Każdy przypadek popełnienia przestępstwa umyślnego przez kwalifikowanego prawnika: sędziego, prokuratora, adwokata, notariusza, no i oczywiście radcę prawnego – bulwersuje opinię publiczną. Sytuacja taka ma dewastujący wpływ na zaufanie nie tylko do danego zawodu, ale i do wymiaru sprawiedliwości w ogóle.
Oczekiwania wobec prawników dotyczące przestrzegania prawa są wysokie. I słusznie. Wyższa od przeciętnej świadomość prawna i codzienna praca przy obrocie prawnym wymagają wyższego niż przeciętny szacunku dla prawa. Spełnianie standardu wyższego przyczynia się do wiarygodności i zaufania do stanu prawniczego i wymiaru sprawiedliwości. I odwrotnie – popełnienie przestępstwa przez taką osobę, niezależnie od sankcji karnej, traktowane jest jak sprzeniewierzenie się wartościom zawodu i rodzaj zawodowego świętokradztwa.
Sąd dyscyplinarny nie polemizuje z wyrokiem w sprawie karnej
Przypadki popełniania przestępstw przez radców prawnych (i aplikantów radcowskich) nie są częste, ale w samorządzie liczącym kilkadziesiąt tysięcy osób zdarzają się w oczywisty sposób.
W takim wypadku – właśnie ze względu na biegunowo różne postępowanie od oczekiwanego – naruszenie prawa, którego mamy być sługami i strażnikami – budzi silne emocje. Co do zasady należy przyjmować, że przestępstwo jest w oczywisty sposób przewinieniem dyscyplinarnym – jako działanie sprzeczne z prawem (art. 64 ust. 1 ustawy o radcach prawnych). Bardzo często też w postępowaniach dyscyplinarnych dotyczących popełnienia przestępstwa orzekane są kary najsurowsze – zawieszenie prawa do wykonywania zawodu albo pozbawienie tego prawa, a kary pieniężne w przypadku przestępstw umyślnych mogą być traktowane jako stosunkowo łagodne i stosowane w sytuacjach szczególnych.
Niemniej jednak zawsze sądy dyscyplinarne oceniają wszystkie okoliczności sprawy indywidualnie i nie ma w tym zakresie żadnego automatyzmu. Co prawda w postępowaniu dyscyplinarnym sądy te są związane ustaleniami skazujących wyroków wydanych w postępowaniu karnym wobec radców prawych i aplikantów radcowskich, to jednak dotyczy to samego faktu popełnienia przestępstwa przez określone zachowanie. To sąd dyscyplinarny natomiast ocenia samodzielnie okoliczności sprawy, przypisując ostatecznie odpowiedzialność z tytułu popełnienia deliktu i orzekając karę.
Zazwyczaj po wydaniu wyroku w sprawie karnej kwestia odpowiedzialności dyscyplinarnej nie jest problematyczna. Sąd dyscyplinarny, nawet mając własne przekonanie o trafności wyroku karnego – nie może z nim polemizować i ustalić np., że radca prawny w istocie przestępstwa nie popełnił albo że z innych powodów nie powinien podlegać odpowiedzialności karnej. Zatem najczęściej pozostaje właściwie jedynie wymierzenie sprawiedliwej kary dyscyplinarnej, odpowiedniej do okoliczności czynu i zachowania obwinionego i potrzeby kompensacji.
Naruszenie prawa nie przekroczyło minimalnej granicy szkodliwości
Inaczej było jednak w sprawie rozstrzygniętej orzeczeniem Wyższego Sądu Dyscyplinarnego z 22 października 2025 r. (WO-174/24). W tej sprawie w postępowaniu karnym sąd powszechny prawomocnym wyrokiem przypisał radcy prawnemu popełnienie przestępstwa z art. 107 ust. 1 ustawy o ochronie danych osobowych, czyli za nieuprawnione przetwarzanie danych osobowych.
Konkretnie polegało to na tym, że występując w postępowaniu cywilnym jako pełnomocnik swojego klienta, w apelacji złożonej od wyroku sądu rejonowego, uzasadniając zarzut braku bezstronności sędziego orzekającego w pierwszej instancji, podał jego adres zamieszkania oraz adres zamieszkania pełnomocnika strony przeciwnej. Ujawnione adresy rzeczywiście wskazywały, że sędzia i pełnomocnik są sąsiadami z jednego budynku. Radca prawny chciał w ten sposób wykazać, że sędzia i pełnomocnik znają się, a więc sędzia nie powinien orzekać w tej sprawie.
W związku z takim postępowaniem radcy prawnego sędzia, którego adres zamieszkania został ujawniony w postępowaniu, złożył zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przeciw danym osobowym oraz skargę do organów dyscyplinarnych okręgowej izby radców prawnych. Postępowanie karne zakończyło się prawomocnie wyrokiem stwierdzającym winę radcy prawnego. Podobnie niekorzystne było orzeczenie okręgowego sądu dyscyplinarnego działającego w pierwszej instancji – obwiniony został uznany winnym naruszenia prawa, stanowiącego przestępstwo, co jest podstawą odpowiedzialności dyscyplinarnej. Za to sąd wymierzył mu karę pieniężną w wysokości 4 tys. zł. Statystycznie rzecz biorąc, na tle innych przypadków deliktów polegających na popełnieniu czynu sankcjonowanego karnie kara tego rodzaju i wysokości nie była bardzo surowa. Niemniej jednak obwiniony złożył odwołanie.
