Gdy radca prawny musi trochę poszpiegować…

0

…czyli narzędzia przydatne do zdobywania wiedzy. Nieraz chcemy poznać lepiej kontrahenta czy dowiedzieć się więcej o drugiej stronie w sporze sądowym. Poniższa lista legalnych i darmowych podpowiedzi może okazać się pomocna.

Tomasz Palak
radca prawny, prelegent, autor artykułów na http://tomaszpalak.pl i w prasie. Pięciokrotnie na podium konferencji I love marketing, występował również na Infoshare, TEDx Fuckup Nights i w licznych innych wydarzeniach. Wykładowca WSB, WSAiB, WSEI i UTH
Fot. Grzegorz Giziński

Tomasz Palak

Oczywiście możemy mieć różne potrzeby – na przykład „kto jest na zdjęciu?” jest znacznie inna od „czy w Czechach też spółki mają KRS i jak go sprawdzić?”. Stąd poniższe omówienie podzielone zostało w mniej więcej tematyczny i chronologiczny sposób – z reguły na przykład najpierw mamy zdjęcie, potem e-mail, potem nazwisko i tak dalej.

Po zdjęciu

Jeśli mamy oryginalne zdjęcie – a nie pobrane na przykład z Facebooka – można dowiedzieć się więcej o aparacie, jakim je wykonano, czy o tym, gdzie się znajduje. A także przykładowo poznać datę wykonania fotografii, a nieraz nawet nazwisko autora i to, czy był włączony flesz. Służy do tego strona https://www.stolencamerafinder.com/.

Ale i mając zdjęcie „nieoryginalne”, można uzyskać sporo informacji. Przykładowo strona https://tineye.com/ powie nam, w jakich innych miejscach internetu zostało ono umieszczone. Możliwe, że na przykład większe – jeśli wcześniej było kadrowane. Co więcej – https://pimeyes.com/en z bardzo dużą dokładnością i wiarygodnością przeszuka sieć pod kątem innych zdjęć przedstawiających tę samą osobę. Stąd już coraz bliżej do uzyskania danych w rodzaju adresu mailowego czy imienia – z loginu w danym portalu czy komentarza znajomego w mediach społecznościowych. Ważne: możliwe, że narzędzie Pimeyes wkrótce stanie się narzędziem płatnym.

Po e-mailu

Sprawdźmy zatem, jakie informacje możemy uzyskać, posiadając przykładowy adres mailowy. Wpiszmy go na stronie https://tools.emailhippo.com/ – dowiemy się, gdzie usytuowane są serwery, od kiedy istnieje jego „końcowka” i tak dalej. I przede wszystkim – potwierdzimy jego prawdziwość.

Warto też sprawdzić wynik po wpisaniu na stronie https://haveibeenpwned.com/. W założeniu powinniśmy – i szczerze to rekomenduję – wpisywać tam własny e-mail, by dowiedzieć się, czy któraś z usług typu Facebook czy Dropbox „podpiętych” pod ten adres nie padła ofiarą wycieku danych. Nie ma jednak przeszkód, by sprawdzić tak również cudzy e-mail – można tym sposobem znaleźć inne miejsca w internecie powiązane z określoną osobą.

I jeszcze jedno – drobiazg, ale robi wrażenie. Po wpisaniu w okno przeglądarki kombinacji https://api.paczkomaty.pl/?do=findcustomer&email=eventyiprezenty@gmail.com poznają Państwo numer (a po nim bez problemu adres) ulubionego paczkomatu mojej żony. Podmieniając końcówkę na inny adres mailowy, będzie to możliwe dla innych adresów – oczywiście o ile są w bazie paczkomatów. A mając ulubiony paczkomat, z dużym prawdopodobieństwem dysponujemy przybliżonym miejscem zamieszkania czy pracy właściciela e-maila.

