Jesteś tak dobry jak twój ostatni mecz

0

Rozmowa z Marcinem Walerzakiem, radcą prawnym z OIRP w Olsztynie oraz sędzią piłki siatkowej.

Marcin Walerzak

Radca prawny, członek OIRP w Olsztynie, sędzia piłki siatkowej. Rodowity Olsztynianin, tata sześciolatki. O sobie mówi: „hybryda prawniczo-sędziowska”. Poza salą rozpraw i boiskiem najchętniej spędza czas aktywnie: gra w siatkówkę, śledzi wydarzenia sportowe, podróżuje i od czasu do czasu wyskakuje na mecz piłki nożnej.

Dziś czuje się pan bardziej radcą prawnym czy sędzią siatkarskim?

To trudne pytanie, ale jednak radcą prawnym. Jest to zawód, który wykonuję na co dzień. Sędziowanie jest moją pasją, bardzo angażującą, wymagającą, ale wciąż zajmującą mniejszą część mojego czasu. W Polsce bycie sędzią siatkówki formalnie nie jest zawodem. Działamy w strukturach związku, mamy umowy ramowe z ligą, ale nie są to profesjonalne kontrakty pozwalające na utrzymanie się. Dlatego prawo pozostaje moim głównym filarem zawodowym.

Sędziuje pan m.in. najwyższą ligę rozgrywkową kobiet. Jak wyglądała pana droga do tego miejsca?

Była długa i etapowa. Pomogło mi to, że wcześniej byłem zawodnikiem, więc znałem siatkówkę od środka. Od kilku sezonów sędziuję najwyższą ligę kobiet i traktuję to jako duże wyróżnienie. Teraz aspiruję do PlusLigi. Oczywiście oprócz pracy i umiejętności potrzeba też szczęścia, determinacji i pewnej odporności psychicznej. To pasja, w której trzeba mieć grubą skórę. Najbardziej cenię w niej to, że pozwala mi się zresetować. Na boisku odcinam się od kodeksów, sal rozpraw i terminów. Spotykam ludzi z pasją, ambicją, energią. Robię coś, co naprawdę czuję. Ale obowiązuje też zasada: „jesteś tak dobry jak twój ostatni mecz”. Trzeba być więc cały czas w formie, śledzić przepisy, oglądać spotkania, analizować. Sędziowanie to podejmowanie decyzji tu i teraz, a także umiejętność korzystania z kompetencji miękkich, które przychodzą z wiekiem i doświadczeniem.

Światy prawa i sędziowania zdają się przenikać. Czy warsztat prawniczy pomaga na boisku?

Zdecydowanie tak. Prawnicy mają ułatwione zadanie, znają logikę, zasady argumentacji, potrafią interpretować przepisy i dokumenty źródłowe. W strukturach międzynarodowych federacji jest wielu prawników, którzy współtworzą regulacje, więc osobom z naszym wykształceniem łatwiej je rozumieć i stosować. Nie jestem wyjątkiem, znam kilku sędziów będących radcami prawnymi. Te kompetencje naprawdę się uzupełniają.

Skąd więc wybór prawa? Nie myślał pan o całkowitym związaniu się z siatkówką, np. jako trener?

To była świadoma decyzja. Studiowałem w Olsztynie, przeanalizowałem ofertę uczelni i od młodości myślałem o zawodzie prawniczym, mimo że w rodzinie nie było takich tradycji. Chciałem spróbować, przetrzeć szlaki. Prawo daje wiele możliwości i ścieżek rozwoju. A sport… Wiedziałem, że nie chcę stawiać wszystkiego na jedną kartę. Chciałem mieć „drugą nogę”. Zabezpieczenie na przyszłość.

Czego sport nauczył pana w pracy radcy prawnego?

Przede wszystkim wytrwałości i odporności psychicznej. Sport uczy, że nie zawsze się wygrywa, ale zawsze trzeba wyciągać wnioski. Uczy też zdrowej rywalizacji i gry fair. Na sali sądowej również obowiązują pewne zasady: nie wolno faulować, wykorzystywać nieuczciwej przewagi. Bardzo ważna jest też umiejętność pracy zespołowej i budowania relacji. Co ciekawe, do kancelarii, w której dziś pracuję, trafiłem właśnie dzięki siatkówce. Kolega zaprosił mnie do drużyny prawników amatorów, potem były praktyki, aplikacja i w efekcie zostałem na stałe. To najlepszy dowód na to, że pasje naprawdę otwierają drzwi. Młodzi ludzie często nie doceniają tego, jak bardzo wspólne zainteresowania potrafią pomóc w życiu zawodowym.

Czy jest mecz, który szczególnie zapadł panu w pamięć?

Są takie, o których sędziowie woleliby zapomnieć (śmiech). Ale one też uczą. W poprzednim sezonie sędziowałem mecz półfinałowy ścisłego finału Pucharu Polski Kobiet w Elblągu i to był bardzo miły akcent. Wyjątkowa oprawa, pełna hala, ogromne emocje. To było wspaniałe, ale też bardzo wymagające, bo wszystko, co ekscytuje kibiców, dla sędziego jest dodatkowym bodźcem stresogennym i wymaga maksymalnej koncentracji.

Stres po tylu latach nadal jest obecny?

