Pewnego dnia, w pewnym sądzie

0

To był ciepły, słoneczny dzień, zupełnie nie zimowy. Taki mamy klimat, że jesień nie chce ustąpić zimie, a zima przychodzi wiosną. Ale może właśnie na skutek dobrej pogody, „zielonej fali” na drodze oraz wolnego miejsca parkingowego prawie pod samymi drzwiami, przyjechałam do sądu zdecydowanie za wcześnie.

Wchodząc do budynku pomachałam togą znajomemu strażnikowi. Pan z ochrony pamiętał mnie doskonale, ponieważ jakiś czas temu, szukaliśmy razem pewnej czerwonej teczki zostawionej przez klienta, jak się później okazało, na sali sądowej. Teczka została wniesiona do sądu, jak wskazywał zapis z monitoringu, ale klient wyszedł już bez teczki. Dzięki zaangażowaniu strażnika teczka została odnaleziona i do dziś wspominamy z panem z ochrony, ten, wcale nie zabawny wówczas, incydent. A i legitymacji radcy prawnego nie muszę pokazywać, co pozwala zaoszczędzić kilka chwil (zwłaszcza gdy na rozprawę docieram w ostatnim momencie). Ale nie zawsze jest tak miło.

Byłam kiedyś świadkiem takiej oto sytuacji. Do sądu wbiega zdyszana pani mecenas w jednej ręce trzymając torbę wypchaną po brzegi aktami, a w drugiej togę oraz torebkę. Uśmiecha się do strażnika, grzecznie mówi dzień dobry i próbuje przejść obok bramki elektromagnetycznej. Pan z ochrony zatrzymuje ją i nie pozwala przejść. Słyszę jak strażnik żąda okazania legitymacji zawodowej i ostrzega, że bez legitymacji nie przepuści bez sprawdzania na bramce. Patrzę jak kobieta próbuje jeszcze raz pomachać strażnikowi togą, ten jednak rozkłada ręce i nie pozwala jej przejść. Ale przecież jestem radcą prawnym – słyszę głos kobiety. – Proszę bardzo, mam togę z niebieskim żabotem, spieszę się na sprawę, jestem już spóźniona, bardzo pana proszę… Nic z tego. Pan z ochrony chce zobaczyć legitymację. Kobieta kładzie na podłodze torbę z aktami, a na niej swoją togę. Przeszukuje torebkę – to trwa, prawie każda kobieta zna to uczucie, kiedy nasze rzeczy chowają się przed nami w torebce, zwłaszcza szukane w pośpiechu. W końcu znajduje legitymację i pokazuje ją strażnikowi. Przecież miałam togę, mógł mnie pan przepuścić – słyszę, jak szepcze odchodząc. Taką togę to każdy sobie może za 150 złotych uszyć – odpowiada jej pan z ochrony i odwraca się zadowolony do sekundujących mu kolegów. To było… No właśnie. Ten sam sąd. Ale inny strażnik.

Wracając do mojej historii… Miałam jeszcze co najmniej pół godziny do rozpoczęcia posiedzenia sądu. Postanowiłam napić się herbaty w sądowym barku. Wszystkie miejsca były zajęte, tylko przy jednym stoliku siedział starszy pan, który zauważył jak rozglądam się za wolnym miejscem i gestem zaprosił do stolika. Usiadłam obok niego i pomiędzy jednym a drugim łykiem herbaty wysłuchałam historii o sprawiedliwości.

Nie wdając się zbytnio w szczegóły, historia zaczęła się, gdy ten pan miał czterdzieści lat – aktualnie skończył już lat sześćdziesiąt. Tego dnia siedział w sądowym barku i oczekiwał na swoją pierwszą rozprawę, choć jego proces rozpoczął się prawie dwie dekady temu. Pojęcie sprawiedliwości – powiedział, utożsamiane jest z uczciwym i prawym postępowaniem. Wierzę – mówił dalej – że potrzeba sprawiedliwości jest ukryta w każdym z nas. Przez lata szukałem odpowiedzi na moje pytania. W języku polskim słowo „sprawiedliwość” zawiera fragment słowa „prawo”, tak samo w łacińskim prawo ”ius” zawarte jest w słowie sprawiedliwość „ius­titia”. Myśląc o sprawiedliwości łączymy ją z prawem, z jego treścią, przestrzeganiem, ale również z łamaniem prawa.

Wszystkie dotychczasowe wyroki w sprawie starszego pana zostały przez sądy uchylone, postępowanie w sprawie zostało zniesione i całe dwadzieścia ostatnich lat zaczęło się od nowa. Czy sędzia jest sprawiedliwy, zapytał starszy pan, gdy podstawą jego decyzji jest niesprawiedliwe prawo? Czy jeśli prawo nie jest sprawiedliwe, to powinien sędzia odstąpić od jego zastosowania? Nie umiałam odpowiedzieć wtedy i nie umiem do dziś.

W czasie ostatnich dwudziestu lat mężczyzna spędził ponad rok w areszcie, jak się okazało, niesłusznie. Państwo zapłaciło mu za ten czas zadośćuczynienie i czuło się zwolnione ze swych obowiązków, a przede wszystkim rozgrzeszone. Ciekawe, czy doczeka końca tych spraw, pomyślałam. I wciąż nie mogę się nadziwić organizacji systemu wymiaru sprawiedliwości. W każdym, nawet najmniejszym aspekcie.