Radca prawny i social media

0

Obecność radcy prawnego w internecie pomału staje się oczywista i naturalna. Ale przecież sieć to nie tylko posiadanie strony internetowej czy wizytówki w Google. Jej wartą uwagi warstwą są miejsca umożliwiające większą interakcję z odbiorcami – a więc media społecznościowe. Przyjrzyjmy się im i możliwościom, jakie nam oferują.

Tomasz Palak

radca prawny, prelegent, autor artykułów na http://tomaszpalak.pl/ i w prasie. Pięciokrotnie na podium konferencji I love marketing, występował również na Infoshare, TEDx Fuckup Nights i licznych innych wydarzeniach. Wykładowca WSB, WSAiB, WSEI i UTH

Fot. Grzegorz Giziński

Zapewne nazwy takich miejsc jak LinkedIn czy Facebook kojarzą się sporej części czytających ten artykuł, ale – właśnie dlatego – zostawmy je na później. Proponuję rozpocząć od miejsc mniej oczywistych – Clubhouse, TikTok, Steemit czy Quora.

Clubhouse

To ostatnio modne miejsce wśród polskiego świata marketingu – bardzo zatem możliwe, że jak zwykle wkrótce przejdzie do pozostałych internautów. Na razie platforma jest dość zamknięta – po pierwsze, aby z niej korzystać, trzeba zostać zaproszonym, a po drugie jest dostępna tylko dla posiadaczy sprzętu Apple. Pewnie działa efekt elitarności, ale po otworzeniu dla szerszego grona będzie chętnie słuchana.

Tak, słuchana. Platforma polega bowiem na udostępnianiu „pokojów” i możliwości ich odwiedzania. A w tych pokojach toczą się rozmowy, ewentualnie można dopytywać. Z punktu widzenia radcy prawnego to jedno z łatwiejszych rozwiązań – nie wymaga tworzenia treści postów, ładnej grafiki itp. Po prostu w odpowiednim czasie mówimy do telefonu tak, jak tłumaczylibyśmy coś klientowi.

Różnica? Tych odbiorców może być naraz kilkuset. A my budujemy swoją pozycję ekspercką i rozpoznawalność.

 TikTok

Jeśli w ogóle o nim słyszeliście, to pewnie w kontekście „głupich filmików dla nastolatków”. Ale to tylko część tematyki tej platformy. Nieraz jednak doceniane są tam treści bardziej wartościowe – na przykład profil pewnego dentysty, HR-owców czy coraz częściej właśnie prawników. Może warto być obecnym tam, gdzie wciąż nie ma ich wielu.

Poza tym warto pamiętać, że czas płynie. Obecni siedemnastolatkowie za kilka lat też mogą potrzebować pomocy prawnej i może warto, aby kojarzyli nas jak najwcześniej. Do mnie nadal odzywają się jako klienci uczniowie, którym gościnnie kiedyś poprowadziłem lekcje w liceach.

Sama platforma polega na tworzeniu krótkich filmików – nieraz z muzyką czy napisami. To trochę wysiłku i specyficzny klimat (wyzwania, duety itp.), ale może okazać się wartą inwestycji czasu metodą dotarcia do nowych osób.

Quora

Tam prawnik powinien czuć się bezpieczniej – nadal jesteśmy poważni i budujemy swój wizerunek eksperta. Bez stereotypowych tiktokowych tańców i wygłupów, których – niesłusznie! – tak wielu radców się obawia. Na czym strona polega? Po prostu na tym, że ktoś może zadać jakiekolwiek pytanie, również z „naszego” zakresu. A każdy inny członek społeczności może odpowiedzieć i najlepsze odpowiedzi są lajkowane tak jak na innych portalach i stają się popularniejsze. Zatem Quora nie wymaga ciągłej dostępności, można odpowiadać na kilka pytań raz na jakiś czas. Można też w ogóle nie odpowiadać, tylko śledzić wątki.

Jednak to właśnie merytoryczne odpowiedzi sprawiają, że damy się zauważyć i skojarzyć z posiadaną wiedzą na konkretny temat. Zostaniemy więc przywołani do kolejnych zbliżonych pytań i ostatecznie, jeśli ktoś będzie miał potrzebę, skontaktuje się z nami indywidualnie. Czyli stanie się klientem.

Steemit

Na początek słowo, które wielu naszych kolegów może trochę odstraszyć – platforma oparta jest na blockchainie. Lepiej przestać obawiać się tego słowa – tym bardziej że absolutnie nie trzeba rozumieć „zaplecza” platformy, by z niej korzystać. Po prostu głosowanie powoduje wzrost wartości wrzuconej np. przez radcę zawartości i jego profilu.

Brzmi to znaczniej trudniej, niż przebiega w rzeczywistości. Blockchain i wypłaty kryptowalut w zasadzie są wtórne – na Steemit jest za to sporo osób zwłaszcza zainteresowanych nowymi technologiami i „obrażonych” na Facebooka. A więc takich, które docenią prawnika z wiedzą technologiczną, i takich, których nie da się wirtualnie spotkać gdzie indziej.

