Jak powstają dobra osobiste

0

Godność, cześć, dobre imię, prawo do prywatności i pamięci o zmarłych… Wiemy, że za ich naruszenie można odpowiedzieć przed sądem. A prawo do życia w czystym powietrzu? Dlaczego nie spróbować?

O tym, że katalog dóbr osobistych nie ma zamkniętego charakteru, wie każdy cywilista. Oznacza to, że do sądów wpływa mnóstwo oryginalnych pozwów o ochronę tych dóbr. Słyszałem o pozwie przeciw telewizji publicznej, która – według jego autora – miałaby emitować tylko wartościowe treści, o procesie o zdjęcie blokady rzekomo niesprawiedliwie nałożonej przez Facebook na strony nacjonalistycznych organizacji, czy sprawie przeciw fotografowi, który zwlekał ze ślubną sesją zdjęciową nowożeńców, co oni uznali za naruszenie ich prawa do godnego ślubu (proces nieprawomocnie wygrany przez parę młodą).

I w ten właśnie sposób oraz zapewne także z powodu zmieniającego się świata i nacisku na ekologię pojawiły się w Polsce pierwsze procesy o prawo do życia w czystym środowisku naturalnym, a konkretnie przeciwko smogowi.

Prawo do życia w czystym środowisku

Z raportu Narodowego Funduszu Zdrowia wynika, że co roku w Polsce z powodu smogu umiera ponad 40 tys. osób. Nasze tkanki są powoli niszczone przez toksyczne związki w powietrzu. Pogłębiają się schorzenia układu oddechowego i krążenia, alergie, nowotwory. Koszty leczenia idą w miliony, wypłacane z budżetu państwa. Czy trzeba będzie do tego doliczyć potencjalne koszty pozwów obywateli w związku z opartą na węglu polityką energetyczną państwa? Być może.

Czy takie sprawy mają szanse powodzenia? Gdy 50 lat temu powstawał obowiązujący do dziś (z wieloma zmianami) Kodeks cywilny, tworzący go chyba nie sądzili, że dobrem osobistym może się stać prawo do życia w czystym środowisku – ale katalog tych dóbr nie jest zamknięty. Wiadomo, że pozwany musi wykazać, iż jego działania nie są bezprawne. Dlatego łatwo jest pozwać jakieś dymiące zakłady czy fabrykę podtruwającą rzekę. Trudniej jest ze Skarbem Państwa mającym odpowiedzieć za to, że kraj systemowo nie walczy ze smogiem. Ale gdy na sądową arenę wkraczają znane osoby, szansa zwycięstwa rośnie. A jeśli nawet nie zwycięstwa – to powstaje presja, by zapadały decyzje na szczeblu krajowym.

Tą drogą idą składający pozew przeciwko Skarbowi Państwa: aktor Jerzy Stuhr, reporter Mariusz Szczygieł oraz doradca finansowy Tomasz Sadlik (w innej sprawie walczący z bankiem o swój kredyt frankowy). Według autorów powództwa konieczność wdychania smogu narusza ich dobra osobiste, jakim są prawo do czystego powietrza. Żądają zadośćuczynienia w wysokości 5 tys. zł, które przeznaczą na cel społeczny. 

Normy zanieczyszczeń z czasów komunizmu

Przed stołecznym sądem rejonowym we wrześniu odbyła się już pierwsza rozprawa. Sąd przesłuchał w niej powodów. Mieszkający w Krakowie – stolicy polskiego smogu – Jerzy Stuhr zeznawał jako aktor i pedagog pracujący głosem. Opowiadał, jak w październiku zeszłego roku grał „Wałęsę w Kolonos” w teatrze Łaźnia Nowa w krakowskiej Nowej Hucie. – Z powodu ataku kaszlu musiałem upokorzony zejść ze sceny, zachłystując się, nie mogąc powiedzieć ani słowa. Od listopada, gdy zaczyna się sezon smogowy, czuję ogromne napięcie, wychodząc na scenę. Za każdym razem nie wiem, czy wytrzymam, czy nie będę musiał przerwać spektaklu z powodu ataku kaszlu. Wspomagam się inhalatorami, wywarem z siemienia lnianego, kupiłem do domu oczyszczacze powietrza, codziennie rano sprawdzam aplikację informującą o stanie jakości powietrza – zeznawał.

Kilka lat temu było głośno o chorobie nowotworowej, na którą cierpiał aktor – on sam o tym mówił prasie. – Gdy byłem pacjentem onkologicznym, widziałem na swoim oddziale, jakie diagnozy lekarze stawiali moim współtowarzyszom niedoli. Pacjenci pochodzili głównie z Gliwic, ze Śląska. Zdewastowane klatki piersiowe, płuca, przełyk. Mnie samemu lekarz zalecał, by unikać zanieczyszczenia powietrza. Mówił: „Niech pan wyjedzie na Sycylię, gdzie się pan dobrze czuje”. Mam świadomość, że powietrze w Polsce mi szkodzi – przyznał aktor.

