Półtora metra

0

Kiedy piszę ten felieton, liczba chorych na koronawirusa wzrasta, lecz politycy ogłosili luzowanie zakazów. Niektórzy już marzą o spacerach bez masek, wizycie w kinie, spotkaniu ze znajomymi czy obiedzie w restauracji. Liczba marzeń wydaje się nie mieć końca.

Marzenie pierwsze – wrócić do pracy i siąść za biurkiem. Marzenie drugie – pójść ze znajomymi do restauracji, zjeść tam czterodaniowy wielogodzinny obiad. Marzenie trzecie – pójść do fryzjera, przesiedzieć tam dwie godziny i poprosić o podwójne strzyżenie. Marzenie czwarte – obejrzeć trzygodzinny fil mw kinie. Marzenie piąte – zjeść jajecznicę w wagonie restauracyjnym. Marzenie szóste – pójść do empiku na pół dnia i pogrzebać w książkach. Marzenie siódme – spędzić całą niedzielę na grillu wśród znajomych. Marzenie ósme – odwiedzić rodzinę i uściskać wszystkich. Marzenie dziewiąte –tydzień bez wideokonferencji. I ostatnie marzenie – pojechać na urlop – gdzieś nad morze, w góry, gdziekolwiek… Gdyby ktoś kilka miesięcy temu je wymienił, zapewne pomyślano by o nim jako o osobie niezbyt zrównoważonej emocjonalnie. Dziś świat wywrócił się do góry nogami.

Zamknięci w domach marzymy o biurku w pracy, na które – być może – wcześniej nie mogliśmy patrzeć. Chętnie poszlibyśmy do jakiegoś centrum handlowego, które kiedyś, ze względu na panujący tam tłok, były przez nas odwiedzane niekoniecznie często.

Dziś stoimy w kolejkach w odległości półtora metra od siebie. W masce na twarzy. W milczeniu. Bo o czymże rozmawiać z kimś, kogo twarzy nie widać. Ci, którzy stoją przede mną i za mną, są anonimowi, bezosobowi – bez twarzy. Są obojętni dla tych, którzy stoją obok nich. Półtora metra odległości zwiększa dystans. Nie ma uśmiechów, nie ma żartów – bo jak żartować, kiedy ktoś przede mną może mnie potencjalnie zabić. Kolejka cyborgów bez emocji, bez słów. Kolejka ludzi pozbawionych tego, co ludzkie – uśmiechu, dotyku, bliskości…

Jeśli ktoś nie będzie miał szczęścia, wtedy znajdzie się w najbardziej wywołującym przerażenie miejscu, jakie dziś można sobie wyobrazić. W szpitalu jednoimiennym. I będzie tam sam. Odizolowany od innych. Do jego pokoju wejdą lekarz i pielęgniarka, których nikt nie rozpozna. Nie odwiedzą go bliscy. 

Zobaczy tylko oczy tych, którzy wejdą do jego pokoju. Nigdy nie będzie widział ich twarzy, nie domyśli się, czy jest dobrze czy źle. Kiedy opuści szpital, też ich nie zobaczy. A kiedy będzie umierać, nikt nie potrzyma go nawet za rękę – w tej chwili będzie zupełnie sam…

Świat bez innych ludzi jest nic niewart. Jesteśmy ewolucyjnie zaprogramowani na relacje z innymi. Spotkania przez internetowe kamery, rozmowy za pomocą e-maili są jedynie nędzną atrapą prawdziwego spotkania z całym wachlarzem ściskania, całowania, poklepywania. Jest wyrobem czekoladopodobnym (znanym tym, którzy przeżyli stan wojenny), erzacem przeżyć i wrażeń.

Na przełomie marca i kwietnia uczeni z dwóch włoskich uniwersytetów przeanalizowali skutki izolacji 
w przypadku kwarantanny. Prawie 40%  ludzi odczuwa objawy ciężkiego stresu potraumatycznego, blisko 25% uskarża się na zwiększony poziom napięcia nerwowego. Niepokój odczuwa 20%, a na depresję cierpi 17%.

Brak więzi z innymi ludźmi i związane z tym poczucie samotności wywołuje długotrwały i przewlekły stres. Zwiększa to ryzyko chorób serca, depresji, otyłości, cukrzycy… 

Jakie będą skutki społeczne pandemii? Wirus, jak twierdzą wirusolodzy, będzie nam towarzyszył do końca ludzkości. Strach przed zachorowaniem, a raczej jego skutkami, spowoduje zwiększenie dystansu społecznego. Czy zatem już nigdy nie zjemy śniadania ze znajomymi w hotelowej restauracji, tylko samotnie w pokoju? Czy spotkania biznesowe odbywać będziemy w formie wideokonferencji, a w wyjątkowych przypadkach we wspólnym pomieszczeniu w maskach z obowiązkową przerwą na wietrzenie sali? Czy kupować będziemy przez internet, a centra handlowe przestaną istnieć? Czy filharmonie i teatry będą już tylko wspomnieniem, a bale, huczne imieniny i śluby zejdą do podziemia – jak dziś fryzjerzy?

Czy to wszystko spowoduje, że przestaniemy interesować się innymi ludźmi i staną się nam oni obojętni? Czy wręcz przeciwnie – będziemy się delektować każdym osobistym kontaktem i go przeżywać. Jaki będzie świat po koronawirusie? Lepszy czy gorszy? Będzie inny. Jaki by nie był, przyjdzie nam w nim żyć… i go pokochać.