Po przeprowadzeniu postępowania odwoławczego Wyższy Sąd Dyscyplinarny uchylił orzeczenie sądu pierwszej instancji i umorzył postępowanie. Powołał się tu na ujemną przesłankę prowadzenia postępowania z art. 17 § 1 pkt 3 k.p.k. Zgodnie z tym przepisem stosowanym odpowiednio w postępowaniu dyscyplinarnym radców prawnych nie prowadzi się postępowania karnego, jeżeli „społeczna szkodliwość czynu jest znikoma”.
Sąd odwoławczy przyjął, że właśnie z taką sytuacją mamy do czynienia w tej sprawie. Wstępnie jednak zaznaczył, że okręgowy sąd dyscyplinarny prawidłowo ustalił fakty i w tym zakresie potwierdził, że sądy dyscyplinarne są związane ustaleniami faktycznymi skazującego wyroku w postępowaniu karnym, jak również ich kwalifikacją jako przestępstwa.
W sprawie nie można było zatem podważyć, że obwiniony rzeczywiście ujawnił dane osobowe, co było ich niedozwolonym przetworzeniem, i tym samym, że dopuścił się przestępstwa z art. 107 ustawy o ochronie danych osobowych.
Niemniej jednak, co jest sytuacją nietypową na tle praktyki orzeczniczej sądów dyscyplinarnych, sąd uznał zarazem, że takie niepodważalne naruszenie prawa nie przekroczyło w tym konkretnym wypadku minimalnej granicy szkodliwości, która wymaga reakcji dyscyplinarnej. Uznał zarazem, że tak jak sąd karny samodzielnie ocenia szkodliwość czynu jako przestępstwa, tak sąd dyscyplinarny samodzielnie ocenia szkodliwość czynu jako przewinienia dyscyplinarnego. W tym zakresie sąd samorządowy nie jest związany oceną sądu karnego, tzn. nie ma żadnej podstawy do automatycznego przyjęcia, że skoro czyn stanowił przestępstwo (a więc był szkodliwy społecznie), to jest również szkodliwy w stopniu wyższym niż znikomy w wymiarze samorządowym, przy ocenie odpowiedzialności dyscyplinarnej. Należy pamiętać, że – co potwierdza także orzecznictwo sądowe (por. wyrok SN z 20 lipca 2011 r.,
SNO 31/11) – odpowiednikiem „społecznej szkodliwości” jest „szkodliwość korporacyjna”, która jest pojęciem bardziej złożonym, ponieważ obejmuje nie tylko szkodliwość ocenianą ogólnie, lecz również szkodliwość w ramach środowiska zawodowego i jego autorytetu.
Wychodząc z takich założeń, Wyższy Sąd Dyscyplinarny odniósł się do konkretnych okoliczności tej sprawy, aby zbadać tak rozumianą szkodliwość. W tym zakresie wskazał na to, że w obszernej apelacji obwiniony lapidarnie i rzeczowo wskazał okoliczność faktyczną zamieszkiwania sędziego i pełnomocnika strony przeciwnej obok siebie. Podanie adresu i numeru mieszkań obu osób służyło wykazaniu tej tezy jako podstawy uzasadnienia odnośnie do potrzeby wyłączenia sędziego i wad zaskarżonego orzeczenia. W warunkach procesu cywilnego, jak wyjaśnił sąd odwoławczy, wcale nie jest oczywiste, czy wskazanie samej tylko ulicy albo nawet numeru budynku zostałoby ocenione jako należyte wykazanie stawianej tezy. Zresztą, jak wskazał, użycie samych tylko imion i nazwisk z podaniem funkcji zawodowych i miejscowości zamieszkania jest także przetwarzaniem danych osobowych. Zatem również przy podaniu danych w mniejszym zakresie doszłoby do naruszenia przepisów o danych osobowych, co narażałoby również na odpowiedzialność karną.
O ile zazwyczaj popełnienie przestępstwa przy wykonywaniu zawodu jest okolicznością obciążającą, o tyle w tym konkretnym wypadku sąd odwoławczy uznał ją za sprzyjającą obwinionemu. Uznał bowiem, że ujawnienie danych nastąpiło w interesie klienta, w oparciu o prawny obowiązek działania na jego korzyść i w wykonywaniu tego obowiązku. Zarazem czyn miał charakter jednorazowy i nie można przyjąć, że działanie w oczywisty sposób nie miało uzasadnienia procesowego albo że było nadmiarowe. Dodatkowo Wyższy Sąd Dyscyplinarny zwrócił uwagę, że wywołana działaniem radcy prawnego szkoda jest w istocie niewielka, o ile w ogóle miała miejsce. Po pierwsze, faktycznie ustalenie czyjegokolwiek miejsca zamieszkania w nie największym mieście nie jest rzeczą trudną, a dodatkowo dane te faktycznie ujawniono tylko składowi orzekającemu sądu drugiej instancji oraz stronie przeciwnej procesu. Należało też zwrócić uwagę, że nie chodziło jednak o dane tak wrażliwe, jak np. stan zdrowia czy wyznanie, co niewątpliwie wywoływałoby szkodę poważniejszą. Sąd podkreślił również, że ochrona danych osobowych sędziego czy radcy prawnego nie jest bez znaczenia, ale z całą pewnością powinna mieć wagę mniejszą niż realizacja zasad sprawiedliwego, bezstronnego procesu cywilnego w demokratycznym państwie prawnym.
Sytuacja taka, jak opisywana, należy do absolutnych wyjątków. Również dlatego jest warta uwagi. W większości wypadków popełnienie przestępstw jest traktowane jako szkodliwe społecznie (w tym w ujęciu korporacyjnym), a najczęściej jako bardzo szkodliwe. Co przekłada się zazwyczaj na surowe kary dyscyplinarne.
























