Firmy rodzinne potrzebują sukcesorów

0

Nowa, bo obowiązująca niespełna rok, ustawa z 5 lipca 2018 r. o zarządzie sukcesyjnym przedsiębiorstwem osoby fizycznej (Dz.U. z 2018 r., poz. 1629 ze zm., Dz.U. z 2019 r., poz. 1495) przebija się w świadomości społecznej powoli. 

Dotychczasowa praktyka pokazuje, jak podkreśla dr Marek Niedużak, wiceminister przedsiębiorczości i technologii, iż „tylko jedna na dziesięć firm przechodzi pozytywnie proces sukcesyjny. Problem jest złożony i wykracza poza ramy prawne”.

Z informacji, jakie otrzymaliśmy z Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii, wynika, że na koniec sierpnia 2019 r. do Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej (CEIDG) wpisanych było 8038 zarządców sukcesyjnych, z czego 637 osób wykonywało zarząd sukcesyjny, a 741 osób wpisano jako zarządcę sukcesyjnego zastępczego. I o ile, zarówno w środowisku naukowym, jak i wśród praktyków, są różnice zdań co do interpretacji poszczególnych przepisów ustawy i tego, co chciał osiągnąć ustawodawca, o tyle wszyscy są zgodni co do tego, że ustawa ta była bardzo potrzebna i jest ważna dla przedsiębiorstw. 

Przepisy były oczekiwane

– Ta ustawa była bardzo potrzebna polskim przedsiębiorstwom, których byt kończył się razem ze wszystkimi tego konsekwencjami z chwilą śmierci właściciela. Nie można było posługiwać się NIP-em, firmą, co do zasady wygasały wszystkie umowy z kontrahentami i pracownikami, decyzje administracyjne. Z tymi problemami musieli sobie poradzić spadkobiercy zmarłego przedsiębiorcy – tłumaczy Monika Woźniak-Goraus, radca prawny, prowadząca kancelarię w Gliwicach.

Także Grzegorz Maślanko, radca prawny, partner w kancelarii Grant Thornton, jest zdania, że dobrze się stało, iż taki instrument został wprowadzony, ale – jak mówi – mimo akcji medialnych nie jest przekonany co do tego, że jest on powszechnie stosowany. Chociaż, jak podkreśla, konieczność zabezpieczenia bytu przedsiębiorstwa i ustanowienia zarządcy sukcesyjnego na wypadek niespodziewanej śmierci powoli zaczyna się przebijać do świadomości przedsiębiorców. Według mec. Maślanki pożądane byłoby ustanowienie zarządcy i zgłoszenie go do CEIDG jeszcze za życia przedsiębiorcy, choć można to zrobić i po jego śmierci – jednak spadkobiercy mają na to tylko dwa miesiące.

– Jest to też problem psychologiczny. Szacuję, że mniej niż 10% przedsiębiorców jeszcze za swojego życia podejmuje problem dalszych losów firmy po ich śmierci. Tymczasem powinien to być dla nich priorytet – zaznacza mec. Grzegorz Maślanko. 

Zdaniem Michała Wasilenki, adwokata, associate w kancelarii Russell Bedford, w dotychczasowych przepisach brakowało instytucji zarządcy sukcesyjnego, zważywszy na to, że dominującą formą prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce wciąż pozostają jednoosobowe firmy. 

Mecenas Wasilenko nie obawia się też, by przepisy te były martwe w przyszłości. Wręcz przeciwnie. Twierdzi, że na pewno będą wykorzystywane. 

– Co miesiąc 800 firm jest wykreślanych z CEIDG z powodu śmierci właściciela. Zarząd sukcesyjny daje szansę na przetrwanie przedsiębiorstwa po śmierci jego właściciela i po zakończeniu postępowania spadkowego – mówi mec. Wasilenko.

Doświadczenie i wykształcenie 
czy zaangażowanie?