Tak, kiedy skończyłem 18 lat, jeszcze jako zawodnik sekcji juniorskiej w klubie, zapisałem się na kurs sędziowski, więc można powiedzieć, że w tym środowisku funkcjonuję już od wielu lat. Z perspektywy czasu widzę wyraźnie, że wraz z wiekiem i zdobywanym doświadczeniem wiele rzeczy przychodzi łatwiej. Gdy dziś przypominam sobie, jakim byłem sędzią 10 czy 15 lat temu i jakie emocje towarzyszyły mi podczas niektórych spotkań, różnica jest ogromna. Sam stres nie jest jednak czymś złym. Wręcz przeciwnie, uważam, że jest potrzebny, bo mobilizuje, wyostrza koncentrację i daje sygnał, że uczestniczymy w czymś ważnym. Problem zaczyna się wtedy, gdy stres zaczyna paraliżować. Dlatego tak istotna jest umiejętność zarządzania nim: wyłączenia się z bodźców zewnętrznych, nieprzywiązywania wagi do tego, co krzyczą kibice, i pełnego skupienia się na własnych obowiązkach. Nawet, jeśli popełni się błąd, kluczowe jest opanowanie emocji w taki sposób, aby nie wpłynęły one na kolejne decyzje w następnej fazie meczu. To wszystko wymaga czasu, obycia i doświadczenia. Mało się o tym mówi, ale po zakończonym spotkaniu sędziowie jeszcze długo „grają mecz w głowie”. W drodze do domu analizujemy to, co się wydarzyło, wracamy myślami do konkretnych sytuacji. Później często omawiamy je z innymi sędziami, wymieniamy się spostrzeżeniami, wspieramy się nawzajem.

Co jest najtrudniejsze w tym zawodzie?

Na szczęście w siatkówce nie spotykamy się z takim poziomem hejtu jak w piłce nożnej, choć oczywiście również zdarzają się sytuacje nieprzyjemne. Jako sędziowie lig zawodowych mamy jednak do dyspozycji system challenge. W Tauron Lidze zespoły mogą korzystać z wideoweryfikacji, a technologia realnie nas wspiera. Nawet, jeśli popełnimy błąd, możemy go szybko skorygować albo utwierdzić się w przekonaniu, że podjęta decyzja była prawidłowa. Znacznie trudniej jest w niższych ligach, gdzie takiego systemu nie ma. Szczególnie w rozgrywkach młodzieżowych, w których sędziowie dopiero stawiają pierwsze kroki, emocji bywa bardzo dużo. Pojawiają się wtedy pretensje ze strony kibiców, zawodników, środowiska trenerskiego, a czasem nawet przedstawicieli władz. Dlatego, jak już wspominałem, sędzia musi być gruboskórny. Nie może przejmować się jednym czy drugim negatywnym komentarzem, bo to bardzo szybko może wpłynąć na ogólny przebieg meczu, a w konsekwencji także na dalszą karierę. Błędy są nieuniknione, jesteśmy tylko ludźmi i mamy prawo się mylić. Kluczowe jest jednak to, aby potrafić to zaakceptować, wyciągać wnioski i uczyć się na własnych doświadczeniach. Warto też pamiętać, że skład sędziowski różni się w zależności od poziomu rozgrywek. W PlusLidze i Tauron Lidze pracują sędzia pierwszy, sędzia drugi, sędzia sekretarz oraz obsługa systemu challenge. W ligach bez wideoweryfikacji dodatkowo obecnych jest dwóch sędziów liniowych, po jednym na każdą stronę boiska. Poza tym, czego często nie widać z perspektywy trybun, na meczu zazwyczaj obecny jest również sędzia kwalifikator. Jego zadaniem jest ocena pracy zespołu sędziowskiego. Ostatecznie jednak to sędzia pierwszy podejmuje decyzje i ma prawo zmienić rozstrzygnięcia każdego członka zespołu sędziowskiego. To ogromna odpowiedzialność, z którą trzeba umieć sobie radzić.

Czy sędziowanie kobiet i mężczyzn bardzo się różni?

Tak. Inna dynamika, inna technika gry. U kobiet akcje są dłuższe, piłka ma inną trajektorię, co bywa zwodnicze i paradoksalnie trudniejsze do oceny. Statystyki challenge’u pokazują, że sędziowie częściej mylą się właśnie w meczach kobiet. U mężczyzn gra jest bardziej siłowa, pojawia się więcej agresji. Ciekawostką jest to, że odkąd mamy challenge, panowie częściej przyznają się do dotknięcia piłki czy siatki, a panie… idą w zaparte (śmiech).

Jak udaje się panu łączyć tak intensywną pasję z pracą zawodową?

Nie jest to łatwe, szczególnie w okresach play-offów i rozgrywek pucharowych, gdy sędziuję nawet kilka razy w tygodniu, często w różnych częściach Polski. Pomaga elastyczność zawodu radcy prawnego oraz ogromne wsparcie zespołu w kancelarii. Bez współpracy i wzajemnego zaufania nie byłoby to możliwe.

Autorytety?

Z siatkarskich: Mariusz Wlazły czy dawni zawodnicy AZS-u Olsztyn: Paweł Zagumny, Paweł Papke. Poza tym Novak Djoković, Robert Lewandowski – za profesjonalizm i postawę. No i Szymon Marciniak, który stał się ambasadorem polskiego sędziowania.

Rada dla młodych radców, którzy boją się, że nie pogodzą pracy z pasją?

Nie rezygnować z pasji. To one nas rozwijają, pozwalają poznać ludzi, budować relacje i sieci kontaktów. Dzięki aktywnościom pozazawodowym stajemy się bardziej rozpoznawalni i… po prostu szczęśliwsi.

Plany na przyszłość?

Awans do PlusLigi. To mój główny sportowy cel.

Rozmawiała Marlena Felisiak