Homo homini lupus (est)1

0

Dawno, dawno temu, w pewnym królestwie było tak wspaniale, jak tylko potrafią być wspaniałe królestwa z opowieści. W wielkich salach zamkowych często mówiono
o honorze, lojalności i wzajemnym szacunku. Rycerze prawa, odziani nie w zbroje,
lecz w togi, z dumą opowiadali o etyce, solidarności i koleżeństwie.
Brzmiało to pięknie, niemal jak morał z dobrej bajki. Ale, jak to w bajkach bywa,
nie wszystko było tak piękne, jak mogło się wydawać.

W środowisku zawodowym często i chętnie mówimy o wartościach. O etyce, solidarności zawodowej, koleżeństwie. Podczas konferencji, spotkań samorządowych czy oficjalnych wystąpień słowa te padają z łatwością, brzmią doniośle i budują obraz wspólnoty opartej na wzajemnym szacunku. W teorii tworzymy środowisko ludzi świadomych odpowiedzialności, którzy rozumieją wagę zaufania i lojalności, zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym. W praktyce jednak coraz częściej można odnieść wrażenie, że między słowami a działaniem rozciąga się ogromna przepaść.

Chociaż deklarujemy solidarność, rzadko potrafimy naprawdę cieszyć się z osiągnięć innych. Awans koleżanki, sukces kolegi, ciekawa inicjatywa czy nowe przedsięwzięcie – zamiast autentycznej i szczerej radości pojawia się uniesiona brew, a czasem ironiczny komentarz. Zamiast gratulacji – milczenie. A bywa i tak, że po chwili rozpoczyna się dyskusja o tym, „jak to się właściwie stało […]”. Jeszcze bardziej znamienne jest to, jak reagujemy na cudze potknięcia. Błędy innych przyciągają uwagę z zadziwiającą siłą. Nagle pojawia się zainteresowanie, współczucie, troska. W wypowiedzianych słowach wybrzmiewa życzliwość, lecz w spojrzeniu często czai się coś zupełnie innego – satysfakcja, że ktoś znalazł się w trudnej sytuacji.

Paradoks polega na tym, że jednocześnie bardzo lubimy mówić o wspólnocie i wspólnym działaniu. O tym, że powinniśmy się wspierać i stać za sobą murem. Deklarujemy solidarność samorządową, powołujemy się na wartości i zasady etyki zawodowej. Tyle że, gdy przychodzi moment, w którym można rzeczywiście kogoś wesprzeć – uśmiechnąć się, powiedzieć dobre słowo, publicznie stanąć w czyjejś obronie – zapada cisza. Albo, co gorsza, zaczyna się dyskretne przewracanie oczami. Nie brakuje też ironii wobec cudzych pomysłów. Inicjatywy koleżanek i kolegów bywają przyjmowane z pobłażliwym uśmiechem, jakby z góry skazane były na niepowodzenie. Zamiast spróbować pomóc, łatwiej powiedzieć: „to się nie uda”. Jeszcze łatwiej – skomentować za plecami.

Czasem przybieramy maskę przyjacielskości. Rozmawiamy serdecznie, deklarujemy wsparcie, zapewniamy o dobrej woli. A kilka godzin później w innym gronie ta sama rozmowa staje się przedmiotem żartów lub krytyki. Wtedy znikają deklaracje lojalności, pojawiają się za to chłodne oceny i opinie wypowiadane z zadziwiającą łatwością – tak różne od tych wcześniej deklarowanych. W efekcie coraz częściej można odnieść wrażenie, że hipokryzja i małostkowość stają się cichymi regułami przejmującymi stery naszych relacji.

Już starożytni dostrzegali tę ludzką skłonność. Łacińska sentencja homo homini lupus est – człowiek człowiekowi wilkiem – opisuje świat, w którym egoizm i brak zaufania prowadzą do nieustannej rywalizacji. W naszej bajkowej opowieści wilki nie zawsze mają kły. Czasem noszą eleganckie stroje, uśmiechają się uprzejmie i mówią o wartościach, które, gdy tylko zgasną światła wielkiej sali, nagle tracą na znaczeniu, niszczą wspólnotę. Tam, gdzie nie ma zaufania, trudno mówić o współpracy. Tam, gdzie sukces jednych budzi niechęć innych, znika motywacja do działania. A tam, gdzie słowa przestają mieć pokrycie w czynach, przestają mieć jakiekolwiek znaczenie.

W każdej bajce przychodzi jednak moment, w którym bohaterowie muszą spojrzeć prawdzie w oczy. Bo żadne królestwo nie przetrwa długo, jeśli jego mieszkańcy tylko mówią o wartościach, ale nie potrafią ich naprawdę praktykować.

Może więc warto czasem zadać sobie proste pytanie: czy naprawdę jesteśmy tacy, za jakich chcemy uchodzić? Czy solidarność, o której tak często mówimy, istnieje także wtedy, gdy nikt nie patrzy? Czy potrafimy szczerze pogratulować, wesprzeć, pomóc – bez ironii, bez kalkulacji, bez ukrytych intencji?

Bo ostatecznie nie jesteśmy tym, co deklarujemy. Nie jesteśmy nawet tym, co o sobie myślimy. Jesteśmy tym, co robimy. A nie tym, co mówimy, że robimy.

1 Homo homini lupus est (człowiek człowiekowi wilkiem) – łacińska sentencja oznaczająca, że ludzie potrafią być dla siebie nawzajem okrutni, drapieżni i wrodzy, niczym wilki. Hasło to spopularyzował filozof Thomas Hobbes, podkreślając egoizm i walkę wszystkich przeciw wszystkim w stanie naturalnym.