Ustawa o zarządzie sukcesyjnym przedsiębiorstwem osoby fizycznej nie wymaga od zarządcy sukcesyjnego odpowiedniego wykształcenia ani doświadczenia. Przepisy mówią jedynie o warunku koniecznym przesądzającym o powołaniu danej osoby na zarządcę sukcesyjnego, a mianowicie posiadaniu pełnej zdolności do czynności prawnych. Funkcji zarządcy sukcesyjnego nie może pełnić zarówno osoba, która nie ma pełnej zdolności do czynności prawnych, jak i taka, wobec której prawomocnie orzeczono zakaz prowadzenia działalności gospodarczej określony w art. 373 ust. 1 ustawy – Prawo upadłościowe, środek karny albo środek zabezpieczający w postaci zakazu prowadzenia określonej działalności gospodarczej. Według mec. Michała Wasilenki to wystarczające ograniczenia w wykonywaniu funkcji zarządcy sukcesyjnego. 

– Dla przedsiębiorcy przy ustanawianiu zarządcy sukcesyjnego za jego życia ważne jest, aby osoba ta gwarantowała ciągłość sprawnego funkcjonowania firmy do czasu przejęcia jej przez spadkobierców. Z kolei dla spadkobierców powołujących takiego zarządcę już po śmierci przedsiębiorcy najważniejsze jest zaufanie. Nie widzę więc potrzeby wprowadzania kolejnych wymagań, jakie musiałyby spełniać osoby, które zechcą podjąć się funkcji zarządcy sukcesyjnego – tłumaczy mec. Wasilenko. 

To oczywiste, że doświadczenie zarządcy sukcesyjnego ma niebagatelne znaczenie w zarządzaniu firmą w okresie przejściowym, między śmiercią właściciela przedsiębiorstwa a uregulowaniem kwestii spadkowych. Ale, jak mówi mec. Grzegorz Maślanko, formalne kwalifikacje nie będą zachęcały tych, którzy takimi zarządcami chcieliby zostać. 

Małoletni zarządca

Mecenas Monika Woźniak-Goraus zwraca uwagę na fakt, że jeżeli spadkobiercami są osoby małoletnie, to przy ustanawianiu zarządcy sukcesyjnego konieczne jest złożenie oświadczenia o powołaniu zarządcy lub wyrażeniu zgody na takie powołanie przez prawnego opiekuna małoletniego dziecka, najczęściej rodzica. Jak tłumaczy, ustawodawca wskazał wprost w ustawie o zarządzie sukcesyjnym, że taka czynność nie wymaga zgody sądu opiekuńczego. Problem ten został jednoznacznie rozwiązany w ustawie nowelizującej (art. 12 ust. 5).

– Jeżeli przedsiębiorcy zależy, aby po jego śmierci firma przeszła w ręce określonej osoby, np. jednego z dzieci, to może dokonać na jego rzecz zapisu windykacyjnego obejmującego przedsiębiorstwo – podkreśla mec. Grzegorz Maślanko. Inną rzeczą, która – jak twierdzi – zabija firmy, jest ciężar wypłaty zachowku osobom do niego uprawnionym. 

