Wbrew obawom aktywistów i prawników zajmujących się ochroną zwierząt
7 listopada 2025 r. Prezydent RP podpisał ustawę zakazującą hodowli zwierząt
na futra i 19 grudnia minionego roku weszła ona w życie. Wpływy przedsiębiorców i machinacje polityczne (vide upadek tzw. Piątki dla zwierząt) przesądziły, że Polska jako ostatni kraj regionu znosi jedną z najbardziej okrutnych form wykorzystywania zwierząt. Tym samym kończy się toczona od niemal dwóch dekad batalia o wykreślenie jeszcze jednego wyjątku od zasady humanitarnej ochrony istot żyjących, zdolnych do odczuwania, którym człowiek obowiązany jest poszanowanie, ochronę i opiekę (art. 1 ust. 1 ustawy z 21 sierpnia 1997 r. o ochronie zwierząt).
Cezary Błaszczyk
radca prawny, doktor habilitowany nauk prawnych, adiunkt na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, kierownik Centrum Prawa Ochrony Zwierząt i Przyrody WPiA UW
Fot. Archiwum KIRP
W Polsce zwierzęta hodowane na futro są utrzymywane na ponad 200 fermach (jeszcze kilka lat temu było ich ok. 800), wyłącznie w chowie klatkowym.
Legalne i niehumanitarne
Zgodnie z rozporządzeniem Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z 28 czerwca 2010 r. w sprawie minimalnych warunków utrzymywania gatunków zwierząt gospodarskich i innych niż te, dla których normy ochrony zostały określone w przepisach Unii Europejskiej (§ 29 ust. 3 i n.), minimalna wielkość boksów lisów i jenotów wynosi 0,6 m2, a norek i tchórzy – 0,255 m2. Co do zasady klatki powinny być większe, gdy ma przebywać w nich więcej osobników (odpowiednio 0,4 m2 na osobnika w przypadku lisów i jenotów i 0,085 m2 dla norek). Jest to jednak bardzo mało, o czym świadczy sam fakt, że areały osobnicze tych zwierząt wynoszą po kilkadziesiąt kilometrów kwadratowych. Mowa bowiem o tzw. drapieżnikach wielkich przestrzeni, prowadzących przeważnie samotniczy tryb życia. Do myślenia powinna dawać już sama wielkość ciał lisów, jenotów i norek (są to odpowiednio ok. 50, 40 i 55 cm w kłębie). Co szokujące, inne standardy ustanawia dla przedstawicieli tych samych gatunków rozporządzenie Ministra Środowiska z 20 grudnia 2004 r. w sprawie warunków hodowli i utrzymywania poszczególnych grup gatunków zwierząt w ogrodzie zoologicznym. Minimalna wielkość klatki wewnątrz pomieszczeń zoologicznych to dla par lisów i jenotów – 20 m2; a dla każdej norki – 2 m2. Ponadto terytoria zwierząt futerkowych w przyrodzie obejmują tereny wodne i zapewniają możliwość wspinania się po drzewach albo kopania tuneli, czego na fermie oczywiście nie mogą czynić. Tym bardziej zrozumiałe są niemożliwe do wyeliminowania ucieczki, wywołujące szkody w okolicznych gospodarstwach rolniczych i ekosystemie.
Konsekwencją przemysłowej hodowli zwierząt futerkowych są cierpienie i dystres, a nawet fizyczne upośledzenie, wywoływane niezapewnieniem naturalnych potrzeb bytowych i społecznych. Stłoczenie, konflikty osobnicze czy brak ruchu skutkują chorobami, agresją i autoagresją. Jak podniesiono w licznych raportach organizacji pozarządowych (np. stowarzyszenia Otwarte Klatki) i Najwyższej Izby Kontroli, infekcje, rany, stereotypia czy nawet kanibalizm to typowe problemy hodowców. Ten stan rzeczy został w ciągu ostatnich kilkunastu lat wielokrotnie udokumentowany na kręconych z ukrycia filmach (zob. np. materiał „Jutro będzie futro” Fundacji Viva!). Stąd też powtarzające się apele o zniesienie hodowli zwierząt na futra – tak działaczy, jak i naukowców. Tylko w ostatnim czasie wypowiadali się w tej sprawie psychologowie, jak np. prof. dr hab. Wojciech Pisula; zoologowie, jak np. prof. dr hab. Andrzej Elżanowski; i oczywiście prawnicy, jak np. prof. dr hab. Tomasz Pietrzykowski. Pod koniec października 2025 r. kilkudziesięciu polskich prawników-akademików wystosowało też do Prezydenta RP list otwarty z prośbą o podpisanie ustawy.
