O ekonomii sankcji

0
Fot. Adobe Stock

Nie muszę tłumaczyć, że nasza pamięć na zawsze została już naznaczona wojną, jaka trwa tuż przy polskiej granicy. Poza stratami ludzkimi każdy konflikt zbrojny prowadzi państwo, które zostało nim dotknięte, do utraty bogactwa. Czy jednak agresor może zostać „ukarany” przez społeczność międzynarodową w drodze nałożonych na niego sankcji? Czy sankcje gospodarcze mogą wpłynąć na zmianę jego postępowania?

Jarosław Bełdowski
prezes Zarządu Polskiego Stowarzyszenia Ekonomicznej Analizy Prawa, pracownik naukowy Szkoły Głównej Handlowej

Zacznijmy jednak od obalenia mitu, że wojna może przynieść pozytywne skutki gospodarcze dla państwa, na którego terenie się toczy (przyjmijmy, że nie otrzyma ono w przyszłości reparacji wojennych). Najczęściej w ekonomii używa się do tego przykładu z wybitą szybą w piekarni. Właściciel będzie musiał zamówić u szklarza jej wprawienie (to nieuniknione, by kontynuować działalność gospodarczą), a to przecież przyczyni się do pobudzenia gospodarki, ponieważ szklarz będzie musiał zamówić szkło w hucie, otrzyma wynagrodzenie i pewnie je wyda na konsumpcję lub inwestycje. Nic bardziej mylnego. Z tym mitem już dawno temu rozprawił się wielki ekonomista francuski Frédéric Bastiat (1801–1850). Wskazał on bowiem, że w tejże sytuacji nie dostrzega się tego, co jest niewidoczne, tzn. że „piekarz” mógłby wydać swoje pieniądze w inny sposób niż na wprawienie wybitej szyby i w ten sposób także pobudzić gospodarkę. Można by też powiedzieć, że gdyby mit rozbitej szyby był prawdziwy, to jednym z najskuteczniejszych sposobów na pobudzenie wzrostu gospodarczego kraju byłoby toczenie na jego terenie wojny, co jest niedorzeczne.

Skupmy się jednak na sankcjach gospodarczych, które mogą zostać nałożone na agresora, i ich skuteczności.
W mediach niemal codziennie dowiadujemy się, że pojawiają się coraz to nowe propozycje. Wiemy, że niektóre z banków rosyjskich i białoruskich wykluczone zostały między innymi z międzynarodowego systemu rozliczeń międzybankowych (SWIFT), a także że zakazane jest udzielanie kredytów przez banki dla osób i firm objętych sankcjami. Zasadniczo wiodącą rolę w tych działaniach mają Stany Zjednoczone i Unia Europejska. Historia sankcji gospodarczych nakładanych w ostatnich 50 latach jednak uczy, że nie tak wcale łatwo wymusić zmianę postępowania agresora. Zresztą bardzo trudno też wskazać, czy zmiana takiego postępowania wynika wprost z nałożonych sankcji, czy też innych czynników.

Jednakże skuteczność sankcji w nowożytnej historii udało się tak naprawdę tylko raz pozytywnie zweryfikować. Chodzi o rok 1956 r., kiedy rząd egipski dokonał nacjonalizacji Kanału Sueskiego, co spotkało się z gwałtowną reakcją francuską i brytyjską. Zapowiedź jednak pozbycia się przez Stany Zjednoczone obligacji rozliczanych w funcie brytyjskim, a także zablokowania dostępu do kredytów z Międzynarodowego Funduszu Walutowego szybko wyperswadowała Wielkiej Brytanii i Francji przeprowadzenie akcji zbrojnej mającej na celu przywrócenie dawnego porządku. „Kłótnia” ta miała jednak miejsce w rodzinie krajów zachodnich.

Warto więc nie popadać w entuzjazm, że to, co się dzieje obecnie, będzie skuteczne w krótkim terminie. Dyktatury mają bowiem wielką zdolność do trwania. Należy się więc skupić na własnym podwórku. Konia z rzędem temu, kto wskaże w Kodeksie karnym sankcję karną dla tego, kto złamie sankcję w Polsce. Unia Europejska nie ma tu nic do tego, bo prawo karne jest domeną ustawodawcy krajowego. Może więc lepiej zastanówmy się, jaka jest kara za naruszenie w Polsce sankcji gospodarczych. Ostracyzm nie zawsze jest skuteczną formą dyscyplinującą postępowanie.

PS Jeszcze parę tygodni temu postanowiłem, że uczczę rocznicę 200. wydania „Radcy Prawnego” podsumowaniem tekstów, które miałem okazję opublikować na jego łamach. Ten tekst będzie musiał jednak poczekać. Gratuluję Redakcji i czekam na następne jubileusze!