Idę pod prąd, robię swoje

0

Rozmowa z LIKĄ – ANGELIKĄ WDOWCZYK, kompozytorką, piosenkarką, radcą prawnym

Muszę od tego zacząć: muzyka i prawo… To udana kompozycja?

Śpiewałam od zawsze. Skończyłam szkołę muzyczną pierwszego i drugiego stopnia w klasie fortepianu. Także studia wokalne. Muzyka była mi zawsze bliska. Działałam w różnych agencjach muzycznych, śpiewałam w klubach. To był piękny czas. Ale w prawie było coś, co mnie fascynowało. A ponieważ nie miałam problemów z nauką i jednak nie chciałam się zamykać tylko na muzyce, zdecydowałam się na studia prawnicze. Jeszcze nie wiedziałam, że zostanę radcą prawnym, ale byłam pewna, że studia prawnicze dają wiele możliwości, perspektywę, szansę na ciekawe życie. Chciałam się także zmierzyć z nieprawdziwym, ale powszechnym przekonaniem, że to taki zamknięty, przeznaczony dla swoich zawód.

nawet wtedy był czas na muzykę?

Było go mniej, brakowało na tworzenie muzyki autorskiej. Ale nie odpuściłam, śpiewałam covery, co było ciekawym doświadczeniem. Po ukończeniu studiów dostałam się na aplikację radcowską i sędziowską. Przez chwilę obie „ciągnęłam”, jednak trzeba było się zdecydować, zatem podjęłam decyzję, że będzie to aplikacja radcowska. Radca prawny to wolny zawód pozwalający na swobodne decyzje o swojej przyszłości. Szczególnie że miałam jeszcze na zapleczu tę moją muzykę. Aplikacja pochłonęła mnie zupełnie, bo już taka jestem, że jak w coś wchodzę, to robię to na 100 i więcej procent.

Rynek usług prawniczych nie jest usłany różami. Ale wystartowałaś…

Początki nigdy nie są łatwe. Trzeba było coś znaleźć: zaczepić się w kancelarii. Potem w kolejnej, i jeszcze jednej. Aż przyszedł czas na korporację. Było to okupione ciężką pracą. Ale jestem wdzięczna losowi, że się udało.

Masz satysfakcję? Polacy raczej nie lubią korzystać z pomocy prawnej, choć powoli to się zaczyna zmieniać…

Od lat pracuję w dużej korporacji transportowej, mam do czynienia ze spedycją międzynarodową, i wiem, że ludzie, którzy nie są prawnikami, oczekują od nas wsparcia wyrażanego prostym, zrozumiałym dla nich językiem. Mamy ogromną wiedzę, ale nie zawsze potrafimy z nią dotrzeć. Dlatego tak ważne są miękkie umiejętności. By lepiej wesprzeć potrzebujących pomocy prawnej, by być dla nich zrozumiałym. Wówczas krąg osób chętnie korzystających z naszej pomocy będzie się rozszerzał.

Rozumiem, że jako radca prawny sama dbasz o swoje umowy na rynku muzycznym…

Tak i to jest niezwykle ważne. Współpracuję z wieloma podmiotami: producentami, artystami. Te działania wymagają zabezpieczenia, które dają dobrze skonstruowane umowy. Jestem świadoma, co podpisuję i na jakich warunkach. Daje mi to poczucie bezpieczeństwa. I jeszcze raz potwierdza, jak bardzo znajomość prawa jest pomocna w życiu.

Czyli wokalistka i radca prawny. Obie aktywności są równie ważne. Ale nie lubisz określenia „śpiewająca prawniczka”. Dlaczego?

Bo jako Angelika Wdowczyk, gdy jestem radcą prawnym, traktuję swoją pracę bardzo poważnie, bez żadnych ulg. A z drugiej strony jest Lika i chcę zapracować sobie na to, aby była synonimem dobrej muzyki, a nie śpiewającej w wolnym czasie prawniczki. Wszyscy mnie o to pytają: radczyni prawna a śpiewa. A mnie bardzo zależy, aby zapracować na miano uznanego muzyka w tej najwyższej, otwartej konkurencji, gdzie liczy się tylko jakość. Przecież to nie jest tak, że ja któregoś dnia sobie wymyśliłam, że będę śpiewać. Zasuwałam na to przez wiele lat. Mam odpowiednie wykształcenie, wiem, na czym mi zależy.

Jesteś laureatką „Szansy na sukces”. To rzeczywiście był sukces?

Stare dzieje. Śpiewałam wówczas w Sali Kongresowej z zespołem Perfect. Ale dobrze to wspominam. To był czas, który pozwolił mi nawiązać kontakty z wieloma muzykami. Takie wydarzenia otwierają nowe możliwości i w moim przypadku dokładnie tak było.

Fot. Joanna Powałowska

Jaką muzykę lubisz?

