Ruszasz w drogę po Europie? Przygotuj auto i… pieniądze!

0

Jeśli wybierasz się w trasę samochodem po Europie, zapoznaj się z niektórymi przepisami, aby zapobiec niepotrzebnym wydatkom. Nic tak nie psuje urlopu jak wysoki mandat.

Odpowiednie przygotowanie samochodu do podróży to gwarancja bezpiecznej jazdy i udanego urlopu. Truizm. Bez względu jednak na to, gdzie się wybieramy – czy w Polskę, czy za granicę, warto zaprowadzić samochód do mechanika i poprosić, by sprawdził, co trzeba. Uzupełnił płyny, wymienił klocki, filtry i coś tam poprawił. Pamiętajmy przy tym, by zajrzeć do dowodu rejestracyjnego i sprawdzić, jaki właściwie mamy termin ostatniego badania technicznego samochodu.

Kolejna rzecz to wyposażenie auta. To bardzo ważne, bo już po przekroczeniu granicy – w Czechach, w Niemczech czy na Słowacji – trzeba będzie mieć nie tylko apteczkę, lecz także inne rzeczy, takie jak komplet żarówek, zapasowe bezpieczniki, kamizelki odblaskowe. Omówmy je po kolei:

1)   apteczka – polskie przepisy wciąż nie określają jej zawartości, ale przepisy innych krajów już tak. Najlepiej więc kupić apteczkę atestowaną przez niemiecką organizację TUV, która stała się standardem europejskim. Znajdziemy w niej m.in. koc termiczny i chustę trójkątną;

2)   kamizelka odblaskowa – nie jest wymagana we wszystkich krajach Europy, ale na przykład w Austrii trzeba ją mieć dla wszystkich podróżujących. Czesi wymagają, by były one w kabinie samochodu;

3)  zapasowe żarówki i bezpieczniki – za ich brak na czeskiej drodze grozi mandat. I nie będzie ważne to, że w życiu żarówki nie zmienialiśmy. Żarówki będą nam potrzebne również we Francji;

4)  gaśnica i trójkąt ostrzegawczy – to norma. Ale uwaga, gaśnica ma termin ważności.

Ubezpieczenie

Układ z Schengen sprawił, że granice przekraczamy, nie wiedząc nawet kiedy, a o tzw. zielonej karcie w ogóle już nie pamiętamy, bo nikt nam jej nie daje. W Unii nie jest nam potrzebna, ale poza nią już tak, np. na tranzyt przez Bośnię i Hercegowinę. Przed wyjazdem warto zadbać, by ubezpieczyciel wydał nam tę kartę. Może się też okazać, że trzeba będzie doubezpieczyć auto w zakresie AC, bo nasze nie wszędzie będzie ważne. Na przykład na Ukrainie, gdzie trzeba będzie też wykupić ubezpieczenie zdrowotne.

Droga

Jeśli nie wybieramy się na Wyspy Brytyjskie, to drogi raczej nas nie zaskoczą, ale mandaty za przekroczenie prędkości już tak. Dlatego przy wjeździe na terytorium danego kraju warto zwrócić uwagę na dozwolone prędkości, jakie obowiązują na jego drogach, bo w każdym kraju wygląda to nieco inaczej. Przede wszystkim trzeba wiedzieć, że na autostradach, nie licząc Niemiec, gdzie nie ma ograniczenia, w Polsce podróżujemy najszybciej: 140 km/h. Ale u Czechów to: 130 km/h i tak jest w większości krajów, w Portugalii czy Hiszpanii wolno nam jechać 120 km/h, a w Norwegii tylko 100 km/h(!).

Różne są też dozwolone prędkości za jazdę po drogach ekspresowych – zazwyczaj 100 km/h, ale w Niemczech 130 km/h, a w Norwegii 90 km/h, a także po drogach dwukierunkowych i w terenie zabudowanym – standardem europejskim jest tu 80/90 km/h, a w terenie zabudowanym 50.

Winiety i rejestratory

W większości krajów europejskich poruszanie się po autostradach jest płatne. Opłaty są pobierane na bramkach, zazwyczaj po przejechaniu danego odcinka drogi, albo uprzednio poprzez wykupienie winiety obowiązującej w całym kraju – taki system obowiązuje w Czechach, na Słowacji, Węgrzech, w Austrii czy Słowenii. Winiety są obowiązkowe i ograniczone w czasie tak, że trudno je dostosować do planu urlopowego. No, ale trzeba je mieć, najlepiej zanim wjedziemy na autostradę. Można je kupić na większych stacjach benzynowych lub na granicy kraju. Winietę przyklejamy w widocznym miejscu na przedniej szybie samochodu i… w drogę. Przy okazji warto również zdjąć rejestrator drogi, bo w wielu krajach Europy te urządzenia nie są tolerowane, a za ich stosowanie grożą wysokie kary. Na przykład w Austrii za nagrywanie na drodze publicznej można zapłacić nawet 10 tys. euro kary.

Warto nadmienić, że europejscy policjanci nie lubią szybkiej jazdy, o czym przekonało się w 2018 r. 700 tys. polskich kierowców. Z tego względu specjaliści zalecają, by mieć przy sobie ok. 250 euro na drobne wydatki. Fotoradary też tam działają, a mandat wygenerowany na podstawie tak perfidnego urządzenia bez problemu trafi pod polski adres. A wtedy można go już zapłacić przelewem. Szerokiej drogi!