Analfabeci

0

Spotkanie „organizacyjne” uczestników konferencji na Teams.
Jeden z uczestników, znany profesor: „Słuchajcie, biorę udział w tak wielu spotkaniach, że nie nadążam notować, chcę nagrać nasze spotkanie, dyktafon mi to transkrybuje i podsumuje”. Na nikim nie zrobiło to wrażenia, wiadomo – profesor… używa staroświeckiego dyktafonu. Ale wiem, że to raczej pasjonat nowych technologii,
więc z ciekawości sprawdzam… I to sprowokowało mnie do napisania felietonu.

Prezes Krajowej Rady Radców
Prawnych w latach 2007–2010,
2010–2013 i 2016–2020

To wcale nie dyktafon. To urządzenie do nagrywania wielkości i grubości karty kredytowej, a cała magia dzieje się dopiero w aplikacji. Transkrybuje, tłumaczy z ponad 100 języków, podsumowuje na dziesiątki sposobów w zależności od oczekiwań (nawet w formie tzw. map myśli). Wszystko przy udziale wybranego modelu AI, z którym możesz porozmawiać o tym, co się wydarzyło na spotkaniu, poprosić o sugestie i konkluzje. To nie jest dyktafon, tak jak smartfony nie są dziś telefonami. Transkrypcja zamienia mowę w tekst. Tłumaczenie pozwala pracować w wielu językach. Algorytmy próbują przypisać wypowiedzi do konkretnych uczestników spotkania. System generuje podsumowanie według wybranego schematu: decyzje, ustalenia, zadania. Można przeszukiwać rozmowy po słowach kluczowych, analizować przebieg spotkania. Urządzenie w ręku jest tylko terminalem. Prawdziwa jego wartość to AI w aplikacji. Przesłałem linki do filmów na YouTube pokazujących działanie tego urządzenia dwóm klientom, o których wiem, że spędzają wiele czasu na spotkaniach biznesowych. Jeden z nich nie otworzył filmów, bo… „Wiesz… nie mam czasu”; drugi odpisał: „Macieju, nie potrzebuję dyktafonu, miałem kilka lat temu i się nie sprawdził”. Niczego nie zrozumiał…

Według różnych raportów rynkowych w Polsce średni czas oczekiwania do lekarza specjalisty liczony jest w miesiącach, a nawet latach. Jeden z moich znajomych ma wyznaczony termin wizyty za trzy lata. Nawet gdy za te trzy lata (jeśli dożyje) wejdzie do gabinetu, spędzi tam niewiele czasu. Wizyta często trwa kilka minut: „Pokaż pan, co tam masz pan za papiery”, lekarz zadaje kilka pytań i wizyta się kończy. Model, który przez dekady był uznawany za standard, dziś nie działa. Świat się zmienił, ale system nie…

Włączmy wyobraźnię: pacjent rozmawia z lekarzem przez Teams czy Zoom. Lekarz ma online dostęp do wyników badań, ale i zapisu danych o śnie, tętnie, zmienności rytmu serca, poziomie stresu, aktywności, wydolności, które są w specjalnej aplikacji, zmierzone przez wysokiej klasy smartwatch. Z kolei aplikacja pobiera wyniki badań lekarskich od operatora medycznego. To już nie jest ciekawostka technologiczna, to się dzieje; zarówno smartwatch, jak i aplikacja dostępna jest w Polsce (dostęp do dokumentacji medycznej niestety funkcjonuje na razie tylko w USA).

Korzyść? Zamiast jednorazowej „fotografii” zdrowia z dnia wizyty lekarz dostaje „film” – zapis tygodni, miesięcy, a nawet lat. Może zobaczyć trendy, odchylenia, reakcje organizmu na stres czy wysiłek.

Budzisz się w nocy i nie możesz zasnąć. Już po tygodniu masz wizytę u lekarza rodzinnego, a po kilku minutach rozmowy dostajesz „pigułkę na sen”. Albo budzisz się o trzeciej w nocy i możesz rozmawiać nawet przez godzinę ze swoim „asystentem zdrowia AI we wspomnianej aplikacji”. Dostajesz o tej nocnej porze kilka propozycji dopasowanych do ciebie i twojego stylu życia.

Firma, która uruchomiła tę innowacyjną aplikację zdrowotną, wprowadza jednocześnie na rynek dostępną cenowo opaskę na rękę. Ale to nie „opaska”, lecz zestaw czujników pobierających dane. Najważniejszą rolę odgrywa aplikacja zdrowotna z wbudowanym AI – asystentem zdrowia. Taki asystent potrafi dane interpretować: wykrywać nieprawidłowości, wskazywać potencjalne ryzyka, sugerować zmiany stylu życia, a nawet przygotowywać syntetyczne raporty dla lekarza przed wizytą. Kiedy powiedziałem o tym znajomym lekarzom, spojrzeli na mnie z wyrazem politowania.

Te przykłady pokazują coś znacznie głębszego. Świat się zmienia, a my próbujemy opisywać nowe zjawiska starymi pojęciami. Mówimy „zegarek”, „opaska”, „dyktafon”, bo to są słowa, które znamy. Problem w tym, że przestają one opisywać rzeczywistość. Problem w tym, że tego nie dostrzegamy.

Być może największym wyzwaniem naszych czasów nie jest nadmiar technologii, lecz niedobór zrozumienia. Bo jak trafnie ujął to kiedyś Alvin Toffler: „Analfabetami XXI wieku nie będą ci, którzy nie potrafią czytać i pisać, lecz ci, którzy nie potrafią się uczyć, oduczać i uczyć na nowo”.