Historia smartwatchy jest bardzo pouczająca nie tylko dla ludzi zajmujących się marketingiem. Pierwszy produkowany na masową skalę smartwatch pojawił się w 1973 r. Od swoich narodzin miał być „lepszym” zegarkiem i wyprzeć z rynku te tradycyjne. Najpierw wprowadzono plastikowe koperty zegarków elektronicznych, co spowodować miało obniżenie ceny. Nic to nie zmieniło, więc dodano funkcję kalkulatora, a dwa lata później wyświetlania na żywo obrazu telewizyjnego oraz słuchania radia FM; później funkcję przechowywania danych, potem bezprzewodową łączność i połączenie z komputerem, a następnie wyświetlanie notatek. W 1985 r. w sklepach pojawił się smartwatch z dotykowym ekranem, a następnie wyposażony w barometr i wysokościomierz. Kolejną próbą było połączenie zegarka i pagera. W 1999 r. pojawiła się hybryda zegarka naręcznego oraz telefonu komórkowego, a następnie zegarek wyposażony w aparat fotograficzny i odtwarzacz MP3. Na nic. Smartwatchy masowo nikt nie kupował.

I wreszcie w 2015 r. Apple ogłosił swoim fanom „absolutny hit” i wypuścił na rynek Apple Watcha. Wyznawcy jabłkowej religii ruszyli do sklepów. W 2016 r. Apple „odkrył”, że istnieją różne potrzeby posiadaczy Watchów i dostarczył je w różnych wersjach „zwykłych” „luksusowych” i „sportowych” z 6 modelami pasków do wymiany. Pojawiła się możliwość pobierania wielu aplikacji, co indywidualizowało każdy zegarek. Rynek zrozumiał: podzielił smartwatche na „sportowe” i „klasyczne” (przypominające te tradycyjne). Na rynek weszli szwajcarscy producenci z markowymi zegarkami hybrydowymi, wyglądającymi z pozoru jak zwykłe, a wyposażonymi w niektóre funkcje smartwatchów. Z drugiej strony zaatakowali Amerykanie z olbrzymią liczbą modeli. Trwająca prawie 50 lat wojna o klientów i rynek trwa…

Czy z tej historii płynie dla nas jakieś przesłanie? Po pierwsze: przekonania ludzi zmieniają się bardzo powoli – myśląc „racjonalnie” lepiej mieć na dłoni urządzenie wielofunkcyjne niż tylko pokazujące, którą jest godzina… a poprzez wymianę elektronicznych tarczy oraz pasków – codziennie mieć inny zegarek. Tak jednak się nie dzieje. Przekonanie na temat konieczności powszechnego korzystania z usług prawników też nie pojawi się nagle – wymagać będzie to wielu lat. Po drugie, nie ma produktów dla wszystkich, bo różne są potrzeby klientów. To oznacza, że na rynku usług prawnych specjalizacja jest naszą szansą.

Warto to zapamiętać. Zegarek jest idealnym przedmiotem, by na nim zarabiać. Wszyscy go potrzebują, bo wszyscy muszą mierzyć czas. Ale każdy ma inne potrzeby – wiedzieli to producenci tradycyjnych zegarków i dostarczali dziesiątki różnych modeli o różnych wzorach i cenach… i tej samej funkcji – mierzenia czasu. Producenci smartwatchy dodawali do zegarka wiele różnorakich funkcji, jednakże wszystkie wyglądały one tak samo… i dlatego większość z nas ma na rękach ciągle stare poczciwe zegarki.

Nie ma produktów dla wszystkich. Nie ma usług dla wszystkich. Jesteśmy inni, mamy różne potrzeby i chcemy, by je różnie zaspokajano. Producenci smartwatchy odkrywali to prawie 50 lat. Może warto się czegoś od nich nauczyć?

Chcesz napisać do autora? felieton.bobrowicz@kirp.pl