Usunąć bariery

0

Rozmowa z Mariuszem Haładyjem, radcą prawnym i wiceministrem w resorcie przedsiębiorczości i technologii

 

Jest pan z wykształcenia radcą prawnym, ale pracę zawodową zaczynał pan w kancelarii adwokackiej…

Wszystko zaczęło się od praktyki studenckiej w tejże kancelarii, która przerodziła się w pracę. Przez pewien czas pomagałem tam w obsłudze prawnej dużego podmiotu gospodarczego. Zanim odbyłem aplikację radcowską, rozpocząłem też aplikację prokuratorską.

Pracował pan wówczas w Najwyższej Izbie Kontroli, ale aplikacji prokuratorskiej ostatecznie pan nie ukończył. Dlaczego?

Mówiąc wprost, pracodawca oczekiwał ode mnie, że cały swój czas poświęcę aktywności na rzecz tej instytucji. Dlatego nie udało mi się połączyć obu zadań. Na aplikację radcowską zdecydowałem się dopiero po przejściu do ministerstwa finansów.

Pańska droga zawodowa jest jak dotąd związana z instytucjami państwowymi. Co pana pociąga w pracy w administracji rządowej?

Zdaję sobie sprawę z indywidualnych preferencji zawodowych każdego z nas. Jedni wolą pracę w korporacjach prawniczych, inni chcą pracować w mniejszych kancelariach czy wewnętrznej obsłudze prawnej podmiotów, a jeszcze inni zakładają i prowadzą własne kancelarie. Moją pasją jest praca w administracji publicznej. Już od czasu studiów chciałem tu pracować. Cieszę się, że mogę mieć jakiś wpływ na wycinek rzeczywistości. Lubię słuchać ludzi, a potem rozwiązywać ich problemy w sposób nie tylko jednostkowy, ale też systemowy. Jakkolwiek górnolotnie to może zabrzmieć, chciałbym, aby obywatele czuli się w Polsce dobrze i mieli poczucie, że państwo zajmuje się problemami, z którymi boryka się każdy z nas.

Od 2012 roku pełni pan funkcję wiceministra w kilku kolejnych rządach i ministerstwach. Co by pan uznał za osobisty sukces w swojej dotychczasowej działalności w administracji publicznej?

Mogę mówić nie tyle o swoich osiągnięciach, co o osiągnięciach zespołu osób, z którymi współpracowałem bądź nadal współpracuję. Na pewno są to ustawy deregulacyjne, które cyklicznie przygotowujemy i wdrażamy. Chodzi w nich przede wszystkim o usuwanie „punktowych” przeszkód w codziennym prowadzeniu biznesu. W tej kadencji taka ustawa weszła w życie 1 stycznia 2017 roku, kolejna jest w procesie legislacyjnym. Każda z nich znosi kilkadziesiąt barier prawnych. Takim deregulacyjnym przykładem jest też ustawa o skróceniu przechowywania akt pracowniczych z 50 do 10 lat czy pakiet portowy. Te regulacje nie zmieniają może fundamentów poszczególnych dziedzin prawa, ale niewątpliwie pomagają przedsiębiorcom w ich codziennym funkcjonowaniu. Usuwają bowiem problemy wskazywane nam przez nich samych.

Brałem też aktywny udział we wprowadzeniu do rządowego procesu legislacyjnego systemowych rozwiązań w zakresie ekonomicznej analizy prawa oraz konsultacji publicznych.

Wśród projektów o charakterze systemowym wymieniłbym nowelizację kodeksu postępowania cywilnego w zakresie mediacji gospodarczych czy też dużą, ubiegłoroczną nowelizację kodeksu postępowania administracyjnego. Ta ostatnia stworzyła ramy do bardziej partnerskich relacji między administracją i stronami postępowań, wprowadziła mechanizmy usprawniające to postępowanie oraz ucywilizowała kwestie związane z nakładaniem administracyjnych kar pieniężnych. Z kolei ostatnio parlament uchwalił niezwykle ważną dla biznesu systemową ustawę – Prawo przedsiębiorców. Jej celem jest określenie ram prawnych do prowadzenia działalności gospodarczej oraz podstawowych praw i gwarancji przedsiębiorców. Ma być swoistą kartą praw przedsiębiorcy. Wspólnym mianownikiem tych ustaw jest zmiana systemu wartości, na którym oparte są relacje organów administracji publicznej z biznesem.

W ramach tzw. pakietu wierzycielskiego zreformowaliśmy system udostępniania informacji gospodarczej stwarzając więcej narzędzi prawnych dla firm, które przed podpisaniem kontraktu chcą sprawdzić wiarygodność płatniczą potencjalnego kontrahenta. Pakiet ten zawiera ponadto rozwiązania usprawniające dochodzenie swoich praw wierzycielom od ich dłużników. Obecnie pracujemy też nad stworzeniem podstaw prawnych dla sukcesji firm rodzinnych prowadzonych na podstawie wpisu do CEIDG. Trzeba tu połączyć rozwiązania z zakresu m.in. prawa cywilnego, w tym spadkowego, administracyjnego czy podatkowego.

