Nie ma nic dobrego w wojnie. Z wyjątkiem jej końca

0
Fot. Archiwum Edyty Urbanowicz

Ewa Urbanowicz
radca prawny, rzecznik prasowy OIRP w Lublinie

Jesteśmy świadkami, jak z dnia na dzień zmienia się rzeczywistość, którą znamy. Wojna. Odejście od stanu pokoju między dwoma państwami i przejście do zorganizowanej walki. Napaść zbrojna. Agresja. Działania wojenne Rosji przeciwko Ukrainie bez wątpienia nie spełniają żadnych przesłanek prawnych co do możliwości prowadzenia wojny. Są jednoznacznie bezprawne.

Od 24 lutego pomagamy, jak możemy, wciąż mając nadzieję, że wojna będzie toczona zgodnie z tzw. prawem wojennym – zbiorem norm prawa międzynarodowego, którego celem jest humanitaryzacja środków prowadzenia wojny i łagodzenie jej skutków. Każdego dnia przekonujemy się, jak dalece rzeczywistość odbiega od naszych oczekiwań. Nie możemy oderwać się od telefonów, wiadomości w internecie. Na portalach społecznościowych jesteśmy zalewani niezliczonymi filmikami i memami o wojnie. Boimy się i martwimy o przyszłość. Ale jedno jest pewne w tych niepewnych czasach. Wojnę medialną zdecydowanie wygrywa Ukraina. Tylko trzeba korzystać ze sprawdzonych i wiarygodnych mediów.

Już od pierwszego dnia pojawiło się sporo nieścisłych lub nieprawdziwych informacji. Komunikaty, które przedstawiają media rosyjskie, to propaganda w najczystszej postaci. W nagraniu z 27 lutego przywódca Ługańskiej Republiki Narodowej opowiada: „Witają nas jak wyzwolicieli. Uśmiech, radość, ludzie nie mogą ukryć łez i radości”. Dodaje, że zarówno starsi, jak i młodsi mieszkańcy Ukrainy cieszą się, że Rosjanie wreszcie wrócili, a „ukraińscy nacjonaliści uciekają”. Czy ktoś jeszcze wierzy, że Putin walczy z „nazistami i narkomanami” i dlatego bombarduje domy, szkoły i placówki zdrowia oraz każe strzelać do cywilów? Może niektórzy Rosjanie, a i tych wierzących w Putina jest coraz mniej.

Każdego dnia widzimy, jak świat odwraca się od Rosji. Obserwujemy bohaterskiego prezydenta Ukrainy, który nie chce opuścić Kijowa. „Potrzebuję amunicji, nie podwózki” – odpowiedział na amerykańską propozycję opuszczenia Ukrainy. Te słowa już przeszły do historii.

Co więcej, Ukraina uruchomiła infolinię dla rodzin rosyjskich żołnierzy. W miastach do niewoli trafiają młodzi mężczyźni z poboru, którzy nawet nie mieli świadomości, że zostali wysłani na wojnę. Na infolinię dzwonią rosyjskie matki, które również nie miały o tym pojęcia. „Mamo, zabierz mnie stąd. Zabijamy tu cywilów”–to słowa rosyjskiego żołnierza. Władze Ukrainy zapowiedziały, że oddadzą matkom ich synów, ale muszą po nich przyjechać do Kijowa. Ukraińskie Ministerstwo Obrony uruchomiło nawet portal, na którym publikowane są zdjęcia rosyjskich jeńców, żeby szybciej i łatwiej mogli zostać odnalezieni przez swoje rodziny. I może to również rodzaj pewnej propagandy, ukraińskie public relations, ale bardzo wzrusza. Pokazuje prawdziwe człowieczeństwo walczących w obronie swojego kraju obywateli Ukrainy.

To chyba pierwsza taka wojna, którą możemy śledzić w mediach niemal minuta po minucie. Prezydent Ukrainy w swoich wystąpieniach zarówno publicznych, jak i prywatnych sprawił, że cały świat uwierzył, iż można się przeciwstawić Putinowi. Ale obecnie, w dacie powstania tego felietonu, wojna nadal trwa. Rosja łamie wszelkie przepisy międzynarodowego prawa wojennego, a Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze już wszczął śledztwo w tej sprawie. Jak powiedział John F. Kennedy, „ludzkość musi położyć kres wojnie, bo inaczej wojna położy kres ludzkości”. Obyśmy jak najszybciej doczekali jej końca.