Dotknęłam w swoim życiu bardzo różnej muzyki. Dziś nie jestem w stanie precyzyjnie określić, co najbardziej lubię, bo tak naprawdę muzyka jest jedna. Lubię Milesa Davisa i Ellę Fitzgerald. Arethę Franklin i Madonnę. Uwielbiam Korę. Ale moim hymnem jest utwór „State of Mind” Marcusa Millera z Raulem Midón. Koniecznie wersja koncertowa „A Night in Monte Carlo”. To fantastyczna muzyka. Posłuchaj jej, gdy skończymy naszą rozmowę.

Mam wrażenie, że śpiewasz teraz ostrzej niż poprzednio. „Lekko tak” było spokojne i nostalgiczne, „Toga” zbuntowana i dynamiczna, a ostatni teledysk „Błysk”…

…łączy ostre śpiewanie z pewną łagodnością. Przygotowuję teraz płytę, która będzie bardzo różnorodna. Choć masz trochę racji: ta ostrość zawsze jakoś się eksponuje. Miałam kilku producentów, którzy próbowali mnie ugładzić, ale prawda zawsze wyjdzie na wierzch. Nie gonię na siłę za wyprodukowaniem hitu, choć oczywiście byłoby to bardzo miłe. Postawiłam sobie jakiś czas temu zadanie, aby stworzyć projekt „Lika”, który ma się kojarzyć z dobrą muzyką. I ja to muszę po prostu zrealizować.

Ale „Błysk” może być przebojem.

Ta piosenka ma rzeczywiście pozytywny odzew. Zobaczymy. To są moje słowa, a muzyka Marka Kościkiewicza. Jesteśmy nastawieni na dalszą współpracę. Mam też wiele pomysłów na własną muzykę i teksty. Występuję teraz ze swoim znakomitym zespołem, który daje gwarancję najwyższej jakości 
i komfortu, bo granie na żywo nie wybacza błędów…

Jak pandemia wpłynęła na twoją działalność?

Ja mam dwa zawody i tego tak bardzo nie odczułam, ale moi przyjaciele muzycy już bardzo. Nie mieli pracy, pieniędzy na zapłacenie rachunków. To był dramat. I jeszcze trochę jest, bo co prawda rynek muzyczny rusza, ale czyni to bardzo powoli. A strat do odrobienia jest bez liku. Już nie mówię o tych, którzy zbankrutowali i wszystko muszą zaczynać od początku. Ta sytuacja fatalnie się też odbiła na ich rodzinach. Wiadomo: jak nie ma kasy, to pojawiają się problemy. Długo mogłabym rozmawiać o tym, czy tak musiało być…

Nie mogę nie spytać: jak na to wszystko – korporację i śpiewanie – znajdujesz czas?

Dodam jeszcze, że mam normalną rodzinę, dwoje dzieci. A przełom w podejściu do życia nastąpił wówczas, gdy rodziłam pierwsze dziecko. Jestem jedną z nielicznych osób, które przeżyły ciążę heterotopową. Trzeba o tym więcej mówić, bo mało kto wie, co to jest, a wiedza może komuś uratować życie. Jest to niezwykle rzadka sytuacja, która polega na tym, że kobieta jest jednocześnie w normalnej ciąży i ciąży pozamacicznej. Tak właśnie było u mnie, a lekarze tego nie wykryli. W efekcie w pewnym momencie znalazłam się na sali operacyjnej i byłam już jedną nogą na tamtym świecie. Wówczas stwierdziłam, że mamy tak krótkie i kruche życie, iż nie można czekać. Trzeba działać, realizować swoje cele. Także te muzyczne.

Ale kondycję trzeba jednak mieć…

Mnie hartuje sport – uprawiam kalistenikę. Jestem z rodziny sportowej, moim ojcem chrzestnym jest Darek Wdowczyk, znakomity ongiś piłkarz. Ktoś kiedyś powiedział, że jak człowiek nie wie, co to jest wysiłek, to nigdy nie będzie wiedział, czym jest odpoczynek. Potwierdzam to!

Rozmawiał Krzysztof Mering

Fot. Joanna Powałowska

LIKA, CZYLI ANGELIKA WDOWCZYK

Członkini Okręgowej Izby Radców Prawnych w Warszawie, absolwentka międzynarodowych studiów Master of Laws LL.M. International Law. Wzięła udział w koncercie Debiuty na tegorocznym festiwalu w Opolu.

Dyrektor ds. prawnych jednej z największych korporacji międzynarodowych świadczącej usługi przewozowe, pocztowe i spedycji międzynarodowej. Ukończyła z wyróżnieniem klasę wokalną i fortepianu Autorskiej Szkoły Muzyki Rozrywkowej i Jazzowej I i II stopnia w Warszawie pod patronatem Akademii Muzycznej w Katowicach. Laureatka programu „Szansa na sukces” z zespołem Perfect oraz „Muzycznej rebelii” Radia dla Ciebie. Prywatnie żona i mama dwójki dzieci: Poli i Adasia.