Trzeba robić to, co się lubi

0

Rozmowa z Anną Sokalską, radcą prawnym z Wrocławia i pisarką fantasy

Bycie radcą prawnym wymaga ogromnej pracy – niektórzy mówią, że także powołania. To skąd jeszcze zaangażowanie literackie?

Wiedziałam, że chcę pisać, zanim podjęłam decyzję o wyborze kierunku studiów. Pierwsze teksty nawiązujące do koncepcji „Wieloświata” napisałam na przełomie gimnazjum i liceum, a ostatecznego wyboru, co zdawać na maturze, a więc i na jaki wydział startować, dokonałam de facto na rok przed maturą, rozważając jeszcze medycynę i informatykę. Prawo ma jednak pewne literackie elementy – nie chodzi tylko o konieczność intensywnego czytania i pisania, lecz o opisywanie obiektywnej rzeczywistości w mimo wszystko subiektywny sposób. Mówiąc odwrotnie, pisarz musi – tak jak pełnomocnik prowadzący sprawę – zbadać jej specyfikę, rozłożyć „bohaterów” na czynniki pierwsze i poznać ich motywacje, prześledzić ciąg zdarzeń precyzyjnie i z zachowaniem logiki. Jednocześnie ma za zadanie ugryźć temat od tej strony, która jest korzystna dla klienta, czy w przypadku literatury interesująca dla czytelnika. To mariaż barwnej retoryki i matematycznej precyzji. W przeciwnym razie efekty pracy pisarza czy prawnika posypią się i nie przyniosą spodziewanych efektów.

Radca prawny w świecie fantasy. To dwie zupełnie różne przestrzenie – przynajmniej tak to sobie wyobrażam. Uzupełniają się?

Świat fantastyczny jest intrygujący tylko wtedy, gdy swą szczegółowością i konsekwencją rządzących nim praw zbliża się do świata rzeczywistego. Jego twórca musi więc wykonać podwójną pracę – poznać nasze realia, a następnie zmienić czy nawet ulepszyć je w odpowiednich zakresach, przy czym alternatywa ta musi nadal pozostać sensowna. To niełatwe, ale warto – taki zmieniony świat dzięki innym możliwościom stwarza szansę na zaakcentowanie znanych nam problemów, spojrzenie na nie od innej strony, projekcję ich skutków, jakkolwiek wyolbrzymioną, to niepozbawioną refleksji. Oczywiście dla niejednego czytelnika takie zabiegi mogą być tylko zabawą, fabularnym fajerwerkiem, ale jeśli pisarz i odbiorca dzieła niejako dogadają się nad przekazywaną sobie historią, jeśli kod danej konwencji zostanie dobrze zrozumiany, to mogą odkryć wiele ciekawych spostrzeżeń, których być może nie zaoferowałaby literatura inna niż fantastyczna. Ponadto uważam, że w literaturze fantastycznej szersze jest pole interpretacji każdego czytelnika – każda książka zyskuje nieco inne znaczenie w zależności od swojego odbiorcy, jego płci, wieku, doświadczenia, poglądów; każdy dostrzeże coś innego, zrozumie to nieco inaczej, przefiltruje na swój sposób. A opowieści w dużej mierze zbudowane na bazie wyobraźni danego czytelnika są jeszcze bardziej plastyczne w swoim przekazie.

Pracę dyplomową pisała pani o psychologii motywacji. Żeby chcieć chcieć?

To, co nas napędza i z jakiego powodu, można przeanalizować na kilka sposobów. I pewnie żaden nie zagwarantuje nam poznania całej prawdy o nas samych. Skrawka tej wiedzy używam, aby budować wiarygodnych, wielowymiarowych bohaterów, których przeszłość wyposażyła w pewne cechy, kompleksy, dążenia, dzięki czemu ich działania na kartach książki nie pobrzmiewają fałszywymi nutami; są wiarygodni i za to możemy im kibicować (lub nie). Co mnie samą skłania do pisania, do opowiadania konkretnie takich, a nie innych historii? Nie zastanawiam się nad tym, bo nawet gdybym zdołała zbliżyć się do odpowiedzi, pewnie niewiele by to zmieniło. Piszę o tym, co mnie ciekawi. I co moim zdaniem może być ciekawe, a nawet rozwijające dla innych. Specjalnie staram się łączyć rozrywkę z tematyką, która jest dość trudna, bo dotyczy umierania, istoty duszy, fatum czy genezy zła – uniwersalnych wątków, na które staram się patrzeć przez pryzmat kultur, wierzeń i współczesności. Rozumiem, że nie każdemu się to spodoba – jedni uznają, że to przygodówka, inni, że prześlizgnięcie się po zbyt wielu wątkach naraz. Chciałabym, żeby „Opowieści z Wieloświata” poza przygodą w wykreowanym świecie skłoniły też do dalszych poszukiwań w naszej rzeczywistości, zgłębiania wartości, w których się wychowaliśmy, konfrontowania ich z poglądami z innych stron świata – czasem zaskakująco podobnymi.

