Oscar Claude Monet osiągnął bogactwo pochodzące z natury, źródła jego inspiracji. Malował przyrodę tak, jak ją postrzegał. Podczas swojej długiej kariery był najbardziej konsekwentnym i twórczym przedstawicielem filozofii impresjonizmu, polegającej na wyrażaniu własnych spostrzeżeń na temat natury, zwłaszcza w odniesieniu do plenerowego malarstwa pejzażowego. Termin „impresjonizm” pochodzi od tytułu jego obrazu „Impresja, wschód Słońca” (fr. Impression, soleil levant), który został wystawiony w 1874 r. na Pierwszej Wystawie Impresjonistów, zainicjowanej przez Moneta i grupę podobnie myślących artystów jako alternatywa dla współczesnego salonu.
Wielokrotnie malował te same sceny, aby uchwycić zmiany światła i upływ pór roku. Do najbardziej znanych przykładów należą seria stogów siana (1890–1891), obrazy katedry w Rouen (1892–1894) oraz obrazy lilii wodnych w ogrodzie w Giverny, którymi zajmował się przez ostatnie 20 lat życia. Monet był szczęśliwcem, który odniósł sukces za życia. Zyskał sławę i popularność, stał się jednym z najsłynniejszych malarzy na świecie i źródłem inspiracji dla rosnącej grupy artystów.
W polskich zbiorach muzealnych znajduje się jeden obraz Moneta, „Plaża w Pourville”. Praca została namalowana w 1882 r. w małym nadmorskim kurorcie Pourville-sur-Mer (obecnie część gminy Hautot-sur-Mer). Artysta spędził zimę 1882 r. w Pourville. Cieszył się spędzonym tam czasem. Zauroczony miejscem postanowił wrócić z rodziną następnego lata. Pourville było wtedy niewielką wioską rybacką, która przyciągnęła malarza urokliwym krajobrazem. Wysokie klify porośnięte zielenią, szerokie kamieniste plaże i błękit morza zainspirowały artystę do stworzenia serii widoków francuskiego wybrzeża.
W „Plaży w Pourville” artysta ukazał fragment surowej linii brzegowej Hautot-sur-Mer. Północne wybrzeże Francji zwrócone jest w stronę kanału La Manche. Widok plaży jest widziany z podwyższonej perspektywy. Patrząc na obraz, stoimy obok Moneta, na cyplu, i spoglądamy na spiralną linię brzegową normandzkiego wybrzeża. Rozległa przyroda i jej sezonowe światła, barwy to główne zainteresowania artysty na tym etapie życia. Mniej interesował się postaciami ludzkimi. Odwiedza Normandię w natchnionej podróży ku naturalnemu pięknu Francji.
Zuchwała kradzież z muzeum
Z dziełem „Plaża w Pourville” wiąże się jedna z najdziwniejszych historii w świecie sztuki. Pierwszym właścicielem obrazu był paryski marszand i orędownik impresjonistów, Paul Durand-Ruel. W 1906 r. pracę zaprezentowano w Kaiser Friedrich Museum w Poznaniu. Wystawa dzieł impresjonistów cieszyła się sporym zainteresowaniem ze względu na innowacyjność ich twórczości. Okoliczność ta skłoniła Niemieckie Towarzystwo Artystyczne do zakupu obrazu. „Plaża w Pourville” od tego momentu znajdowała się w poznańskim muzeum w depozycie.
Po odrodzeniu Rzeczypospolitej w 1918 r. obraz pozostał w Poznaniu. Włączono go do zbiorów nowo powstałego Muzeum Wielkopolskiego. Dzieło było chlubą kolekcji. Przez cały okres okupacji niemieckiej znajdowało się w Poznaniu, aż do upadku III Rzeszy. Wówczas Niemcy wywieźli najcenniejsze eksponaty w głąb kraju. W 1945 roku „Plażę” odnalazła Armia Czerwona. Trafiła do Leningradu, następnie do Moskwy. Przez dziesięć lat był poza zasięgiem polskich muzealników. Tak było do 1956 r., kiedy to w drugiej fali rewindykacji dzieło wróciło do Polski. Przez lata prezentowano je w pałacu w Rogalinie, aż w latach 90. zapadła decyzja, że „Plaża w Pourville” ponownie zawiśnie w Poznaniu.