Prawo przedsiębiorców będzie stanowiło jeden z fundamentów „Konstytucji Biznesu”?

Zdecydowanie tak. Prawo przedsiębiorców będzie wpływało na interpretację, stosowanie i tworzenie prawa dotyczącego działalności gospodarczej, rozproszonego w różnych ustawach. Wykładnia będzie musiała uwzględniać wartości wyrażone w zasadach ogólnych. To przede wszystkim one tworzą z Prawa przedsiębiorców akt systemowy. W zakresie stosowania prawa, przedsiębiorcy będą korzystali z ochrony, jaką daje zastosowanie się do utrwalonej praktyki działania organów czy z objaśnień prawnych. Wreszcie, Prawo przedsiębiorców to pierwsza ustawa, która określa podstawowe zasady tworzenia prawa działalności gospodarczej. Chodzi głównie o to, by rzetelnie przeprowadzać ocenę skutki regulacji i nie wprowadzać nadmiernych obciążeń, zwłaszcza dla MSP. Na straży przestrzegania tych wszystkich reguł stał będzie rzecznik małych i średnich przedsiębiorców.

Parokrotnie w ostatnim czasie podkreślał pan, że prawo, jakie tworzycie w ramach „Konstytucji Biznesu” ma być napisane „prostym językiem”. Jest to w ogóle możliwe?

Tworząc na przykład Prawo przedsiębiorców, chyba nam się to udało. Wiele regulacji, które zostało tam zawartych, powstało na gruncie rozmów ze środowiskiem biznesowym. Mam jednak świadomość, że nie wszystko da się zapisać bardzo prostym językiem. Nade wszystko język aktów prawnych powinien być jednak możliwie precyzyjny i możliwie najmniej rozwlekły. Dlatego, przykładowo Prawo przedsiębiorców „zmieściliśmy” w kilkudziesięciu artykułach. W tym sensie ustawa ta oddaje ducha tzw. ustawy Wilczka. Ona również miała kilkadziesiąt artykułów i napisana była językiem zrozumiałym nie tylko dla prawników, a to do tej ustawy właśnie odwoływali się często sami przedsiębiorcy w rozmowach z nami.

W 2015 roku został pan wyróżniony tytułem Ambasadora Mediacji. Skąd u pana zainteresowanie tematyką pozasądowego rozstrzygania sporów gospodarczych?

Zacząłem zajmować się tym zagadnieniem w 2013 roku. Impuls, który skłonił mnie do większego zaangażowania się na rzecz promocji mediacji gospodarczych, wyszedł od samych przedsiębiorców podczas jednego ze spotkań w izbie gospodarczej w Poznaniu. Wtedy też w ministerstwie zaczęliśmy się temu zagadnieniu bliżej przyglądać i analizować możliwości zmian prawa. Dlatego też powołaliśmy wówczas zespół ekspertów. Efektem tej pracy była wspomniana nowelizacja kodeksu postępowania cywilnego.

Dlaczego mediacje gospodarcze, jako alternatywna forma rozwiązywania sporów nadal są przez przedstawicieli biznesu wykorzystywane stosunkowo rzadko?

Aby sytuacja uległa wyraźnej poprawie, potrzebna jest determinacja i jeszcze większe niż dotychczas zaangażowanie wszystkich interesariuszy. Na pewno trzeba podnosić świadomość prawników, sędziów i przedsiębiorców, co do korzyści, jakie wynikają z mediacji. W tym celu stworzyliśmy centra mediacji gospodarczych. Od kilku lat powstają one również przy okręgowych izbach radcowskich. Staramy się również docierać z informacjami o skuteczności mediacji do izb gospodarczych. Trzeba uświadamiać przedsiębiorcom, że ugody przedsądowe mają taki sam skutek prawny, co wyrok sądowy z pieczęcią państwową. Poza tym, mediacja gospodarcza jest dla mnie emanacją wolności działalności gospodarczej. Rozwiązujemy swój konflikt w majestacie prawa, ale bez konieczności angażowania do tego wymiaru sprawiedliwości albo przy minimalnym zaangażowaniu sądu. Dlatego nie tylko warto, ale i należy moim zdaniem korzystać z mediacji oraz zachęcać do niej.

Prawnicy skarżą się jednak na zbyt niskie stawki finansowe, które nie zachęcają do prowadzenia mediacji gospodarczych.

Przyznaję, że nie są one zbyt wysokie. Ale to nie jest dziś fundamentalny problem. Nie mamy póki co sytuacji, w której byłoby mniej mediatorów niż sporów, które mogliby rozstrzygać.

