Spółdzielniom grozi paraliż

0

Rozmowa z Mieczysławem Grodzkim,
prezesem zarządu Krajowej Rady Spółdzielczej.

Mieczysław Grodzki

Inżynier, doktor nauk społecznych, absolwent Politechniki Warszawskiej oraz Wyższej Szkoły Informatyki, Zarządzania i Administracji. Od wielu lat związany jest ze spółdzielczością: bankową, mieszkaniową i rzemieślniczą. Piastuje różne funkcje społeczne i spółdzielcze – jest m.in. przewodniczącym rady nadzorczej Banku Spółdzielczego w Piasecznie, przewodniczącym komisji spółdzielczej Business Centre Club, zastępcą przewodniczącego rady Mazowieckiej Okręgowej Izby Inżynierów Budownictwa.

W Ministerstwie Rozwoju i Technologii trwają prace nad nowelizacją pakietu ustaw regulujących funkcjonowanie spółdzielni mieszkaniowych. Jak ocenia pan projektowane zapisy?

Niestety w większości przypadków nie odpowiadają one potrzebom spółdzielni. Krajowa Rada Spółdzielcza zgłosiła do projektowanych rozwiązań wiele uwag, wymienię tylko niektóre. W projekcie pojawiło się np. wyłączenie stosowania przepisu, zgodnie z którym spółdzielnia może odmówić członkowi wglądu do umów zawieranych z osobami trzecimi, jeżeli naruszałoby to prawa tych osób, lub jeżeli istnieje uzasadniona obawa, że członek wykorzysta pozyskane informacje w celach sprzecznych z interesem spółdzielni i przez to wyrządzi jej znaczną szkodę. Chodzi m.in. o wszelkie umowy, które spółdzielnia zawiera
z firmami zewnętrznymi – np. z wykonawcami inwestycji, firmami świadczącymi usługi na rzecz spółdzielni, a także umowy o pracę. Za nieudostępnienie takich umów grozić ma odpowiedzialność karna.

Co to oznacza w praktyce?

W rezultacie nikt nie będzie chciał zawierać umów ze spółdzielniami mieszkaniowymi, skoro np. deweloper albo zarządca nieruchomości konkurujący ze spółdzielnią będzie mógł zwrócić się do jakiegokolwiek jej członka
o wydobycie ze spółdzielni wszystkich umów, które zawarła ona z osobami trzecimi, i poznać stawki, w oparciu o które świadczone są usługi na jej rzecz. Doprowadzi to do paraliżu w realizowanych przez spółdzielnie przetargach. Jeżeli zmiana ta wejdzie w życie, spółdzielnie mieszkaniowe – jako jedyny podmiot gospodarczy w kraju – zostaną pozbawione tajemnicy przedsiębiorstwa, która jest niezbędna dla niezakłóconego funkcjonowania.

Ustawodawca chce także, by spółdzielnie mieszkaniowe udostępniały informacje w internecie.

Spółdzielnie mieszkaniowe, dla których prowadzenie strony internetowej jest zbyt dużym obciążeniem finansowym albo których członkowie – z uwagi na ryzyko naruszenia tajemnicy prawnie chronionych – nie zamierzają udostępniać informacji, zmuszone będą prowadzić stronę internetową do czasu zmiany statutu. Sama jego zmiana jednak nie wystarczy, gdyż nie wywołuje ona skutków prawnych do czasu wpisania jej do Krajowego Rejestru Sądowego. W dodatku w projekcie nie ma wzmianki o zabezpieczaniu informacji dotyczących spółdzielni przed dostępem osób nieuprawnionych. Trudno znaleźć uzasadnienie dla udostępniania dokumentacji właścicielom lokali, którzy nie są członkami spółdzielni. Stanowi to zaprzeczenie idei członkostwa i narusza prawa korporacyjne członków, a także podstawowe standardy państwa prawa, w którym tajemnica przedsiębiorstwa stanowi warunek sine qua non prowadzenia działalności. Projektowane zapisy dyskryminują więc spółdzielnie mieszkaniowe względem innych podmiotów, co ewidentnie narusza konstytucyjną zasadę równości wobec prawa.

Projekt zakłada również, że członków zarządu zawsze,
z mocy ustawy, będzie powoływać walne zgromadzenie. Obecnie członków zarządu wybiera i odwołuje – stosownie do postanowień statutu – rada lub walne zgromadzenie. Rozwiązanie to stanowi przejaw samorządności i autonomii spółdzielczej i jest kontynuacją zapisu zawartego
w pierwszej w Polsce i jednej z pierwszych w Europie ustawie o spółdzielniach z 1920 r., która do dziś podawana jest na świecie za wzór dobrego prawa spółdzielczego. Podobnie jest z kadencyjnością zarządów, która powinna być pozostawiona decyzji samych członków, jak jest to teraz,
a nie narzucana z mocy ustawy.