Sąd przesłuchał też Mariusza Szczygła, który oświadczył, że nigdy nie palił papierosów, ale z powodu zanieczyszczonego powietrza czuje się jak nałogowy palacz, a gdy przychodzi sezon grzewczy, w jego mieszkaniu nie sposób nawet otworzyć okien, by je przewietrzyć. – Polska już nie jest w ruinie, odbudowała się. A z problemem smogu ciągle nie możemy sobie poradzić – ironizował. I dodawał: – Nie mogę spacerować, a nie mam samochodu i poruszam się komunikacją miejską. Sport mogę uprawiać tylko w zamkniętych, klimatyzowanych siłowniach. – Mam wysuszony przełyk, posmak spalenizny w gardle. To trwa całą zimę – opowiadał. Ujawnił też, że lekarz dał mu przeciwdziałające kaszlowi tabletki, które rozszerzają oskrzela. Według lekarza to z powodu alergii na pyły w powietrzu. 

– Dużo podróżuję też po Polsce, jeżdżę na spotkania autorskie. Sprawdziłem, że 33 polskie miasta, w których byłem, są na liście 50 najbardziej zanieczyszczonych w Europie według WHO. Zabrze, Katowice, Rybnik, Bielsko-Biała. Ostatnio byłem w Radomsku. Chciałem zwiedzić miasto, wyszedłem na spacer, ale powietrze było takie, że po chwili nie wiedziałem, gdzie się schować – zeznał znany reporter.

Krakowianin Tomasz Sadlik, trzeci z powodów, ocenił, że obowiązujące normy zanieczyszczeń powietrza pochodzą jeszcze z czasów komunizmu. – Są trzykrotnie wyższe niż w Unii Europejskiej, a i tak ciągle przekraczane. Skarb Państwa nas oszukuje – powiedział, popierając swe powództwo.

Stan powietrza a uszczerbek na dobrach

Prokuratoria Generalna Skarbu Państwa chce oddalenia pozwu i kwestionuje istnienie takiego dobra osobistego jak prawo do czystego powietrza czy środowiska. – Wyznaczenie norm w tym zakresie (wdrożenie unijnej dyrektywy) należy do ustawodawcy, a nie do sądów. Ponadto żaden z powodów nie wskazał na jednoznaczną zależność, potwierdzoną orzeczeniami medycznymi, między stanem zanieczyszczenia powietrza a uszczerbkiem na ich dobrach, w szczególności na zdrowiu – mówił radca Prokuratorii Paweł Dobroczek. To ważne argumenty, bo odnoszą się do kwestii, które w tym procesie będą kluczowe: czy państwo wdrożyło mechanizmy systemowo minimalizujące zanieczyszczenie. Do wykazania będzie także, w jakim stopniu odpowiada za to państwo, a w jakim odpowiadają np. poszczególne gminy.

Ważnym dokumentem będzie też raport Najwyższej Izby Kontroli z września 2018 r. Czytamy w nim, że Polska należy do tych krajów Unii Europejskiej, w których jakość powietrza jest najgorsza, a maksymalne średnioroczne stężenie pyłów zawieszonych niemal dwukrotnie wyższe niż dopuszczalne normy. Działania państwa i samorządów w walce ze smogiem są niewystarczające – oceniła Izba. 

Państwo winne zaniechania

Stuhr, Szczygieł i Sadlik nie idą pierwsi tą ścieżką. Przed nimi była aktorka Grażyna Wolszczak. Ona już wygrała (nieprawomocnie) 5 tys. zł zadośćuczynienia od Skarbu Państwa. Stołeczny sąd uznał, że doszło do naruszenia jej dóbr osobistych rozumianych jako prawo do oddychania czystym powietrzem, do wyjścia z domu w dowolnym momencie, do spaceru, wietrzenia mieszkania, do prywatności i poszanowania miejsca zamieszkania. Według sądu można wręcz mówić o krzywdzie powódki, która w sposób wolny od lęku nie może korzystać z aktywności na świeżym powietrzu. Doprowadziło ją to do poczucia przygnębienia i zasadnych obaw o zdrowie. Sąd dodawał: przepisy prawa UE, a zwłaszcza dyrektywa Parlamentu Europejskiego z 2008 r., zobowiązują Polskę do dbałości o stan powietrza. Skarb Państwa od tego czasu podejmował wiele działań, ale robił to z opóźnieniem lub nieskutecznie. Winny jest zatem zaniechania. Mając świadomość ciążących na nim obowiązków, działał bezprawnie.

Podobne wyroki zapadają też w innych krajach. Sąd administracyjny we francuskim Montreuil uznał odpowiedzialność państwa za jakość powietrza. Stało się tak w wyniku pozwu kobiety wspieranej przez organizacje pozarządowe. Powódka zarzucała, że razem z córką cierpią na choroby oskrzeli przez smog w Paryżu, które ustały, gdy wyniosły się na wieś. Według sądu Francja zrobiła niewystarczająco wiele, by polepszyć stan powietrza. Sąd oddalił tam tylko roszczenia finansowe strony powodowej. W Polsce w przygotowaniu jest też pozew zbiorowy, do którego każdy może się dopisać – są już setki chętnych. Skarb Państwa miałby w tej sprawie stanąć nie tylko pod zarzutem naruszenia dóbr osobistych, ale także wyrządzenia szkody majątkowej związanej z koniecznością zakupu (kosztem nawet wieluset złotych) masek antysmogowych czy domowych oczyszczaczy powietrza. Czy ten plan się powiedzie? Trudno ocenić. Na razie bowiem konstrukcja prawna pozwów zbiorowych nie zachęca do korzystania z tej wyboistej i dalekiej drogi do sprawiedliwości. Ale przecież – nie zapominajmy o tym – w sprawach takich jak ta smogowa chodzi tyleż o wygranie procesu, ile o nagłośnienie problemu. Więc może im dłużej, tym lepiej?