Powszechne nieprawidłowości
Smutną konstatacją jest, że dotychczasowe warunki chowu zwierząt futerkowych wynikały z ochrony interesów ekonomicznych hodowców. Jeszcze smutniejszą zaś, że nawet te standardy były nierzadko łamane. Jak wykazali aktywiści oraz co potwierdzono licznymi wyrokami sądowymi, na polskich fermach narusza się najbardziej oczywiste przejawy dobrostanu zwierząt, bijąc je, płosząc, nie zapewniając schronienia przed czynnikami atmosferycznymi, pozbawiając pożywienia, odmawiając opieki weterynaryjnej czy nie oczyszczając klatek. Są to rażące przejawy szczególnie okrutnego znęcania się, penalizowane na mocy ustawy o ochronie zwierząt (art. 35 ust. 2) oraz uzasadniające odbiór interwencyjny (art. 7 ust. 3). Osobnym problemem są przy tym fermy nielegalne, wymykające się nadzorowi inspekcji weterynaryjnej.
Problemem są nawet metody uśmiercania zwierząt na fermach futrzarskich, regulowane przez rozporządzenie Rady Europy (WE) 1099/2009 z 24 września 2009 r. Dopuszczalne są m.in. uderzenia w głowę, rażenie prądem, gazowanie, które wykonuje odpowiednio wykwalifikowany ubojowiec. Choć czyni to przeważnie bezboleśnie, to – jak pokazały materiały reporterów i aktywistów oraz śledztwa prokuratury – nie zawsze skutecznie i starannie, czym powoduje cierpienie u ocalałych, jedynie ogłuszonych bądź ranionych osobników. Zdarza się, że pracownicy przerzucają na stertę zwierząt przeznaczonych do oskórowania jeszcze oddychające ciała. Dodatkowy dystres na fermie powoduje praktyka elektryfikacji bezpośrednio w klatce, w obecności pozostałych przy życiu osobników. Nieprawidłowości te zostały opisane w raportach organizacji pozarządowych, m.in. „Cena Futra” stowarzyszenia Otwarte Klatki, a także potwierdzone sądowymi wyrokami skazującymi na karę pozbawienia wolności (także bezwzględną).
Niepełny zakaz
Ustawa zakazująca hodowli zwierząt na futra przyjęła formę nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt. Projekt do laski marszałkowskiej 14 czerwca 2024 r. wniosła grupa posłów koalicji rządowej (bez PSL) i partii Razem, a jego sprawozdawczynią została posłanka Małgorzata Tracz (Zieloni). Obok r. pr. Macieja Słobodziana i r. pr. Angeliki Kimbort-Stępniak (oboje OIRP we Wrocławiu) była ona zresztą jego współautorką. Już od pierwszego posiedzenia parlamentarnego zespołu na rzecz wprowadzenia hodowli zwierząt na futro wnioskodawców wspierała strona społeczna, przede wszystkim Stowarzyszenie Otwarte Klatki, Fundacja Viva!, organizatorzy kampanii Antyfutro oraz Koalicji Społecznej Stop Fermom Przemysłowym. W uzasadnieniu projektu powołano się również na poparcie społeczne, podnosząc, że niemal 70% Polaków opowiada się za całkowitym zniesieniem przemysłu futrzarskiego.