Sporo zastrzeżeń jak na jeden projekt.

Wymieniam i tak tylko niektóre, bo przytoczenie wszystkich przekroczyłoby ramy wywiadu. W projekcie brak także kompleksowego rozwiązania problemu statusu prawnego budynków spółdzielczych posadowionych na gruncie o nieuregulowanym stanie prawnym, co od lat wywołuje negatywne skutki społeczne. Uniemożliwia bowiem zakładanie ksiąg wieczystych i zaciąganie kredytów hipotecznych przez osoby, które nabyły spółdzielcze własnościowe prawa do lokali w takich budynkach. Zastrzeżenia budzą też zapisy dotyczące zakresu czynności zwykłego zarządu oraz czynności przekraczających zakres zwykłego zarządu. Sparaliżują one efektywne zarządzanie spółdzielnią mieszkaniową, gdyż każda przebudowa – np. wykonanie otworu w ścianie nośnej, która jest częścią wspólną nieruchomości – będzie powodowała konieczność uzyskania zgody większości właścicieli.

Czy widzi pan konieczność prawnych zmian w odniesieniu do spółdzielni innych branż?

Oczywiście takie propozycje są na bieżąco zgłaszane. Część z nich dotyczy systemowych rozwiązań na poziomie prawodawstwa Unii Europejskiej. Uczestniczyliśmy w konsultacjach projektu Planu Strategicznego Wspólnej Polityki Rolnej na lata 2023–2027, postulując konieczność zabezpieczenia i zwiększenia środków na wsparcie dla spółdzielni rolniczych i wiejskich, uruchomienie wsparcia sektorowego w kluczowych obszarach produkcji i przetwórstwa w Polsce oraz ograniczenie biurokracji przy uzyskiwaniu przez spółdzielnie statusu organizacji producentów. Projektowane wsparcie jest nieproporcjonalne w stosunku do potrzeb, a poziom organizacji polskich rolników jest na tyle niski, że nie tylko nie pozwoli im skutecznie konkurować na europejskim rynku, ale zniweczy ich szanse na rozwój.

Drugim ważnym dokumentem konsultowanym w 2021 r. była unijna umowa partnerstwa dla realizacji Polityki Spójności, określająca, na co miałyby być przeznaczone środki finansowe uruchomione w ramach Polityki Spójności oraz Funduszu na rzecz Sprawiedliwej Transformacji. Zaproponowane przez nas rozwiązania mogłyby m.in. wesprzeć inwestycje w efektywność energetyczną spółdzielni mieszkaniowych i rozwijać tworzenie spółdzielni energetycznych. Podobny charakter miał konsultowany w ubiegłym roku Krajowy Plan Odbudowy, określający główne kierunki naprawy sytuacji gospodarczej w Polsce po kryzysie wywołanym przez COVID-19. Tu również apelowaliśmy m.in. o zwiększenie nakładów na rozwój małej bioenergetyki, wspieranie procesów termomodernizacyjnych w spółdzielniach mieszkaniowych oraz cyfryzacji i cyberbezpieczeństwa. Liczymy na to, że dla spółdzielni udostępnionych zostanie więcej atrakcyjnych programów europejskich.

Równolegle walczymy też o poprawę otoczenia prawnego, w którym dziś funkcjonują polskie spółdzielnie od lat poddawane dyskryminacji podatkowej i prawnej. Przykładem jest choćby estoński CIT dla spółek kapitałowych.
O rozszerzeniu tej ulgi podatkowej na spółdzielnie zapewniał minister finansów jeszcze na etapie przygotowań projektu. Niestety do tego nie doszło. Chcemy także, by rząd poddał ponownej analizie rozwiązania zaproponowane
w ustawie o CIT, gdyż wiele z nich nie tylko obciąża spółdzielnie, ale i przysparza im niepotrzebnej pracy. Choćby zwolnienia podatkowe na gospodarowanie zasobami mieszkaniowymi, które są ulgą pozorną. Inny przykład to podatek odprowadzany przez spółdzielcze instytucje finansowe od wsparcia, jakie jest im udzielane w ramach własnych instytucjonalnych systemów ochrony. Wymieniłem tylko kilka tego typu problemów.

Czy spółdzielni u nas przybywa, czy ubywa?

