O zmianach w wymiarze sprawiedliwości (z perspektywy pewnego kota)

0

Całkiem niedawno obiegło media zdjęcie pewnego kota, który bacznie choć jednak jakby leniwie oglądał świat zza pewnego okna pewnego domu w pewnej znanej dzielnicy pewnego znanego miasta. Zdjęcie pewnego znanego kota, a nawet bardzo znanego.

Przelewa się przez nasz kraj fala zmian i reform. Jedne z nich, jak to zwykle, dobre i udane, inne trochę mniej. Jedne pędzące naprzód pełną parą, inne wstrzymane nagle w sposób przez nikogo nieprzewidziany, wręcz dla wszystkich zaskakujący. Wszystkie z jednym wspólnym mianownikiem – zmiany dobrej, zmiany na lepsze. Dla nas, dla wszystkich.

Siedząc za szybą pewien znany kot myślał o tych zmianach. Nie mógł bowiem spać od wezwań i krzyku, w których słowo „reforma” wybrzmiewało najgłośniej. Reforma z kociego punktu widzenia ważna, bo dotycząca wymiaru, który jest dla kota ważny. I jasnym staje się, dlaczego kot z taką uwagą wpatrywał się i słuchał. W końcu dla kota sprawiedliwość – kocia, to sprawa najważniejsza.

Kot nie rozmyślał jednak o trybunałach, sądach ani o ich prezesach. Najdalszy w swoich kocich rozważaniach był od kast, sekt, klanów oraz innych struktur i organizacji wszelakich. Zastanawiał się wyłącznie na sprawiedliwością w zwykłym, kocim wymiarze. Rozmyślał więc o sporach o miedzę, o mysz zwykłą polną i o tę sortu lepszego odrobinę, schwytaną na miejskim podwórku. Myślał o sporach z innymi kotami o niezbyt wielkie porcje chrupek, o rozsypanym przy kuwecie żwirku, który stał się razu pewnego przyczyną poślizgu przy hamowaniu i szkód większych albo mniejszych w kocim, niewielkim ale jednak, majątku.

Rozważając tak, wspominał też kot przypadki własne. Zdarzało się bowiem w przeszłości kotu musieć korzystać z usług proponowanych przez wymiar kociej sprawiedliwości. Zdarzało się kluczyć i błądzić w raz to mrocznych, a raz ciasnych korytarzach, zdarzało się wyczekiwać na niewygodnych ławkach pod kocich rozpraw salami. Sprawy niby proste zdarzały się kotu, bo to raz o wspomnianą wyżej mysz (tę miastową), innym razem o miedzę. Kot zawsze płacił państwu z góry i oczekiwał… W oczekiwaniu zaś trwał cierpliwie. Miesiącami czekał, czasami latami. Nie mógł się kot nadziwić dlaczego, skoro zapłacił z góry pięć procent wartości myszy, na pierwszy list z kociego sądu czekać musiał i pół roku. Zdarzyło się kotu, że pod salą czekał i dwie godziny bez żadnej informacji czy słowa „przepraszam” za opóźnienie. Zdarzały się kotu i od sądu połajanki (choćby za kurtkę nie zostawioną w szatni, która była „chwilowo” zamknięta). Zdarzało się kotu i rok czekać na tytuł wykonawczy, a w tym czasie dawno ukryto już mysz. Dzwonił kot często do kociego sądu, dodzwonić się często nie było jak – telefonu nikt nie odbierał albo był kot dziesiąty w kolejce oczekujących i przez godzinę zamiast informacji, wysłuchiwał w słuchawce uspokajającej melodii. Pojechał też raz kot załatwić sprawę osobiście – nie miał gdzie zaparkować (pod sądami zwykle nie buduje się miejsc parkingowych). Czuł się więc kot jak petent, choć myślał, że jest klientem. Zapłacił wszak z góry i to wcale nie mało za usługę oferowaną przez kocie państwo – za kocią sprawiedliwość. I nie było w kocim państwie takiego innego usługowego sektora, gdzie za usługę trzeba było zapłacić z góry pięć procent, czekać trzeba było lata i do tego zdarzało się zostać „okrzyczanym” za kurtkę we własnej, z góry zapłaconej sprawie. Nie mógł się kot nadziwić.

Rozważał nad tym wszystkim kot i tak się nad tym zastanawiał… Cieszyły go tłumy pod oknem jego bardzo znanego domu. Może w końcu i inni dostrzegli kiepski los kota, który za z góry uiszczoną opłatę prosi kocie państwo tylko o szybkie i sprawiedliwie załatwienie sprawy, a w zamian otrzymuje lata czekania, milczące telefony sekretariatów i twardą ławkę na korytarzu?

Póki co w kocim wymiarze (sprawiedliwości) najwyższa rada kotów postanowiła zmienić wszystko na lepsze. I to od razu. Prezesów zmienić, kadencje wygasić, przewodniczących wyznaczyć, kocich sędziów do spraw losować. Będzie lepiej – pomyślał kot. Może nie mi, zwykłemu kotu, ale wszystkim innym pewnie lepiej. Niech więc (nie) zostanie tak jak było… Pomyślał kot przeciągając się leniwie i odwracając na drugi bok.