałość. Czynili tak również m.in. Marek Aureliusz czy Khalil Gibran, co wskazuje, że mamy do czynienia z uniwersalną i ponadczasową prawdą, o której powinni pamiętać także radcowie prawni w swojej praktyce. Umiejętność wyczucia, kiedy należyta staranność zaczyna stawać się niepotrzebną, a wręcz szkodliwą ekwilibrystyką lub kazuistyką psującą to, co samo, bez niczyjej ingerencji działa dobrze, stanowi ten element prawniczego rzemiosła, który należy pielęgnować ze szczególną troską.