Zgodnie z ustawą osoby prowadzące chów lub hodowlę zwierząt futerkowych w celach komercyjnych będą mogły prowadzić tę działalność na zasadach dotychczasowych do 31 grudnia 2033 r. (art. 2). Po tej dacie będzie ona zabroniona i zagrożona karą grzywny oraz zakazem posiadania wszelkich zwierząt bądź zwierząt określonej kategorii na okres od roku do lat pięciu (art. 1 pkt 2). Hodowcom, którzy zdecydują się na wcześniejsze zakończenie działalności, przysługuje rekompensata, z niezrozumiałych powodów nazywana w ustawie „odszkodowaniem” – tym wyższa, im wcześniej zdecydują się oni na likwidację fermy. Dla likwidacji do 1 stycznia 2027 r. jest to 25% średniego rocznego przychodu w okresie od 2020 do 2024 r. (art. 4 ust. 1). Roszczenie o rekompensatę przechodzi na następców prawnych wnioskodawcy (art. 10). Dodatkowa odprawa pieniężna przysługuje pracownikom, z którymi rozwiązano stosunek pracy w związku z wejściem w życie zakazu (art. 11).
Wyjaśnienia wymaga, że ustawa nie zakazuje chowu lub hodowli wszystkich zwierząt futerkowych, lecz tylko tych, o których mowa w art. 2 pkt 4 ustawy z 10 grudnia 2020 r.
o organizacji hodowli i rozrodzie zwierząt gospodarskich (tj. lisa pospolitego i polarnego, norki amerykańskiej, tchórza, jenota, nutrii, szynszyla), a do tego z wyjątkiem królika. O ile odwołanie się do normatywnej kategorii zwierząt futerkowych jest zrozumiałe (niedopuszczalne jest hodowanie na futra innych gatunków), o tyle niejaką konfuzję wywołuje wyłączenie spod zakazu królika. Podczas spotkania z autorami ustawy, które odbyło się 24 listopada 2025 r. w Centrum Prawa Ochrony Zwierząt i Przyrody WPiA UW, mec. Słobodzian i mec. Kimbort-Stępniak wyjaśnili, że powodem przyjętego rozwiązania jest fakt, że króliki są hodowane przede wszystkim na pokarm, a pozyskiwanie skór z zabitych osobników jest dodatkową aktywnością podejmowaną przez producentów mięsa. Wyłączenie wynika więc z troski o dochody branży mięsnej, a de facto jej wpływów politycznych.
Kompromis
Wyłączenia spod zakazu, jak i długi okres przejściowy ustawy czy też system rekompensat dla właścicieli oraz odpraw dla pracowników ferm są przejawem swoistego kompromisu między moralnością publiczną a interesami ekonomicznymi. Choć prawdą jest, że porozumienie między środowiskami prozwierzęcymi a przedsiębiorcami dokonuje się kosztem zwierząt wciąż utrzymywanych na futra, a także że umożliwia powetowanie sobie części strat przez przeżywającą kryzys branżę futrzarską, to niewątpliwie prowadzi do względnie trwałego i rozległego zniesienia cierpienia milionów norek, lisów czy jenotów. Wobec wygaszenia działalności i zmiany zainteresowań konsumentów prawdopodobieństwo zniesienia zakazu i odbudowy przemysłu futrzarskiego jest małe. Jak wynika z opracowań organizacji pozarządowych (zob. zwłaszcza „Przemysł futrzarski w Polsce i na świecie 2025”), ustawa nie wpłynie istotnie na rynek pracy, pozycję polskiego rolnictwa czy współczynnik eksportowy polskiej gospodarki, zmniejszy natomiast zagrożenie epidemiczne oraz zanieczyszczenie środowiska na wsi, a przede wszystkim poprawi dobrostan zwierząt w kraju. W dobie szkodliwego upolitycznienia niemal każdej kwestii i związanej z tym powszechnej polaryzacji cieszy, że jako społeczeństwo jesteśmy zdolni do przyjęcia tak potrzebnej i w istocie niekontrowersyjnej ustawy.

