Urzędowo

Jeśli z kolei nazwisko danej osoby nie jest bardzo popularne, możliwe jest przybliżone ustalenie jej rodzinnej miejscowości. Jakkolwiek brutalnie to nie zabrzmi – będzie tam znajdować się dużo nagrobków osób również je noszących, a sprawdzić to można bardzo łatwo poprzez portal https://grobonet.com/. Jako prawnicy możemy się jednak skupić również na rozwiązaniach oferowanych przez państwo – przykładowo strona https://www.szukajwarchiwach.gov.pl/ pozwoli na wypatrzenie wzmianek o danym nazwisku czy miejscu.

O kondycji finansowej kontrahenta może nam nieco z kolei powiedzieć baza SUDOP – https://sudop.uokik.gov.pl/home. Widać w niej przykładowo dotację z urzędu pracy na rozpoczęcie działalności czy kwoty otrzymane w ramach tarcz antykryzysowych.

Warta analizy jest także kwestia ewentualnej obecności określonego nazwiska czy adresu na stronie licytacji komorniczych. Takie przeszukanie nie jest jednak możliwe wprost na stronie – trzeba przeszukać ją „zewnętrznie” przez Google. Służy do tego polecenie „site:” i podanie w dalszej części analizowanej strony – przyda się nie tylko do tej. A zatem dla strony licytacji (https://licytacje.komornik.pl/) polecenie powinno wyglądać następująco: „site:https://licytacje.komornik.pl/ imię nazwisko”, a efekt powinien się pojawić wprost w wyszukiwarce.

Usprawnienia

W tym akapicie dwie oddolnie stworzone strony, które mogą być dla nas ułatwieniem w żmudnych poszukiwaniach. Pierwsza z nich ustala właściwy urząd skarbowy na podstawie numeru NIP – https://romek.info/ut/urzskarb.php.

Natomiast dzięki drugiej nie będziemy musieli „losować” cyfry kontrolnej i nowego numeru księgi wieczystej na stronie ksiąg, ponieważ stanie się to samo. Po umieszczeniu na stronie https://romek.info/ut/kw-serial-gen.php starego numeru KW poznamy nowy.

Zagranicznie i w przeszłości

We wstępie wspominałem o kontrahencie zagranicznym. Nieraz ciężko jest nam ustalić jego wiarygodność, oczekiwalibyśmy rozwiązań zbliżonych do CEIDG czy KRS, tyle że dla innych krajów. Pewną podpowiedzą może tu być unijna strona https://e-justice.europa.eu/content_business_registers_in_member_states-106-pl.do zawierająca listę tego typu rozwiązań.

Czasem potrzeba nam też sprawdzić, jak wyglądał temat danego zakładu pracy na przykład 10 lat temu – tu z kolei może się przydać strona ZUS. A konkretniej znajdująca się tam baza zlikwidowanych lub przekształconych zakładów pracy, dostępna na stronie

https://www.zus.pl/swiadczenia/emerytury/baza-zlikwidowanych-lub-przeksztalconych-zakladow-pracy. Potwierdzimy dzięki temu istnienie danego zakładu, dowiemy się również o miejscu przechowywania jego archiwów i tak dalej.

Ostatnim narzędziem, także przydatnym do spojrzenia w przeszłość, jest https://archive.org/. Strona ta archiwizuje raz na jakiś czas wygląd innych stron – tym sposobem możemy zobaczyć przykładowo Onet w wersji sprzed 10 lat. Przydaje się to do znalezienia treści, które teoretycznie już zniknęły – również w zakresie dowodowym.

Podsumowanie

Oczywiście powyższa kolejność jest umowna. Niewykluczone jest poznanie dawnej nazwy zakładu, odwiedzenie „nieistniejącej” strony i zauważenie tam istotnego zdjęcia. Czy też jakikolwiek inny zestaw kombinacji użycia tych narzędzi, także w połączeniu po prostu z Google’em czy Facebookiem. W obecnych czasach „ukrycie” się przed internetem jest coraz trudniejsze, wręcz niemal niemożliwe. Wiedza o powyższych narzędziach może zatem być przydatna nie tylko do poszukiwań, lecz także by zwiększyć własną świadomość w zakresie ochrony prywatności. Zachęcam do tak zwanej cyberhigieny i dbania o świadome dzielenie się danymi.