Obraz był eksponowany w Muzeum Narodowym w Poznaniu, gdy nagle 19 września 2000 r. jedna z pracownic zauważyła, że znajdujący się w ramie obiekt to faktycznie kartonowa kopia przyklejona do szyby. Podjęte czynności wyjaśniające pozwoliły ustalić, że kradzieży dokonał 17 września 2000 r. młody mężczyzna, który podał się za studenta malarstwa. Wcześniej uzyskał zgodę na szkicowanie dzieła w sali ekspozycyjnej. Zamiast rysować, wyciął ostrożnie płótno z ramy. Kolejnego dnia był poniedziałek, muzeum było zamknięte, a więc miał całą dobę, by zniknąć.
Organy ścigania wszczęły śledztwo. Sprawa była zagadkowa. Nie było do tej pory kradzieży tej skali w polskim muzeum. Media krajowe i międzynarodowe pisały o grabieży jedynego dzieła Moneta w Polsce. Wartość obrazu szacowano na 7 mln dol. Rozważano udział zorganizowanej grupy przestępczej. Sporządzono portret pamięciowy. Znalezienie odcisków palców nic nie pomogło. Śledczy nie posuwali się do przodu. Misternie przygotowany plan został oceniony jako swoisty majstersztyk. Wszelkie ślady urywały się za drzwiami muzeum. Postępowanie umorzono.
Przy okazji tej kradzieży przeanalizowano system ochrony zbiorów muzealnych. Obraz nie był ubezpieczony. Nie miał alarmu. Eksperci uznali, że złodziejowi pomogła duża ufność i ignorancja personelu muzeum, a także brak indywidualnego zabezpieczenia eksponatu. Przypuszczano, że zakup nawet prostego urządzenia najprawdopodobniej uratowałby obraz przed kradzieżą.
Złodziej wpadł przez… alimenty
Jak to często bywa w tego typu przestępstwach, przełom pojawił się po latach, zupełnie przypadkowo. Do bazy danych AFIS (Automatyczny System Identyfikacji Daktyloskopijnej) trafiły odciski palców Roberta Z. z Olkusza. Został zatrzymany w 2006 r. za niepłacenie alimentów.
W 2009 r. pracownik Laboratorium Kryminalistycznego w Poznaniu potwierdził zbieżność odcisków zabezpieczonych w Muzeum Narodowym w Poznaniu z tymi zabezpieczonymi u zatrzymanego w Olkuszu. Złodziej został zatrzymany w styczniu 2010 r. Obraz był starannie ukryty za podwójną ścianką szafy, wśród książek i bibelotów. Biorąc pod uwagę okoliczności kradzieży i nieprofesjonalne przechowywanie, dzieło nie było w najgorszym stanie, jednak pozostałością po wycięciu płótna z ram był uszkodzony podpis Moneta.
Proces trwał bardzo krótko. Złodziej został skazany na trzy lata więzienia i grzywnę w wysokości 28 tys. zł z tytułu pokrycia kosztów konserwacji. Wyrok był nietypowy. Sąd wziął pod uwagę motyw przestępstwa. Sprawca nie pragnął pieniędzy, nie chciał sprzedać obrazu. Nie był kolekcjonerem sztuki. Przez dziesięć lat nikt poza nim nie oglądał dzieła. Nikomu nie powiedział, czego dokonał. Ukradł z fascynacji, kierowany miłością. Zakochał się w barwach, w świetle, w uchwyconej chwili na normandzkiej plaży.
„Plaża w Pourville” po dekadzie wróciła do Muzeum Narodowego w Poznaniu. Patrząc dziś na obraz, myślimy o nieszczęśniku, który podjął ogromne ryzyko z miłości do… rzeczy. Dzieło Moneta stało się symbolem chorobliwej fascynacji, namiętności. Przykładem, jak sztuka może ubezwłasnowolnić.
Bibliografia:
1. https://www.historiaposzukaj.pl/wiedza,obrazy,1860,obraz_claude_monet_plaza_w_pourville_z_muzeum_narodowego_
w_poznaniu.html [dostęp: 1 marca 2026 r.].
2. „Wielcy Malarze. Ich życie, inspiracje i dzieło. Claude Monet”, nr 2, Eaglemoss Polska, Warszawa 1998.
3. https://niezlasztuka.net/o-sztuce/jedyny-monet-w-polsce/ [dostęp: 1 marca 2026 r.].
























