Mamy z tym częsty problem. W zależności od spotkania zastanawiamy się, jak się ubrać, by było to właściwie. Oczywiście określone rodzaje spotkań narzucają „kod” ubrań, lecz czy „ubranie korporacyjne” może mieć znaczenie?
Tematem zajęto się naukowo. Zresztą zahacza to o część kilku nauk, w tym ekonomicznych. Jakiś czas temu w ramach tej ostatniej została wypracowana teoria sygnalizacji zapoczątkowana przez ekonomistę Michaela Spence’a w latach 70. XX w. Skoncentrował się on wtedy na rynku pracy i zauważył, że występuje na nim asymetria informacji przejawiająca się tym, iż pracodawcy nie potrafią ocenić kompetencji zatrudnianych nowych pracowników i przez to zatrudniają niewłaściwe osoby. Sposobem, który temu może zaradzić, jest uzyskanie więcej informacji po stronie kandydata, np. o posiadanych certyfikatach. Wydaje się to obecnie oczywiste, lecz wówczas doprowadziło do zasadniczych zmian w rekrutacji, co przerodziło się w rozbudowane procedury, np. obejmujące testy kompetencji.
Czym innym jest noszenie odpowiedniego ubioru przez prawnika, a czym innym przez pracownika innej profesji. Co jednak zaskakujące, ubiór powinien być również dopasowany do doświadczenia. Wskazują na to badania Roberta Smitha z Uniwersytetu w Tillburgu, który wraz z zespołem innych naukowców zajął się tematem słabej usługi i powiązanego z nią ubioru korporacyjnego[1]. Eksperyment nie był skomplikowany. Dostawa pizzy i z tym związana słaba obsługa, np. opóźnienie w jej realizacji przez pracownika w ubiorze korporacyjnym. Ten nie pomaga, bo jeśli pracownik nie jest doświadczony i nie potrafi sobie poradzić z taką sytuacją, to klient w większym stopniu utożsamia firmę z porażką. Może więc lepiej go tak nie ubierać? W innym badaniu Guillaume Pech z Université Libre de Bruxelles oraz Emilie Caspar z Uniwersytetu w Gandawie postanowili sprawdzić, czy uczestnicy eksperymentu będą gradować (w zależności od ubioru) wyładowania elektryczne na innych odpowiednio ubranych uczestnikach podpiętych do właściwej aparatury. Nie przeciągając, posiadanie ubioru wskazujące na pracę dla Czerwonego Krzyża okazało się zbawienne, albowiem osoby te doświadczyły mniejszego natężenia wyładowań elektrycznych!
Dla jasności: w żaden sposób nie zachęcam do przeprowadzania eksperymentów w kancelariach radców prawnych, polegających na wyładowaniach elektrycznych na ich pracownikach (i sprawdzaniu, czy znaczenie dla ich natężenia ma ich ubiór). Z badań wynika jednak, że trzeba szukać złotego środka między ubiorem sformalizowanym a luźnym. Dlatego też może warto rozważyć pewną swobodę w tym zakresie lub też opracować zasady, kiedy należy być bardziej formalnym? A to, dlaczego ubieramy się tak, a nie inaczej w sądach, to już temat na inny felieton.

























