Zeznanie

0

Najwyższym nakazem etycznym lekarza jest dobro chorego – salus aegroti suprema lex esto. („Kodeks Etyki Lekarskiej”)

Przed obliczem składu sędziowskiego pojawił się elegancko ubrany starszy pan. Przewodniczący zaczął przesłuchanie od słów: Staje świadek, po czym odnotował jego dane.

Świadek zeznaje – rzucił do protokolantki.

– W połowie listopada ubiegłego roku, lekarz kardiolog zapisał mi nowe leki. Krótko potem wyjechałem na urlop i zaraz pierwszego dnia bardzo źle się poczułem. Nie wiązałem tego z lekami, choć właśnie zacząłem je stosować. Zawroty głowy, nieostre widzenie, ogólne osłabienie, niechęć do ruchu i brak apetytu. Jednym słowem czułem się źle. Dolegliwości te z czasem złagodniały. W grudniu przez 10 dni nie brałem tego leku i czułem się wręcz znakomicie. Ale po 10 dniach powróciłem do niego. Tabletkę wziąłem rano i znowu poczułem się źle, powróciły zawroty głowy i pozostałe dolegliwości. Kardiolog zmienił mi lek na inny. Było jeszcze gorzej. Zacząłem podejrzewać, że leki ujawniają inną chorobę, o której nie miałem pojęcia. Po konsultacjach z kardiologiem udałem się do znanego lekarza. Nie wykluczył, że jest to związane z lekiem, ale zlecił szczegółowe badania. Cierpliwie i szczegółowo narysował na kartce papieru moją głowę, kręgi szyjne, tętnice tłumacząc różne mechanizmy, które mogą dawać moje dolegliwości. Zaznaczył na rysunku drobnym kółeczkami ogniska niedokrwienne, które wykazał rezonans głowy sprzed dwóch lat.

– Proszę pokazać lekarzowi ten rysunek przy badaniu tętnic. On się na jego podstawie zorientuje, w czym rzecz. Moje recepcjonistki poumawiają panu terminy badań i wizyty u specjalistów.

Na początek pojechałem na USG tętnic szyjnych do znanego profesora G. Ktoś mi powiedział o nim, że wszystko, co mówi, to prawda.

Była ósma wieczorem, kiedy zostałem zaproszony do jego gabinetu. ·Szczupły, krótko ostrzyżony, ubrany w granatową koszulę rozpiętą pod szyją, siedział za biurkiem w wpatrzony w monitor komputera. Miał pociągłą twarz i charakterystyczne odstające uszy. Z drugiej strony gabinetu znajdowały się urządzenia medyczne. Wskazał mi krzesło.

Wyjąłem rysunek, który zgodnie z instrukcją miał zlustrować, o co w moim przypadku chodzi.

– Ja już wszystko wiem – powiedział i wstał.

– Proszę się nie gniewać, panie profesorze, ale gdyby zechciał pan chwilę jeszcze posłuchać, jaki mam problem – i zacząłem opowiadać o moich podejrzeniach, co do skutków ubocznych leku.

Usiadł. Widziałem rozdrażnienie w jego oczach.

Proszę pana – przerwał mi w pół zdania – To nie jest żaden skutek uboczny tych leków. Ja te leki zapisuje moim pacjentom – położył palec na rysunku leżącym na biurku.

– Pan ma dziury w mózgu. Rozumie pan? Ma pan wyżarte w mózgu dziury. Rozumie pan? – mówił coraz szybciej patrząc mi w oczy. – Pański mózg jest dziurawy jak ser szwajcarski, rozumie pan?

Wstał i z pasją mówił dalej.

To nie żaden skutek uboczny leków.

Serce biło mi gwałtowanie, w gardle poczułem strach.

– Dlaczego pan tak mówi? Skąd pan to wie? Przecież pan nawet nie widział moich wyników.

– Tu jest rysunek pańskiego lekarza. Tu są narysowane takie kółeczka. Każde takie kółeczko to mikro udar. To jest prawdopodobnie przyczyna pańskiego złego samopoczucia.

– Takie ogniska niedokrwienne ma w moim wieku większość populacji – broniłem się słabo.

– Naczytał się pan głupot w internecie.

– Nie!!! Wiem to od mojego lekarza neurologa.

– Niech pan to niego więcej nie chodzi. To są bzdury.

Wynik badania go zaskoczył. Był dobry. Nagle, w zupełnie innym nastroju, pożegnał mnie, życząc mi miłego dnia. Badanie trwało 5 minut. Cała wizyta 12 minut. Koszt 130 zł.

Co było dalej? – przewodniczący ponaglił świadka.

Całą noc nie spałem. Ogarniał mnie strach. W panice analizowałem słowa profesora. Następnego dnia w fatalnym nastroju pojechałem do neurologa i opowiedziałem mu całą historię. Był oburzony. Nie tylko formą, ale również postawioną na podstawie rysunku diagnozą.

– Takie niedokrwienne ogniska w mózgu ma większość populacji w pańskim wieku. Nie można ich nazywać mikro udarami. Udar w sensie medycznym to jest coś, co daje objawy. Pan nigdy nie miał najmniejszych objawów. Musiał pan trafić na zły dzień profesora. Nie powinien mówić takich rzeczy.

Moim zdaniem, lekarz powinien dawać pacjentowi nie tylko diagnozę. Powinien także dawać nadzieję. Nawet wtedy, gdy jej nie ma. I stosować w praktyce zasadę, „po pierwsze nie szkodzić”, która jest fundamentem tego zawodu. Profesor chyba o tym zapomniał.

– Ma pan jeszcze coś do dodania? – zapytał przewodniczący.

– Nie dziękuję.