Granice wolności słowa

0

Kilka miesięcy temu, a dokładniej pisząc w dniu 17 maja br., Sąd Najwyższy wydał wyrok (sygn. akt SDI 12/17), którego uzasadnienie wywołało pewną konsternację w środowisku radcowskim.

Zawarto w nim bowiem tezę podważającą pogląd podzielany – jak mogę wnosić z licznych rozmów z przedstawicielami naszego zawodu – przez większość Koleżanek i Kolegów odnośnie rozumienia granic wolności słowa wyznaczonych przez art. 11 ust. 1 RadPrU oraz art. 39 ust. 1 KERP. Zgodnie z wymienionymi regułami radca prawny korzysta przy wykonywaniu czynności zawodowych z wolności słowa i pisma w granicach wyznaczonych przez przepisy prawa i rzeczową potrzebę. Panowała przy tym dosyć powszechna zgoda, że pewne sformułowania czy słowa można apriorycznie uznać za przekraczające zasadę rzeczowej potrzeby. Zaliczano do niech przykładowo wulgaryzmy oraz argumenty ad personam, a w szczególności zwroty podważające kompetencje intelektualne lub moralne organu do rozstrzygnięcia sprawy. Dla zwolenników konsensusu sztandarowym dowodem mającym potwierdzać zasadność tego podejścia był wyrok SN z 10 stycznia 2012 r. (SDI 33/11), w którym za niedopuszczalne uznano skierowane do Sądu słowa mówiące o „panoszeniu się” w sprawie „niezawisłości od rozumu” oraz określające rozstrzygnięcie sądowe, jako „antykonstytucyjny skandal”. Cóż zatem obecnie miałoby się zmienić?

Wspomniane na początku felietonu orzeczenie zapadło w następujących okolicznościach. Jeden z Okręgowych Sądów Dyscyplinarnych skazał radcę prawnego za posłużenie się w piśmie procesowym kilku sformułowaniami (odnoszącymi się do Wojewódzkiej Komisji ds. Orzekania o Zdarzeniach Medycznych w …) przekraczającymi „granice wolności słowa i pisma” oraz naruszającymi „godność wykonywanego zawodu radcy prawnego”. Wyższy Sąd Dyscyplinarny uniewinnił owego radcę od popełnienia deliktu dyscyplinarnego w zakresie części określeń oraz utrzymał w mocy pierwszoinstancyjne orzeczenie skazujące w odniesieniu do dwóch sformułowań: o „braku zdolności do logicznego rozumowania” i o nie przeczytaniu „ze zrozumieniem akt postępowania”.

Sama sprawa ma kilka interesujących aspektów. Już na pierwsze wejrzenie dostrzegalny jest błąd polegający na niedopuszczalnym jednoczesnym uniewinnieniu i skazaniu przez WSD danego radcy prawnego za ten sam czyn (posłużenie się kilkoma sformułowania w jednym piśmie tworzy jeden czyn, a tym samym – zgodnie z art. 11 § 1 kk – może on stanowić tylko jeden delikt dyscyplinarny; nie można być zatem od niego uniewinnionym i skazanym za niego jednocześnie). Drugi ważny problem podniesiony przez SN, który został uznany przez sędziów za podstawowy, dotyczył, niestety, dosyć częstego błędu pojawiającego się w toku postępowań dyscyplinarnych, a mianowicie naruszenia reguły, że „opis czynu zawarty w orzeczeniu przypisującym radcy prawnemu winę musi odpowiadać kompletowi znamion przewinienia dyscyplinarnego”. Na marginesie można tu jeszcze przypomnieć, że zgodnie z utrwaloną już linią orzeczniczą i stanowiskiem doktryny, ustalanie przesłanki „rzeczowej potrzeby” musi być każdorazowo ustalane w konkretnej sytuacji, ponieważ to okoliczności konkretnej sprawy decydują, co w jej ramach jest „rzeczowe”, a co już przekracza granice rzeczowości.

Najwięcej kontrowersji wywołała jednak, wydawać by się mogło, marginalna uwaga SN: „Wyrażenie przez obwinionego opinii, że w części medycznej składu orzekającego wystąpił „brak zdolności do logicznego rozumowania” i że część kompletu orzekającego „nie przeczytała ze zrozumieniem akt postępowania”, nie upoważniało do zakwalifikowania zacytowanych zwrotów, jako deliktu dyscyplinarnego. Niewątpliwie były to zwroty dosadne i ostre, ale zdecydowanie przesadnie Sąd ad quem uznał, że stanowią one „obrażający atak personalny”. Te dwa zdania zdają się kwestionować wcześniejszą pewność istnienia pewnej grupy zachowań, które apriorycznie, niezależnie od okoliczności, można byłoby uznać za niedopuszczalne. Jak widać przekonanie to było nieuzasadnione. Z pełną mocą przypomniano także nam wszystkim, że prawo jest jednak sferą interpretacji a nie faktów. Nie będę ukrywał, że zmienione podejście SN, bliższe paradygmatowi liberalnemu, przyjąłem z zadowoleniem.