– Niejednokrotnie spotykałem się w dotychczasowej praktyce, że przedsiębiorcy powoływali do spadku małoletnie dzieci albo przekazywali im w zapisie windykacyjnym przedsiębiorstwo. Ich celem było zabezpieczenie dziecka, podczas gdy firmą miał zarządzać np. najemny dyrektor. Notariusze sporządzali takie testamenty, nie zważając nawet na okoliczność, czy przedsiębiorstwo objęte było majątkiem wspólnym małżeńskim, czy nie i jakie skutki taki testament wywoływał. Nie badano, jakie przedsiębiorstwo miało zobowiązania, w jakiej było kondycji i z jakim ryzykiem gospodarczym wiązało się prowadzenie firmy – mówi Łukasz Martyniec z Kancelarii Sukcesyjnej sp. z o.o. – Problem polega na tym, że tak sporządzony testament nie zabezpieczał dziecka. Wprost przeciwnie. Stawiał małoletniego spadkobiercę czy zapisobiercę windykacyjnego i jego opiekunów prawnych w bardzo trudnej sytuacji. Mało kto na etapie formułowania testamentu zwracał uwagę, że dziecko nie było gotowe do faktycznego podjęcia zarządzania w firmie. Obowiązują przecież przepisy o przyjęciu spadku i pieczy nad majątkiem małoletniego, które w wielu sytuacjach faktycznie uniemożliwią kontynuację firmy w oparciu o majątek dziecka, sprzedaż składników przedsiębiorstwa czy zaciąganie zobowiązań w toku prowadzenia działalności. Dotyczy to zarówno poprzedniego, jak i obecnego stanu prawnego. Przecież jeśli testator w chwili sporządzania testamentu nie miał sukcesora, który byłby potencjalnie gotowy krótko po sporządzeniu testamentu do przejęcia odpowiedzialności za firmę – dobrze działające przedsiębiorstwo mogłoby w szybkim tempie stać się masą upadłościową. Wystarczy, że bank nie chciałby zaczekać z odnowieniem kredytu obrotowego na zgodę sądu rodzinnego albo że instytucja finansująca wypowiedziałaby umowę dotacji z UE. Dysponowanie majątkiem małoletniego musiałoby odbywać się za zgodą sądu, co wyklucza szybkie reagowanie i sprawne podejmowanie decyzji – a jest to konieczne dla prowadzenia przedsiębiorstwa – dodaje Łukasz Martyniec. 

Podobne sposoby myślenia pojawiają się – jak widać – przy okazji rozważania sposobu zastosowania nowego prawa sukcesyjnego. – W większości sytuacji faktyczne powołanie zarządcy sukcesyjnego nawet w osobie dwudziestokilkulatka, który dopiero uczy się przejmowania odpowiedzialności za firmę, jest nieporozumieniem. Tym bardziej zatem pomysły powoływania osoby, która za pięć lat stanie się pełnoletnia, bo przedsiębiorca zaplanował, że w ciągu tego czasu nie umrze, są nietrafione. Firma rodzinna powinna znajdować się na dojrzałym etapie sukcesji, aby można było liczyć na to, że nagła sukcesja się powiedzie. Jeśli nie mamy w rodzinie nikogo, kto w razie śmierci właściciela firmy przejąłby za nią odpowiedzialność – lepiej jest na tym etapie przygotować się do sprzedaży lub likwidacji firmy, a dopiero po kilku latach w taki sposób zmienić plan sukcesji i wskazanie zarządcy sukcesyjnego, aby doprowadzić do sukcesji firmy. Formalna możliwość powołania osoby nieprzygotowanej i nieodpowiedzialnej nie wystarczy, żeby w sposób racjonalny z niej korzystać – uważa r. pr. Paweł Rataj. 

  • MIKROPRZEDSIĘBIORCY W LICZBACH (Źródło: CEIDG )
    • 2 000 000 aktywnych firm są w bazie CEIDG
    • 300 000 firm w bazie CEIDG stanowią spółki cywilne
    • 228 000 przedsiębiorców ukończyło 65 lat
    • 80% przedsiębiorców wybiera firmę jednoosobową 
    • 36% to firmy rodzinne
    • 800 firm jest co miesiąc wykreślanych z bazy CEIDG z powodu śmierci właściciela
    • ponad 30% PKB generują mikroprzedsiębiorstwa

Wiedza zarządcy to podstawa

– W naszej praktyce zauważamy, że przedsiębiorcy prowadzący działalność gospodarczą na znaczącą skalę jako pierwsi zadbali o wpisanie zarządców sukcesyjnych do CEIDG. W rejestrze jako zarządcy sukcesyjni figurują więc albo potencjalni sukcesorzy – zwykle dorosłe dzieci przedsiębiorcy, albo osoby mający wiedzę o firmie, takie jak dyrektor generalny czy główny księgowy – podkreśla mec. Katarzyna Kaczmarzyk, radca prawny z kancelarii PwC Legal. W jej opinii to jest bardzo dobre rozwiązanie dla większych podmiotów, a wręcz wskazane ze względu na reputację firmy.