Życie prywatne a etyka radcy prawnego

0

Jedno z trudniejszych zagadnień, związanych z zasadami etyki radcy prawnego, pojawia się na tle możności ingerowania samorządu, w trybie dyscyplinarnym, w poczynania osób będących radcami prawnymi, jednak w przypadku gdy poczynania owe nie byłyby podejmowane w związku z wykonywaniem zawodu. Innymi słowy: czy nasze życie prywatne, życie po ściągnięciu togi, może być przedmiotem władczego zainteresowania samorządu. Temat ten wywołał spore kontrowersje podczas ostatniej VII ogólnopolskiej konferencji sędziów i rzeczników dyscyplinarnych, jaka odbyła się w maju br. we Wrocławiu (zob. szerzej s. 28–29 w tym numerze Radcy Prawnego). Toczone w jej trakcie spory dziwić nie powinny, gdyż problematyka wcale nie jest jednoznaczna, a przecież jednocześnie odpowiedź na pytanie o granice uprawnień samorządu w tym zakresie może istotnie oddziałać na życie każdego z nas.

Na pierwsze wejrzenie odpowiedź jest tu prosta: samorząd radców prawnych nie tylko może, ale również powinien nadzorować nasze działania w pozazawodowej sferze publicznej i prywatnej; i to teoretycznie bez żadnych ograniczeń. Zgodnie bowiem z brzmieniem art. 11 KERP, radca prawny obowiązany jest dbać o godność zawodu nie tylko przy wykonywaniu czynności zawodowych, ale również w działalności publicznej i w życiu prywatnym. Ustęp 2 tego artykułu uściśla przy tym, że naruszeniem godności zawodu jest w szczególności takie postępowanie radcy prawnego, które mogłoby zdyskredytować go w opinii publicznej lub podważyć zaufanie do zawodu radcy prawnego. Konstatacja ta może dla wielu czytelników wydawać się szokująca, jednak literalne odczytanie cytowanego przepisu nie pozostawia właściwie żadnego pola manewru. Stąd nie powinno dziwić, że pojawiają się takie przykładowe skargi, jak: na radcę chodzącego poza plażą w kąpielówkach, czyli w stroju niegodnym poza kąpieliskiem; na małżeństwo radców kłócące się na tyle głośno, że zaniepokoiło to sąsiadkę; wspólnoty mieszkaniowej, że osoba będąca radcą prawnym zalega z płatnością czynszu; byłej małżonki, że jej były mąż – szanowany radca prawny – systematycznie opóźnia się z płatnością alimentów; pewnego stowarzyszenia, że posłowie będący radcami prawnymi głosują za ustawami, które zdaniem tego stowarzyszenia są niekonstytucyjne; na osobę, będącą – jak później się skarżący zorientował – radcą prawnym, która na jednym z portali społecznościowych wyrażała radykalne poglądy polityczne i społeczne; na osobę wykrzykującą na stadionie obelżywe słowa, którą skarżący rozpoznał jako radcę prawnego na filmiku umieszczonym w Internecie; na radcę prawnego, którego skłócony z nim sąsiad widział wracającego „chwiejnym krokiem” do domu.

Zwróćmy uwagę, że pomimo akcydentalnych odmienności, wszystkie przywołane zdarzenia czy zachowania łączy jeden element: osoby, na które złożono skargi, nie czyniły wspomnianych rzeczy jako radcowie czy radczynie prawne, tylko jako osoby prywatne lub jako obywatele. Jednak mimo tego, w przekonaniu większości przedstawicieli nasze środowiska, sam fakt działania bez bezpośredniego związku z wykonywaniem zawodu nie może być podstawą do odrzucenia możności ingerencji samorządu. Akceptuje się też milcząco możność tworzenia przez samorząd unormowania w takim kształcie, w jakim został przedstawionym w art. 11 KERP. W konsekwencji przyjmuje się w domyśle, że interes zbiorowości (samorządu) ma w tym wypadku pierwszeństwo w stosunku do interesu jednostkowego. Wspomniane, nie zawsze uświadomione, założenia uwidaczniają się wyraźnie w naszych reakcjach na przywołane przykłady. Wprawdzie niektóre zarzuty mogły nam się wydawać kuriozalne, zabawne lub po prostu niepoważne, to jednak większość z nich zapewne zrodziła zastanowienie, bo wydało się nam, że zawierały jakieś „jądro racjonalności”. Przy niektórych wręcz – jak mogę przypuszczać – chciało się rzec, że powinno się nie tylko wszcząć postępowanie dyscyplinarne, ale nawet jak najszybciej skazać danego radcę prawnego. Czy potrafimy jednak w sposób stosunkowo precyzyjny ustalić, w czym tkwiła na tyle istotna różnica pomiędzy przywołanymi przypadkami, która powodowała, że jedne działania bylibyśmy w stanie zbagatelizować, a inne chcielibyśmy piętnować? Różnica, która, dodatkowo, będzie mogła zostać wyartykułowana tak, abyśmy w sposób skuteczny mogli powołać się na nią w rozstrzygnięciu procesowym? Innymi słowy: czy istnieje możliwość przedstawienia względnie przekonującego argumentu na rzecz postawienia granic wpływu samorządu na działania radców prawnych podejmowane w sferze publicznej i prywatnej? Próbę udzielenia odpowiedzi na te pytania, która wybrzmiała podczas wspomnianej wrocławskiej konferencji dyscyplinarnej, przedstawię już jednak w następnym numerze Radcy Prawnego.