SĘDZIOWIE LUDOWI 2.0

0
Online internet auction. Gavel on laptop. 3d

Pojawił się kolejny projekt dotyczący tzw. sędziów pokoju.

Maciej
Bobrowicz

-Prezes Krajowej Rady Radców Prawnych w latach 2007–2010, 2010–2013 i 2016–2020

Sędziowie pokoju wybierani będą w wyborach powszechnych. Wyobraźmy sobie zatem te wybory. Co napiszą w swoich ulotkach? Jak będzie wyglądał billboard wyborczy przyszłego sędziego? „Jak mnie wybierzecie, będę bardziej sprawiedliwy”? „U mnie szybciej uzyskasz wyrok” – tak będzie brzmiał motyw kampanii wyborczej jakiegoś przyszłego sędziego pokoju? Czy też wzorem billboardów partii politycznych kandydat pokaże się w pełnej krasie, a pod jego wizerunkiem pojawi się jakiś szlagwort, np. „TWÓJ SĘDZIA POKOJU”, ewentualnie subtelne „WYBIERZ MNIE”. Ciekawe, co będą obiecywać na spotkaniach ze swoimi wyborcami kandydaci. Będą krytykować powolne funkcjonowanie sądów? Zapewne. Bo na ich tle obietnica szybkiego i sprawiedliwego wyroku wygląda nieźle… Powiedzą: „Precz z zawiłymi procedurami, u mnie będzie prosto i zrozumiale – nie tak jak u kasty”.
A może będą opowiadać swoje życiorysy: „Ukończyłem uniwersytet, teraz pracuję w urzędzie gminy – zawsze pasjonowało mnie prawo i chciałem być sędzią”. Albo może tak: „Prawnikiem jestem co prawda od niedawna, ale nie mogę patrzeć na to, co wyrabia się w sądach, i mam odpowiednią wiedzę, by być sędzią”.

A jak to wszystko zweryfikują wyborcy? „Ten młody wydaje się sympatyczny, a ten stary pryk niech idzie
w odstawkę”? Ich wiedzy i przygotowania prawniczego przecież nie ocenią. Nie są w stanie. Więc albo zobaczą zdjęcie
i powiedzą: „Wygląda sympatycznie”, albo polegać będą na rekomendacjach innych. Zobaczą tego, który będzie udzielał wywiadów w telewizji i którego będą rekomendować ich ulubieni politycy. Ktoś powie, że to normalne, że na tym polegają wybory. Ja powiem: może na radnych i posłów tak, ale nie na kogoś, kto może innego człowieka wpakować do więzienia na trzy miesiące.

À propos trzech miesięcy pozbawienia wolności – skąd ci przyszli sędziowie, pracując w gminach czy zajmując się na co dzień egzekucją roszczeń swojego klienta, czy też pisząc zarządzenia w „ważnym urzędzie”, posiądą wiedzę na temat zawiłej i skomplikowanej procedury cywilnej i karnej. Radcowie prawni i adwokaci z tego zakresu zdają egzamin… Tymczasem sędziowie pokoju nie muszą zdawać egzaminu, a zakres tej samej wiedzy znać muszą. Ale jak będzie trzeba, „to sobie przeczytają” oba kodeksy? W końcu to tylko kilka godzin czytania. Albo pojadą na szkolenie. Szkolenie – świetny pomysł sprawdzony historycznie przez Polskę Ludową w formie tzw. szkoły Duracza. Wtedy stwierdzono, że „sądownictwo należy »zdemokratyzować«”. Pierwszy kurs trwał sześć miesięcy, potem przedłużono go do 15! Wystarczyło mieć wykształcenie licealne… Wyobrażam sobie taką oto scenę: „Pełnomocnik profesjonalny: »na podstawie art. […] w związku z art. […] i art. […] wnoszę o…«. Sędzia pokoju: »???«. Zarządzi przerwę i doczyta w komentarzu? Zadzwoni do kolegi radcy prawnego?”.

A co znajdziemy w uzasadnieniu projektu? Niewiele. Zaledwie kilka zdań, reszta bowiem uzasadnienia to historyczny opis instytucji sędziego pokoju i zagadnienia jej zgodności z konstytucją: „Wprowadzenie instytucji sędziów pokoju w proponowanym kształcie pozwoli na istotne ograniczenie obciążenia sądów powszechnych
w zakresie spraw mniejszej wagi. W chwili obecnej sądy te są obciążone licznymi drobnymi sprawami, co przyczynia się do przewlekłości wszystkich prowadzonych postępowań”, a także „projektowane rozwiązania przygotowano, mając na względzie nie tylko postulaty reformy sądownictwa i częściowej jego »demokratyzacji«…”.

Postawiono więc tezę (danych statystycznych brak, więc zweryfikować nie można), że drobne sprawy są powodem przewlekłości wymiaru sprawiedliwości. Jeśli je zatem (co jest proste) wyrzucimy z sądów rejonowych i zajmą się nimi sędziowie pokoju, to będzie szybciej. Po pierwsze – nie będzie, bo od 90% wyroków będą odwołania, więc sprawy i tak trafią do sędziów rejonowych. Po drugie – czy zamiast budować nową infrastrukturę z dyrektorami
i pracownikami sądów pokoju, nie lepiej powołać taką samą liczbę sędziów rejonowych, a zamiast płacić pracownikom sądów pokoju, przeznaczyć te pieniądze na wynagrodzenia dla asystentów sędziów?

Niestety na to, że sędziowie pokoju uzdrowią wymiar sprawiedliwości, dowodów brak.