Sprawdzone rozwiązania

To wszystko jednak nowinki, inwestowanie w nie energii może wiązać się z określonym ryzykiem. Sam odwiedziłem każde z tych miejsc, ale tylko w części zdecydowałem się pozostać i raz na jakiś czas dodać coś od siebie. Omówmy zatem platformy, które są z nami nie od dziś.

Wielu z nas woli mówić, niż pisać. To też mniejsza inwestycja czasowa, nagrywać można, choćby wracając autem z biura. A jednak niewiele „live’ów” na tematy prawnicze jest na Instagramie. Podobnie jak mało jest ciekawych filmów.

Z kolei niewielką wartość merytoryczną mają nierzadko treści na YouTube. A przecież YouTube to druga po Google najpopularniejsza wyszukiwarka na świecie. A na Instagramie większość użytkowników spędza ponad pół godziny dziennie. Dlaczego nie miałbyś zmieścić się w tym okienku z czymś ciekawym i dać się poznać?

Twitter, LinkedIn, Facebook

Twitter to teoretycznie nie jest medium dla naszych rozwlekłych prawniczych wywodów. Niewielu prawników potrafi pisać na tyle zwięźle, aby zmieścić się w wymogach Twittera – kilkuset znakach. Za to tacy, którzy to umieją, trafiają do mediów. Bo to przecież właśnie polityków i dziennikarzy jest na polskim tak zwanym „ćwierkaczu” najwięcej.

A oni najpierw takiego radcę widzą, potem cytują, a w końcu zapraszają. Prawnik mówiący jasno i po ludzku nadal jest poszukiwanym i pożądanym specjalistą. Twitter to dobry pierwszy krok do obecności w mediach – czy raczej do przejścia z mediów społecznościowych do tradycyjnych.

Natomiast przewagi Linkedlna są dwie – po pierwsze „wymaga” poważnego wizerunku i takich treści, więc
w większości prawnicy czują się tam bezpiecznie. Po drugie widzimy statystyki popularności postów. Niestety nieraz mamy przekonanie, że te 100 osób to już niemal nasi klienci. Nie – to nasi znajomi, konkurenci i kilka „normalnych” osób, z których być może co dziesiąta nas w ogóle zapamięta i odezwie się w przypadku potrzeby prawnej.

A Facebook? Ludzie raczej najchętniej zadają pytania właśnie tam. W gronie znajomych lub w grupie osób, które mają problemy podobne do ich własnych. To właśnie tam możemy poczuć się swobodniej niż na „sztywnym”
LinkedInie. Dodatkowo jako prawnicy na Facebooku pokazujemy ludzką twarz, nie jesteśmy ludźmi w oficjalnym stroju, pozującymi do zdjęcia z założonymi rękami. Możemy pokazać się jako osoba sympatyczna, która potrafi zażartować. Klienci nieraz boją się radców prawnych i adwokatów. Nie bez powodu – wydajemy się im napuszeni, przemądrzali, mówiący niezrozumiałym żargonem.

Dlatego takie przełamanie pierwszych lodów z pewnością da przewagę – zwłaszcza jeśli zostaniemy poleceni przez kogoś znajomego. Często zdarza mi się to pod postami obcych osób, gdzie jestem oznaczany przez wspólnych znajomych. Jeszcze częściej na facebookowych grupach powiązanych z obsługiwanymi przeze mnie branżami.

Na koniec…

Jeśli na Quorze będziecie odpowiadać na zadawane pytania… będziecie kojarzeni jako osoba, która dobrze zna dany temat. Tak samo na Facebooku, LinkedInie i tak dalej. To niby proste, ale powoduje, że coraz częściej zaczną pojawiać się „polecenia” od nieznajomych. Dobrze znana poczta pantoflowa, tylko w wersji online. Potężniejszej.

Nowy Clubhouse, ekspercka Quora, popularny Facebook, błyskawiczny Twitter, niezagospodarowany Instagram, zaniedbany YouTube, przyszłościowy Steemit i szalony TikTok… A także zapomniany Snapchat i inne bardziej branżowe rozwiązania. Jest tego sporo, ale nie warto tracić okazji.

Nie trzeba być na każdym, zresztą samodzielnie by się chyba nie udało – to jednak sporo czasu, a klienci mogą nie docenić odkładania ich spraw kosztem nowego tweetu czy filmu na YouTube. A jednak odpuszczenie social mediów całkowicie może spowodować, że damy się wyprzedzić konkurencji.

Wobec przyrostu liczby prawników, a także po prostu przyrostu dostępnych w internecie informacji, coraz rzadziej liczy się wiedza, a coraz częściej sposób jej podania. Polecam rozważyć dopasowanie go również do poszczególnych social mediów – bardzo możliwe, że któreś okaże się po prostu ciekawe i wciągające. A pojawianie się tam okaże się nie tylko formą marketingu, ale po prostu przyjemnością.