Nowe prawo zamówień rozbudzi rynek

0

Nikt nie kwestionuje konieczności zmiany ustawy – Prawo zamówień publicznych. Obowiązujące przepisy, choć spełniły swoje zadanie, są już dziś po wielu nowelizacjach niejednolite i budzą wiele problemów interpretacyjnych.

Mówiono o tym podczas konferencji „Przeszłość dla przyszłości – dwadzieścia pięć lat polskich zamówień publicznych” zorganizowanej przez miesięcznik „Zamówienia Publiczne. Doradca” i jej partnerów 10 czerwca w Warszawie.

Prawo zamówień publicznych spełniło swoje zadanie, a teraz musi zostać zmienione – to jedna z najczęściej pojawiających się opinii, jakie można usłyszeć na temat ustawy, która od czasu jej uchwalenia 10 czerwca 1994 r. do chwili obecnej przeszła dziesiątki nowelizacji.

Konferencja zgromadziła szerokie grono specjalistów – teoretyków, praktyków i polityków, którzy mieli i mają wpływ na prawo zamówień publicznych i funkcjonowanie rynku zamówień w Polsce.

Tomasz Czajkowski (prezes UZP w latach 2001–2008), pełniący rolę gospodarza konferencji, wspominał, że 25 lat temu, kiedy uchwalano ustawę o zamówieniach publicznych, nikt nie myślał, jak ogromne zmiany wprowadzi ona do funkcjonowania rynku zamówień. Podkreślił, że ustawa żywo na te zmiany reagowała, co skutkowało tym, że była ona już 80 razy nowelizowana.

– Jeżeli nawet okres permanentnej nowelizacji można uznać za błąd, to nie można nie zauważyć tego, co udało się zrobić. Po pierwsze mamy nowoczesny system zamówień publicznych, po drugie należy on do największych w Europie, a po trzecie mamy naprawdę profesjonalną kadrę i postępujący proces profesjonalizacji w udzielaniu zamówień. To wynik ciężkiej pracy tysięcy ludzi – stwierdził Tomasz Czajkowski. I dodał: – Przed nami kolejne wyzwanie – nowa ustawa, która od dawna jest już konieczna.

Nikt w środowisku zamówień publicznych nie ma co do tego wątpliwości. – Obecnie obowiązującej ustawy nie można już poprawiać, bo nosi ona wszystkie cechy złych regulacji – jest niekonsekwentna, niejednolita i budzi szereg wątpliwości interpretacyjnych – mówił m.in. Włodzimierz Dzierżanowski, dr nauk prawnych, wiceprezes Urzędu Zamówień Publicznych w latach 2002–2005[1].

Przede wszystkim jednak ustawa stała się mało elastyczna i obecnie hamuje rozwój rynku zamówień publicznych w Polsce. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że skomplikowane przepisy i procedury zdecydowanie odstraszają przedsiębiorców od udziału w postępowaniach o zamówienia.

Nowe prawo zamówień publicznych jest już gotowe. Jego projekt został skierowany do pierwszego czytania w Sejmie. Projektowana ustawa wprowadza do zamówień publicznych m.in. zasadę efektywności rozumianą jako uzyskanie jak najlepszego stosunku poniesionych nakładów do uzyskanych efektów, uproszczoną procedurę poniżej tzw. progów unijnych oraz uproszczenia w innych trybach i konkursach, obowiązkowe, częściowe płatności zaliczki w dłuższych umowach. Wyszczególniono także katalog klauzul niedozwolonych, a także usprawniono postępowanie skargowe na orzeczenia KIO. Istotną kwestią jest wprowadzenie mechanizmu ugodowego rozwiązywania sporów dużej wartości między wykonawcą a zamawiającym na etapie wykonywania umowy.

Projekt środowisku zamówień publicznych generalnie się podoba. W szczegółach jednak budzi pewne wątpliwości. Zdaniem Włodzimierza Dzierżanowskiego projekt, choć jest dobry i na pewno dobrze będzie kształtować system, to jednak niebezpiecznie zmierza w stronę prawa administracyjnego, a przecież zamówienia publiczne to prawo cywilne. – Zastanówmy się, czy powinniśmy zmierzać do systemu zamkniętego w obrębie jednego prawa zamówień, czy raczej w stronę rozwiązań, które stanowią zbiór wyjątków wobec Kodeksu cywilnego. Jestem zdania, że tendencja bardzo rozbudowanej legislacji w tym zakresie (nowe prawo ma blisko 640 artykułów) jest tendencją niebezpieczną, bo oddala prawo zamówień publicznych od naturalnego związku z prawem cywilnym.

Dyskutanci postulowali podczas konferencji m.in. wprowadzenie większego rozróżnienia przedmiotu zamówienia i kwestii wyboru ofert, a także bardziej szczegółowe uregulowanie kwestii wyboru procedury zamówienia, przy jednoczesnym pozostawieniu zamawiającym swobody jej wyboru. Podkreślano także, iż podporządkowanie prezesów Urzędu Zamówień Publicznych i Krajowej Izby Odwoławczej temu samemu ministrowi może spotkać się z zarzutem braku ich niezależności.

Konkluzja zaś była jedna: choć nowe prawo nie rozwiązuje wszystkich problemów i warto byłoby jeszcze nad nim popracować, to jednak trzeba je przyjąć z dobrodziejstwem inwentarza, bo na pewno jest lepsze od obecnie obowiązującego. 


[1]    Obszerny artykuł o elektronizacji zamówień publicznych, autorstwa Włodzimierza Dzierżanowskiego, opublikowaliśmy w 181. numerze „Radcy Prawnego”.