Wiedźma. Dlaczego wiedźma?

Pierwszy tom „Opowieści z Wieloświata” w moim zamyśle musiał być najbardziej przystępny dla czytelników. Z jednej strony chciałam skonstruować ciekawą, choć nie za bardzo skomplikowaną fabułę, oraz dające się lubić, ale i nieco kontrowersyjne postaci, i za ich pośrednictwem przedstawić najbardziej podstawowe i niezbędne prawa rządzące „Wieloświatem”. Uznałam, że wprowadzanie naraz całej gamy różnorodnych bohaterów i niemalże „technicznych”, ocierających się nawet o fantastykę naukową mechanizmów „Wieloświata” byłoby bardzo zniechęcające – rozłożyłam ciężar informacji na kolejne tomy, tak aby nie umniejszać rozrywki, a w odpowiednich momentach odkrywać wraz z czytelnikami kolejne warstwy nieziemskich wymiarów i czyhające w nich niebezpieczeństwa. Historia wiedźmy była idealna, by otworzyć drzwi do „Wieloświata” – jej bohaterowie są wbrew pozorom umiarkowanie nierealni, ale dzięki nim poznajemy pierwszą, może nieco bardziej „anielską” stronę wieloświatowego medalu. W drugim tomie przedstawiam już mroczniejszą i bardziej pogańską odsłonę opisywanych wydarzeń. Nietrudno odgadnąć, że w części trzeciej dojdzie do ponurej konfrontacji obu tych elementów.

Słowianie przyszli ze wschodu. Wielu z nich poszło dalej. Tak powstawał „Wieloświat”?

Wieloświat składa się z materialnego świata żywych, przenikającego się z nim Międzyświata zamieszkanego przez niedawno zmarłe lub udręczone dusze oraz z Zaświata, niegdyś jednolitego, a następnie podzielonego na anielski i demoniczny. To z jednej strony koncepcja zbiegająca się z wierzeniami dawnych Słowian – jak choćby podział na Wyraj ptasi i wężowy czy istnienie duchów i przeróżnych demonów – a także czerpiąca z chrześcijańskich wierzeń. Zresztą jedne i drugie wpływały na siebie nawzajem, o czym najlepiej świadczy postać świętego Mikołaja (ale o tym więcej dopiero w trzecim tomie „Opowieści z Wieloświata”). Starałam się też sięgnąć dalej, do źródeł bijących być może na ziemiach Dalekiego Wschodu – niektóre idee czy opisywane demony pochodzą właśnie stamtąd. Chciałam stworzyć świat żywych i umarłych zarazem bliski nam, jak i uniwersalny w najważniejszych kwestiach. Mam nadzieję, że mi się udało.

Radca prawny dziś to nadal wielka szansa? Mówi się, że ludzi zastąpi internet. Czy to też fantasy?

Wszystko może być wielką szansą, jeśli włożymy w to wielkie starania. Mało co w życiu przychodzi za darmo lub bez wysiłku. Uważam, że nawet ten, kto wygra los na loterii, prędzej lub później zapłaci za to wysoką cenę – bogactwo i wygoda nie tylko rozleniwiają i frustrują brakiem kolejnych celów, lecz także potrafią upośledzić relacje międzyludzkie, skazić paradoksalnie wzrastającą chciwością, a stąd już niedaleka droga do nienawiści, niezadowolenia z samego siebie, krótko mówiąc: nieszczęścia. Trzeba przede wszystkim robić to, co się lubi – wtedy będzie się to robić dobrze i z powodzeniem. O internet byłabym spokojna – zanim programy zaczną pisać same siebie, bez udziału człowieka, minie pewnie jeszcze trochę czasu, a i w wymyślaniu nowych problemów do rozwiązywania na razie ludzie są niezastąpieni.

I jeszcze kick boxing. Dla równowagi?

Przede wszystkim dla odstresowania, dobrego samopoczucia, zresetowania nadużywanej głowy. A także dla zdrowia, chociażby dbania o plecy – drugi obok głowy element ciała, którym intensywnie pracujemy, ślęcząc nad biurkiem. Po części pewnie też dla większego poczucia bezpieczeństwa – jak wiemy ze słowiańskich źródeł, licho nie śpi. 

Anna Sokalska; fot. Maciej Zienkiewicz

Anna Sokalska łączy wyobraźnię z nauką, niemożliwe z codziennością. Cykl „Opowieści z Wieloświata” to historie o uśpionych mocach wypełniających współczesny Wrocław. Na Ślęży, w dawnym miejscu słowiańskiego kultu, gdzie niegdyś starły się siły niebios i piekieł, ponownie otwiera się przejście między światami. „Wiedźma” (Wydawnictwo Lira) to pierwszy tom cyklu.