TECHNOLOGIA STAWIA NAM NOWE WYZWANIA

0

Czy nam się to podoba, czy nie – blockchain, sztuczna inteligencja, uczenie maszynowe i różne inne trudne słowa wdzierają się do licznych branż – również naszej czy marketingu. Pomówmy o tym, jak z wykorzystującymi tego typu technologie narzędziami można się zaprzyjaźnić i na jakie wyzwania przygotować. A zacznijmy od zagranicy.

Tomasz Palak
radca prawny, prelegent, autor artykułów na http://tomaszpalak.pl i w prasie. Pięciokrotnie na podium konferencji I love marketing, występował również na Infoshare, TEDx Fuckup Nights i w licznych innych wydarzeniach. Wykładowca WSB, WSAiB, WSEI i UTH
Fot. Grzegorz Giziński

W telefonach Chińczyków używana jest pewnego rodzaju „superaplikacja”, służąca do wszystkiego – WeChat. Można za jej pośrednictwem nie tylko rozmawiać, ale także wysyłać filmy, przelewać pieniądze i przede wszystkim – zapłacić za wszystko. Od roweru przez jedzenie, od manicure po dentystę. Ba! Swego czasu nawet żebracy mieli na szyjach papierowe obręcze ze „swoim” kodem QR pozwalającym na błyskawiczną płatność telefonem na ich rzecz.

Ta wygoda płacenia telefonem, ta różnorodność stosowanych usług – a także ponad setka miast z liczbą mieszkańców przekraczającą milion – pozwalają na zebranie większej liczby danych o nas, niż wydaje nam się z europejskiej perspektywy. Przecież „u nas” dane o naszym lekarzu są oddzielone od tych, czy dojechaliśmy do niego zdrowo na rowerze. A nasze rozmowy z przyjaciółmi od przelewów i długów.

Co teraz?

W pierwszym odruchu można wariant chiński uznać za przesadę – ale… przecież to tylko przeniesienie do zakupów stacjonarnych tego, co stosowane jest względem nas w przypadku internetowych. Korzystamy z technologii już w tej chwili i niepostrzeżenie zaczynamy traktować je jako standard.

Bot wyliczający opłatę od pozwu czy technologiczne zautomatyzowane badanie zawartości naszych dysków pod kątem RODO – to tylko najprostsze z przykładów. Nawiązywanie i podpisywanie umów przez internet, podpowiadanie klauzul w umowach, automatyzacja działań wspomagająca nas podczas urlopowej nieobecności… Między innymi o tym pisałem w poprzednich numerach „Radcy”.

Jednocześnie technologie wyprzedzają prawo i generują nowe wyzwania – nie tylko z jego zakresu. Dobrym przykładem może być problem praw autorskich do tego, co wytworzyła sztuczna inteligencja. Na przykład – czy „wytwór” jest prawnoautorskim „utworem” z jego ochroną. A więc czy jest to „przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze”, czy jednak coś bardziej banalnego.

W przypadku losowych generatorów na przykład twarzy, opartych po prostu na włożonych w celu nauki algorytmu mechanizmach – efekt można uznać za bliższy zdjęciu paszportowemu niż „artystycznemu”, a więc prosty i niechroniony. Ale – jak to bywa z prawem – granica jest nieostra i znajdzie się sporo „to zależy” i naszych ulubionych sporów w doktrynie. Tym bardziej w przypadku, gdy wytwór będzie utworem.

Jest utwór, ale gdzie autor?

Jeśli wkład człowieka to tylko kliknięcie guzika typu „generuj” – nie będzie on autorem powstałego wytworu. Ale rozważyć musimy dwa inne scenariusze: gdy włożył coś od siebie poprzez oparcie się na istniejącym utworze albo gdy dobierał parametry i dokonywał twórczych wyborów i to był jego wkład w efekt. Gdy komputer i podobne są tylko narzędziem – nie ma wątpliwości, że jako użytkownik jestem wyłącznym twórcą.

