Nie tak miało być

0

Rozmowa ze Zbigniewem Szychowskim, byłym dziekanem OIRP w Gdańsku.

Pod koniec 1982 r. nowo powstały Komitet Organizacyjny Samorządu Radców Prawnych ustanowił Pana pełnomocnikiem ds. organizacji Izby Gdańskiej – jak do tego doszło?

Zwyczajnie, moją kandydaturę zaproponowało trzech starszych kolegów z Trójmiasta, którzy weszli w skład tego Komitetu. Byłem młody, zaangażowany – działałem w Stowarzyszeniu Radców Prawnych, przewodniczyłem zespołom radcowskim przy Prezesie Sądu Wojewódzkiego i Komitet mnie zaakceptował.

Czy przekonanie radców prawnych do samorządu i do wybrania władz było łatwym zadaniem?

Trudno powiedzieć. W tamtym czasie było nas blisko 800 i duża część chciała tego samorządu. Podstawowy rdzeń działaczy stanowiła grupa 70-80 radców skupionych wokół SRP w Gdańsku, z których większość związana była z przemysłem okrętowym, a także koleżanki i koledzy z Koła Radców Prawnych przy Zrzeszeniu Prawników Polskich. Była jednak liczna grupa osób, która pytała: po co nam ten samorząd, po co nam kolejny nadzór? I tych trzeba było przekonać. Bez przerwy jeździłem – Kartuzy, Kościerzyna, Elbląg, Braniewo – ze wszystkimi rozmawiałem. Do kwietnia 1983 r. odbyliśmy sześć spotkań rejonowych, dzięki którym już w maju mogliśmy wybrać władze OIRP w Gdańsku. Dziekanem rady został Brunon Buchholz – radca prawny Stoczni Gdańskiej – wspaniały człowiek. Wtedy ludzie zrozumieli, że nikt nam niczego nie narzuca.

Jak wyglądały te początki od strony materialnej?

Nie mieliśmy dosłownie niczego. Dokumenty, materiały na spotkania przygotowywaliśmy wraz z żoną, która też jest radcą prawnym, w Stoczni im. Komuny Paryskiej (Stoczni Gdyńskiej), gdzie pracowałem. Papier, kalkę, znaczki, koperty – to wszystko się bardziej „organizowało” niż kupowało. Pierwszą siedzibą Izby był mały pokój, wynajmowany od Zjednoczenia Przemysłu Okrętowego, potem mieliśmy dwa pokoje najęte od Związków Zawodowych, a pod koniec lat 80. otrzymaliśmy w najem duży, ładny lokal od miasta. Jednocześnie zaczęliśmy myśleć o kupnie lokalu – od lat robiliśmy szkolenia dla radców, za które zakłady pracy chętnie płaciły, prowadziliśmy odpłatne aplikacje, mieliśmy też składki, dodatkowo dziekan OIRP w Warszawie udzielił nam pożyczki – i już w 1995 r. jako jedna z pierwszych izb w Polsce mogliśmy się pochwalić własnym lokalem. Potem nabyliśmy lokal na Ośrodek Szkolenia Aplikantów, a gdy ten „stary” stał się za ciasny, nabyliśmy jeszcze jeden.

Kiedy poczuliście, że jesteście osobną grupą zawodową?

Już na pierwszym zgromadzeniu. A w następnych paru latach dzięki różnym szkoleniom, spotkaniom, również integracyjnym, szybko staliśmy się jedną zgraną grupą zawodową. Było tak do momentu, kiedy zawód tak szeroko się otworzył.

Dzisiaj tej więzi już nie ma?

Samorząd robi, co może, aby te więzi podtrzymywać, lecz od czasu napływu do zawodu bardzo dużej liczby osób, w tym zupełnie przypadkowych i spoza aplikacji radcowskiej, odnoszę wrażenie, że każdy sobie rzepkę skrobie. Nastały czasy walki o wszystko, zdobywania wszystkiego. Satysfakcja z bycia radcą prawnym u bardzo wielu kolegów odeszła do lamusa. Dziś młodzież, która szerokim frontem wchodzi do zawodu, zderza się ze skrzeczącą rzeczywistością – brakiem zleceń, nieuczciwą konkurencją, nieufnością i nieetycznym działaniem. W jednej z kadencji byłem kierownikiem szkolenia aplikantów. Widziałem ich nadzieje, a później ogromne rozczarowania po zdanym egzaminie. Nie tak miało być. Dlatego nie wróżę temu zawodowi świetlanej przyszłości.

A przyszłość samorządu jako organizacji?

Tę również widzę czarno. Może przesadzam, ale w sytuacji, kiedy państwo chce scentralizować wszystko, samorząd nie ma racji bytu. Obawiam się, że niedługo zostaną nam całkowicie zabrane egzaminy, sądy dyscyplinarne, a nawet aplikacje – bo i o tym się mówi. Nasza działalność ograniczy się do zbierania składek i organizowania szkoleń zawodowych i zawodów sportowych. Jakże chciałbym się mylić.

Dziękuję za rozmowę

Rozmawiał: BB

 

Zbigniew Szychowski – radca prawny od 1974 r., adwokat. Organizował OIRP w Gdańsku. W czasie I kadencji rady wicedziekan, a przez cztery kolejne kadencje – w latach 1987-2003 – dziekan rady OIRP w Gdańsku. W paru następnych kadencjach sekretarz rady i kierownik szkolenia aplikantów. Obecnie jest m.in. arbitrem Stałego Sądu Arbitrażowego przy gdańskiej Izbie.