Jest rok 2004. W Sejmie trwają prace nad zmianami k.p.c. wprowadzającymi mediację cywilną do polskiego systemu prawnego. Większość posłów nie wie za bardzo,
czym jest mediacja. Dominuje pogląd, że mediatorem w zasadzie może być każdy.

BOBROWICZ
Prezes Krajowej Rady Radców
Prawnych w latach 2007–2010,
2010–2013 i 2016–2020
Władza ma problem z absolwentami wydziałów prawa, którzy tysiącami pojawiają się na aplikacjach radcowskich i adwokackich. Mediacja wydaje się więc świetnym rozwiązaniem tego tematu. Jakiekolwiek określenie standardów kompetencyjnych jest w takich warunkach niemożliwe. Pojawiają się więc w sądach mediatorzy i „mediatorzy”. Nikt nie pyta o kompetencje, bo i mediacji jest niewiele. Problemu więc nie ma. Pojawia się 10 lat później. Zespół pracujący nad zmianami przepisów o mediacji cywilnej powołany przez Ministra Rozwoju dostrzega potrzebę zdefiniowania wiedzy i umiejętności mediatorów. Ale niektóre środowiska mediatorów zagrożone koniecznością weryfikacji ich kompetencji ostro protestują: to rynek ma być jedynym weryfikatorem kwalifikacji. Ustawodawca cofa się pod presją. Po kolejnych 10 latach okazuje się, że koncepcja weryfikowania kompetencji przez rynek, delikatnie mówiąc, się nie sprawdziła. Rynek pełen jest mediatorów po „kursach weekendowych”, co powoduje psucie mediacji. Zauważają to i sędziowie, i profesjonalni pełnomocnicy. Trwają prace nad zmianami tego stanu rzeczy. Tym razem wygląda na to, że przyszły mediator będzie musiał ukończyć szkolenie i zdać egzamin. Wspiera ten projekt zespół ds. mediacji powołany przez Ministra Sprawiedliwości. Tym razem mediatorzy są za. Ale wszystko zmienia się, kiedy projekt ustawy pojawia się w porządku obrad Komitetu Stałego Rady Ministrów i nie zostaje przyjęty. Tym razem władza jest przeciw. Kolejna wersja ustawy zlikwidowała egzamin, a obowiązku ukończenia szkolenia nie stosuje się do „sędziów i prokuratorów w stanie spoczynku, adwokatów, radców prawnych, notariuszy, radców Prokuratorii Generalnej RP oraz osób, które posiadają tytuł naukowy profesora lub stopień doktora habilitowanego nauk prawnych lub doktora nauk prawnych”. To błąd!
Na czym polega błąd ustawodawcy? Na nieznajomości istoty kompetencji mediatora i jego roli. Bo nie jest on jedynie „osobą trzecią neutralną i bezstronną pomagającą stronom rozwiązać spór” – jest bowiem ekspertem specjalizującym się w rozwiązywaniu konfliktów. Czy doktorzy nauk prawnych, profesorowie i adwokaci potrafią rozwiązywać konflikty. Sprawdźmy. Jakich technik użyje pan, panie profesorze, by przełamać impas? (to pytanie sprawdzające umiejętność pracy z oporem). Szanowny panie mecenasie, w jaki sposób skontroluje pan dynamikę spotkania mediacyjnego w sytuacji agresji stron? Panie doktorze, jakie mechanizmy zastosuje pan, by pomóc stronom zejść z poziomu deklarowanych stanowisk na poziom interesów i potrzeb? Panie prokuratorze w stanie spoczynku, jakimi narzędziami przekształci pan konflikt wartości w płaszczyznę, na której można budować ugodę? Panie sędzio, co pan zrobi i jakich narzędzi pan użyje w sytuacji, kiedy jedna ze stron agresywnie podważy pana kompetencje mediatora?
Świat rozwiązywania konfliktów i świat ich rozstrzygania to dwa różne światy. Te pytania dotyczą wiedzy. Pozostają jeszcze umiejętności. Pozostawienie szkolenia bez weryfikacji wiedzy przy pomocy egzaminu nie jest dobrym rozwiązaniem, ale przy zachowaniu dobrych standardów przyszli mediatorzy (mam nadzieję) będą się uczyć pod okiem doświadczonych trenerów mediatorów stosowania różnorakich narzędzi mediacji.
Co z profesorami, doktorami, sędziami w spoczynku? Nie muszą nic robić! Zakładam, że ustawodawca, zwalniając ich z obowiązku nabywania umiejętności, założył, że je mają. Zastanówmy się zatem, skąd ustawodawca to wie? Czy są jakieś badania? Nie znam żadnych. Dlaczego ceniony autor komentarza na temat prawa autorskiego miałby być ekspertem od rozwiązywania konfliktów? Wracamy do 2005 r. w nieco zmienionym wariancie, który tym razem brzmi: „każdy wymieniony w ustawie prawnik może być mediatorem, a reszta musi się nauczyć”.
Nie przemawia do mnie uzasadnienie, że każdy profesor, doktor, sędzia, notariusz i prokurator w stanie spoczynku, radca prawny i adwokat „doczyta”. Bo kluczowe są umiejętności…
Nie wierzę, że można się nauczyć pływać, siedząc w wygodnym fotelu i czytając książkę o pływaniu. Trzeba wskoczyć do wody. Ten drobiazg ustawodawca niestety przeoczył.
