Ale oczywiście możliwy jest scenariusz środkowy, w którym użytkownik pomanipuluje, powybiera, podejmie jakieś decyzje – krótko mówiąc, doda coś od siebie. Ile dodanego „wystarczy”? Profesorowie Frank Gotzen i Ryszard Markiewicz uznają możliwość ochrony dla twórczości „z komputera”. Warunkiem jest, że można w maszynowych wytworach odnaleźć cechę twórczości autorskiej możliwą do przypisania człowiekowi – autorowi programu lub innej osobie. A więc – ktoś świadomie przesądził o nadaniu wytworowi jakiejś cechy.

A prawo do „wkładu”?

Mam tu na myśli kwestię danych, które służyły do wytrenowania modelu – tych włożonych wcześniej po to, by sztuczna inteligencja „się nauczyła”. Czy tego typu działanie jest wspomnianym w art. 16 prawa autorskiego pierwszym udostępnieniem utworu publiczności? Albo czy dotyczy go wskazane tam prawo autora do nadzoru nad sposobem korzystania z utworu?

Inne z pytań zahaczają o „stopień deformacji”. Co z prawem cytatu? Czy w ogóle przy tak dużym przetworzeniu mowa o „czymś” mającym cechy utworu? Zostawmy z kolei wkładkę służącą do wytrenowania sztucznej inteligencji – skupmy się na pojedynczym utworze, który użytkownik wrzuca jej do obróbki.

Przykładem może być wrzucenie treści książki do narzędzia, które na jej podstawie tworzy jej recenzję i notkę wydawniczą – nie jest to kazus oderwany od życia, tylko jeden z moich obecnych klientów. Wyzwań nie brakuje. Czy potrzebna jest mu jakaś forma zgody na wrzucenie „rękopisu” w bęben maszyny? A czy jest to „sposób korzystania z utworu” podlegający kontroli autora?

Wyzwania

Jak widać choćby na przykładzie relacji praw autorskich z treściami wkładanymi i wyjmowanymi z technologii – prawo może w kontekście relacji z nią generować mnóstwo pytań, a rzadko tę samą liczbę odpowiedzi. To jednak nie wszystko.

Możliwe jest, że ze względu na technologię z pracą będą musiały się pożegnać całe działy – na przykład w agencjach marketingowych przy zautomatyzowaniu publikacji postów w social mediach. A jeśli prawa autorskie do piosenek będą trzymane na przykład na blockchainie – całe działy prawne wytwórni muzycznych odpowiedzialne za docieranie do autorów sampli i ich „ulegalnianie” także okażą się niepotrzebne.

Rozwiązania?

Nieprzypadkowo ten śródtytuł kończy się znakiem zapytania. Nikt nie może zagwarantować pewnych rozwiązań, technologia nas tu wyprzedza i przerasta. Zaryzykuję jednak podanie kilku „zawodów przyszłości” – tak zatytułowana jest książka, która je trafnie w mojej ocenie przewiduje.

Mogą to być pewnego rodzaju „moderatorzy” pilnujący niedopuszczania do tworzenia się, a tym bardziej narastania barier komunikacyjnych. Czy tym bardziej „empatyzerzy” odpowiedzialni za to, by człowiek miał kogoś, kto ułatwi zrozumienie jego emocji. Bez udziału technologii, która jak wspominałem, potrafi nieraz być bezduszna.

A przede wszystkim to będą specjaliści od analizy danych. I to mnóstwa danych – przykład łączenia tych mieszkańców chińskich miast to dopiero początek. Warto kierunkować swoją wiedzę na ten obszar, a z prawnego punktu widzenia oczywiście na warunki jego legalności.

Jak jeszcze możemy się szykować do tych zmian? Przede wszystkim „zaopatrując” się w narzędzia, trzeba zwracać uwagę na ich jakość – a ponieważ z reguły i tak ich, prawdę mówiąc, nie rozumiemy, mam na myśli jakość innego typu. Przykładowo – czy narzędzie jest jakkolwiek obudowane prawnie? Czy pobierając dane, uwzględnia wymogi RODO? Warto ponadto śledzić stanowiska organów i portali dotyczące możliwości stosowania technologii i trendów w ich zakresie.

I najważniejsze – nie bronić się. Technologia to potężna fala – lepiej dać jej się ponieść, niż zmieść.