Co będzie, kiedy te proporcje ulegną odwróceniu?

Stawka jest zapisana w rozporządzeniu do ustawy. To oznacza, że stosunkowo łatwo można ją zmienić, gdyby zaistniała taka potrzeba.

30% firm rodzinnych działa w Polsce już od ponad 25 lat. Zbliża się moment przekazania ich w ręce kolejnego pokolenia. Większość nestorów nie zdaje sobie jednak sprawy, jak skomplikowany jest to proces. Ma im w tym pomóc przygotowana przez resort przedsiębiorczości i technologii ustawa o zarządzie sukcesyjnym. Jakie są jej główne założenia?

W ostatnich latach narasta problem sukcesji firm, ponieważ wielu ich właścicieli zaczynało swoją działalność na przełomie lat 80. i 90. Ich nagła śmierć może uniemożliwić kontynuację biznesu, który często jest dorobkiem życia nie tylko zmarłego, ale i jego najbliższych czy współpracowników. Dziś w momencie śmierci przedsiębiorcy wygasają umowy o pracę, co do zasady kontrakty handlowe, decyzje administracyjne, w tym koncesje i zezwolenia. Również dostęp do pieniędzy z firmowego konta bankowego jest zablokowany. Te kwestie rozwiązaliśmy na korzyść sukcesorów i uregulowaliśmy je we wspomnianej ustawie sukcesyjnej. Działalność „firmy w spadku” będzie można płynnie kontynuować aż do podziału spadku.

Jaką rolę będzie pełnił tzw. zarządca sukcesyjny?

W okresie przejściowym, czyli zanim dojdzie do formalnego przejęcia firmy przez spadkobiercę, będzie prowadził bieżącą działalność biznesową. Zarządca może, ale nie musi być prawnikiem. Najlepszym rozwiązaniem byłoby gdyby tę osobę wybrał właściciel firmy jeszcze za swojego życia, ustanawiając go jednocześnie prokurentem, bo taką możliwość dla przedsiębiorców działających na podstawie wpisu do CEIDG również właśnie tworzymy. To rozwiązanie najprostsze i zapewniające największą płynność działalności. Jeżeli jednak to nie nastąpi, i na taką okoliczność przewidzieliśmy rozwiązania. Wówczas to spadkobiercy lub małżonek będą mogli powołać zarządcę sukcesyjnego.

Jest to jedna z trudniejszych prawniczo naszych ustaw, ale i niezwykle pożądana ze społecznego i gospodarczego punktu widzenia.

Jakie działania legislacyjne zamierza pan podjąć w najbliższym czasie?

Kończymy pracę nad Pakietem MSP, który zawiera ok. 50 uproszczeń dla przedsiębiorców, głównie z zakresu prawa podatkowego i gospodarczego. Umożliwia m.in. zaliczanie do kosztów przedsiębiorcy wynagrodzenia jego małżonka, czy jednorazowe odliczenie straty. Trwa także dyskusja nad wprowadzeniem do polskiego porządku prawnego prostej spółki akcyjnej. Niebawem skierujemy do konsultacji projekt regulujący tę nowoczesną, elastyczną formę prawną, z której korzystać będą mogły m.in. firmy oparte na innowacjach.

Pracujemy także nad założeniami do projektu zmian przepisów dotyczących zatorów płatniczych. Opóźnienia w zapłacie i przedłużone nawet do 120 dni terminy płatności, to ciągle spory problem, zwłaszcza dla firm z sektora MSP. Dlatego poddamy pod dyskusję Zieloną Księgę, która dotyczy tego problemu i rozwiązań, które można rozważać – np. patrząc na inne kraje UE – by ograniczyć zatory. Zależy nam zwłaszcza na opinii biznesu i praktyków.

Innym istotnym wyzwaniem, przed jakim stoi resort przedsiębiorczości, jest reforma systemu zamówień publicznych. Tu z kolei przedstawimy niebawem założenia nowego prawa zamówień publicznych. Przypomnę, że w 2016 roku przeprowadziliśmy pierwszy etap zmian m.in. ograniczając „dyktat” kryterium ceny oraz problem tzw. firm teczek i handlu referencjami czy też wprowadzając tzw. klauzulę zatrudnieniową.

W Sejmie przed pierwszym czytaniem jest ustawa, która pozwoli firmom z sektora finansowego, jak i firmom z nimi współpracującym na sprawdzanie niekaralności zarówno pracowników, jak również osób przyjmowanych do pracy.

Ponadto na bieżąco rozmawiamy z przedsiębiorcami i ekspertami identyfikując kolejne obszary, które wymagają interwencji państwa. Wciąż jest sporo pracy do zrobienia, tym bardziej, że świat również nie stoi w miejscu.

Dziękuję za rozmowę.