Trzy fotografie

0

Felieton swój dedykuję tym wszystkim, którzy, przebiegają przez życie szybko, nie zauważając chwil, które mijają bezpowrotnie.

Obraz pierwszy. Idę wąwozem opodal Kazimierza Dolnego. Jest po prostu piękny. Konary drzew na jego zboczach stanowić mogą tło niejednego pleneru fotograficznego. Jesienne liście tworzą malarskie tło.

Mijają mnie spieszący się ludzie: jedna wycieczka, kilka grup. Nie słyszę okrzyków zachwytu – zamiast tego rozmowy o meczu, obiedzie, piwie. Chyba nikt oprócz mnie nie delektuje się pięknem tego miejsca. Owszem jedna para robi sobie zdjęcie, kilkadziesiąt metrów dalej kilka osób robi to samo. Zdjęcia trzeba pokazać potem znajomym… że się tam było…

Wszyscy się spieszą. W mojej głowie rodzi się pytanie: po co oni tam poszli? Bo było to w planie wycieczki? Bo wypada tam pójść? Bo nic innego nie mieli do roboty?

Wycieczkę spotykam na rynku Kazimierza; przebiegli wąwóz, pozostaje więc im więcej czasu wolnego. Co zrobią? Idą na piwo. Wokół piękny jesienny Kazimierz… Pewnie w mieście, z którego przyjechali nie ma piwa…

Obraz drugi. Najpiękniejsze miasto Iranu – Isfahan. Wyjątkowy murowany most Pol-e-Si-o-Seh o 33 przęsłach stoi tu od stuleci. W nocy jest pięknie oświetlony.

Dwie osoby idące przede mną omawiają smak chałwy, która była deserem na śniadanie. Inne dwie przyjaciółki rozmawiają nie zwracając uwagi na nic: „wiesz jak byliśmy w Indonezji to jedliśmy superkrewetki. Co tam Indonezja, jak my byliśmy w Butanie to… Myślę sobie – do diabła z Butanem, teraz jesteś tu w Iranie, jest pięknie, spójrz na ten most…

Ale one są w Butanie, Indonezji albo jeszcze na śniadaniu. Na pamiątkę zrobią sobie zdjęcie

Obraz trzeci. Cmentarz. Jest 1 listopada wcześnie rano. Dzień kojarzy się z zadumą i wspomnieniami o zmarłych. Ale żywi nie wchodzą na cmentarz… oni wbiegają. Spieszą się, bo mają kilka grobów „do obsłużenia”, więc nie maja czasu na spacery. Stoją nad grobem chwilę i pędzą dalej. Porozmawiają po drodze do kolejnego grobu o tym, że korki przed cmentarzem lub o nowych kozakach, kupionych wczoraj. Porozmawiają przez komórkę, wyślą smsa, zrobią zdjęcie grobu na pamiątkę i pobiegną dalej. A zmarli? Cóż, może pomodlimy się w przyszłym roku.

Poruszamy się jak zaprogramowane roboty. Funkcjonujemy automatycznie wykonując rutynowe czynności. Nawyki kierują naszym życiem. Nie mamy czasu, żeby przystanąć na chwilę…

Na pamiątkę chwil, których nie przeżywamy… robimy zdjęcia? Po co zdobywcom wąwozów, turystom z Isfahanu i pierwszolistopadowym bywalcom cmentarzy zdjęcia? Jak to po co? Na pamiątkę, że tam byli. Nieprawda. Byli gdzie indziej.

Ale mamy przecież podzielność uwagi… To słowa, które zrobiły karierę…

Jadę samochodem, słucham radia i rozmawiam przez telefon. Jaka oszczędność czasu. Wszystkie rozmowy telefoniczne załatwiam w trakcie jazdy samochodem.

Przeglądam korespondencję i jednocześnie rozmawiam z sekretarką. Cóż za oszczędność czasu. Nie muszę już dziś więcej czytać korespondencji. A na szkoleniu napiszę maila. Słucham wykładu i piszę. Podzielność uwagi to wyższa efektywność.

Tyle tylko, że nie ma czegoś takiego jak „podzielna uwaga”. Wytrenowaliśmy się w zajmowaniu się kilkoma rzeczami jednocześnie, ale żadna z tych czynności nie jest wykonywana właściwie, bo budowa naszego mózgu nie pozwala na efektywny podział uwagi. Kiedy jadę samochodem i rozmawiam z kimś, to moja aktywność mózgu i moja koncentracja spada o prawie 40%! Badania pokazują, że tzw. wielozadaniowość osłabia pamięć. Studenci, którzy w trakcie wykładów mieli otwarte komputery osiągnęli gorsze wyniki w testach zapamiętywania niż ci, którzy mieli komputery zamknięte. Ciekawy test przeprowadzili dwaj badacze Uniwersytetu Harwarda Matthew Killingsworth i Daniel Gilbert na próbie 5000 dorosłych osób. Udowodnili, że jedynie ok. połowy swojego czasu spędzamy w chwili obecnej! Gdzie jesteśmy przez pozostałą połowę czasu? Gdzie jesteśmy, skoro nie jesteśmy tu i teraz? Przeżywamy przeszłość, której nikt i nic już nie zmieni. Martwimy się przyszłością, która jest nieprzewidywalna. Obaj naukowcy badali, jak czują się ludzie „których myśli błądzą”. Gdy umysł jest pochłonięty przeżywaniem przeszłości lub przyszłości, to w większości przypadków doświadczamy negatywnych emocji. Killingsworth i Gilbert raport swój opatrzyli tytułem: „Umysł błądzący to umysł nieszczęśliwy”.

Badania M.W. Beckera wykazały, iż im w więcej zadań się angażujemy jednocześnie: pisanie, wysyłanie maili czy smsów – tym większy jest poziom presji czasu i niepokoju. Jesteśmy przytłoczeni i zestresowani. Gdy jednak koncentrujemy się na tym, co właśnie robimy – odczuwamy satysfakcję, niezależnie od tego, co robimy. Gdy temu czemuś poświęcamy całą swoją uwagę, jesteśmy najbardziej produktywni i najszczęśliwsi.

Mihaly Csikszentmihaly w sławnej książce „Flow” stworzył pojęcie „flow” – „przepływu”, przeżycia stanu wysokiej satysfakcji, który przeżywamy wtedy, gdy jesteśmy zaangażowani w 100 procentach w to, co właśnie robimy.

Więc kiedy kolejny raz będziesz odbierał maile na wykładach, „weźmiesz udział” w spotkaniu i jednocześnie będziesz wypełniać delegacje lub przeglądać korespondencję zadaj sobie pytanie: gdzie jestem?