Obecnie działalność prowadzi ponad 9,1 tys. spółdzielni w 15 branżach. Od kilku lat obserwujemy wzrost liczby zakładanych spółdzielni socjalnych, których jest obecnie ponad 1,4 tys., oraz spółdzielczych grup producentów rolnych – których działa przeszło 700. Oczywiście założenie spółdzielni nie jest proste, szczególnie jeśli trzeba ją już na początku wyposażyć w odpowiednią bazę majątkową lub – jak w przypadku banku spółdzielczego – w kapitał gotówkowy w wysokości 5 mln euro i przejść złożoną procedurę licencyjną. Za największy sukces spółdzielczości polskiej uznaję jednak to, że liczba czynnie działających podmiotów spółdzielczych utrzymuje się od dłuższego czasu na stabilnym poziomie. Mówiąc wprost, podmioty te sprawdziły się w warunkach gospodarki rynkowej.

Można mówić o tradycji spółdzielczej w Polsce?

Spółdzielczość w Polsce ma bardzo silną tradycję, sięgającą początków XIX w. W tym roku obchodzimy 200. rocznicę zatwierdzenia przez władze carskie statutu Towarzystwa Rolniczego Hrubieszowskiego, założonego przez Stanisława Staszica. Uznaje się je za pierwszy na ziemiach polskich przykład gospodarowania opartego na zasadach spółdzielczych. Pierwsza polska ustawa spółdzielcza
z 1920 r. już ponad 100 lat temu ujęła w normy prawne dynamicznie rozwijający się w II RP ruch spółdzielczy. Do dziś stanowi ona wzór aktu prawnego, a obowiązująca definicja spółdzielni wzorowana jest właśnie na tej ustawie. Dzięki niej spółdzielnia stała się odrębnym od spółek handlowych typem gospodarczej osoby prawnej. Ta ustawa oparta była na zasadach roczdelskich wypracowanych w Anglii już w 1844 r. przez Sprawiedliwych Pionierów z Rochdale. Zasady te dały podstawę do wypracowania przez Międzynarodowy Związek Spółdzielczy siedmiu międzynarodowych zasad spółdzielczych: dobrowolnego i otwartego członkostwa, demokratycznej członkowskiej kontroli, ekonomicznego uczestnictwa członków, autonomii i niezależności, kształcenia, współpracy oraz troski
o społeczność lokalną.

Krótko po 1989 r. opinia publiczna postrzegała spółdzielnie przez pryzmat PRL. Czy dziś jest inaczej?

Oczywiście wizerunek spółdzielni uległ zmianie. Od czasów PRL dzieli nas już 30 lat, a więc na drogę zawodową zdążyło wkroczyć pokolenie ludzi, którzy nie pamiętają PRL i są wolni od kojarzenia spółdzielczości z komuną. Powiem więcej – po doświadczeniu kilku dziesięcioleci agresywnego liberalizmu demokratyczny model gospodarczy proponowany przez spółdzielczość stał się bardzo atrakcyjny. Wielu młodych ludzi decyduje się być spółdzielcami. Oczywiście mają większą szansę, gdy natrafiają na wsparcie ze strony państwa – tak jak w przypadku spółdzielni socjalnych, których głównym celem jest integracja osób zagrożonych wykluczeniem. Ale rozwija się też nurt alternatywny, niezależny od polityki państwa.

W jakich branżach spółdzielnie otwiera młode pokolenie?

Powstają np. kooperatywy spożywcze zakładane przez ludzi, którzy organizują sobie dostęp do zdrowej, ekologicznej żywności oraz jej dystrybucję, albo spółdzielnie freelancerów i artystów zapewniających sobie w ten sposób dostęp do zleceń, a przede wszystkim ubezpieczenie społeczne
i zdrowotne. Wiele tych młodych osób wprost odwołuje się do tradycji i zasad spółdzielczych. Widzimy to np. po zainteresowaniu zbiorami gromadzonymi przez prowadzone przez nas Muzeum Historii Spółdzielczości w Polsce, które często przeglądają młodzi uczeni. Takie postacie jak Edward Abramowski, Jan Wolski czy Franciszek Stefczyk są w jakiś sposób bliskie pokoleniu, które w dzisiejszych czasach także spotyka się z nierównością, biedą i brakiem szans na lepsze jutro. KRS stara się zachęcać do wspólnego działania już najmłodszych, m.in. poprzez wspieranie spółdzielni uczniowskich, które od ponad 100 lat są najlepszą szkołą demokratycznej przedsiębiorczości. Ostatnio we współpracy z Uniwersytetem Rzeszowskim i NBP nasz Spółdzielczy Instytut Badawczy organizował projekt edukacyjny „Bądź spółdzielcą w swojej szkole”, w którym
ok. 150 uczniów przedstawiało koncepcje spółdzielni uczniowskich, które chcieliby powołać. Mamy nadzieję, że młodzi spółdzielcy pozostaną wierni zasadom wzajemnej współpracy i samopomocy także i w dorosłym życiu.

Rozmawiała Agnieszka Niewińska