SĄDOWE WALKI o czyste powietrze

0

Prawo do życia bez smogu jeszcze nie raz wróci na wokandę. Choć jeszcze niedawno wydawało się, że Sąd Najwyższy zamknął tę ścieżkę.

Wojciech Tumidalski
zastępca kierownika działu Prawo w dzienniku „Rzeczpospolita”
Fot. Ernest Rębisz

Wszystko dlatego, że polskie prawo cywilne przewiduje otwarty katalog dóbr osobistych. Dzięki temu w sądach toczy się wiele osobliwych procesów. Osobliwy jest w nich bowiem przedmiot sporu. A jaki może on być? Są próby pozwania państwa polskiego za wybory w czasach pandemii, pozywamy telewizję publiczną, żądając od niej, by emitowała tylko wartościowe treści. Swego czasu media pisały o pewnym procesie z powództwa nowożeńców przeciw fotografowi, który odwlekał w czasie organizację ślubnej sesji fotograficznej. Według państwa młodych zachowanie fotografa stanowiło naruszenie ich prawa do godnego ślubu. I wygrali.

Świat się zmienia, więc nic dziwnego, że próbuje się definiować nowe dobra osobiste. Bowiem to, co w naszym odczuciu jest najwyższą wartością, niekoniecznie może nią być także w oczach prawodawcy. Mają tu znaczenie także uwarunkowania społeczne, postęp cywilizacyjny i techniczny. Wówczas wskazywanym dobrom sąd udziela ochrony prawnej.

Są na świecie, są i u nas

Dlatego było tylko kwestią czasu, by w Polsce pojawiły się procesy o życie w smogu. Cała sztuka jednak to umiejętne ich sformułowanie. O prawo do życia w czystym powietrzu upominali się m.in. dziennikarz Mariusz Szczygieł, doradca finansowy Tomasz Sadlik czy aktor Jerzy Stuhr (o jego procesie pisaliśmy w „Radcy Prawnym” przed rokiem). Znamy raport Narodowego Funduszu Zdrowia z 2019 r., z którego wynika, że co roku w Polsce z powodu smogu umiera ponad 40 tys. osób. Pogłębiają się schorzenia układu oddechowego i krążenia, alergie, nowotwory. Koszty leczenia idą w miliony wypłacane z budżetu państwa. Czy trzeba będzie do tego doliczyć potencjalne koszty pozwów obywateli w związku z opartą na węglu polityką energetyczną państwa?

Pomysł na walkę ze smogiem polega właśnie na tym, by wykorzystywać do niej znane osoby, które współpracują z ekologami. Gdy media piszą o ich zaangażowaniu w tego typu projekty, tworzy się dodatkowa presja na decydentów. Do wyboru pozostaje też strategia: pozywać pojedyncze dymiące fabryki, czy państwo, za niewystarczające wysiłki na rzecz ochrony czystego powietrza? Trzeba bowiem pamiętać, że to pozwany w procesie cywilnym wykazuje, iż jego działania nie były bezprawne. A powód wskazuje, jakie szkody i inne straty wywołał u niego pozwany.

Przyjrzyjmy się więc sprawie znanej aktorki Grażyny Wolszczak, która jako ambasadorka kampanii społecznej #pozywamsmog, pozwała Skarb Państwa za niewystarczającą walkę ze smogiem. W powództwie zawarła też żądanie zapłaty zadośćuczynienia na cel społeczny – konkretnie wskazała fundację wspierającą osoby w kryzysie onkologicznym.

W pierwszej instancji w tej sprawie orzekał Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia. Wyrok zapadł w styczniu 2019 r. Sąd uwzględnił wówczas powództwo aktorki i zasądził od Skarbu Państwa 5 tys. zł na rzecz jednej z fundacji onkologicznych. – Każdy ma prawo do korzystania z walorów nieskażonego środowiska – uzasadniał wtedy sąd rejonowy.

Komu pomógł Sąd Najwyższy

Wyrok był nieprawomocny i Skarb Państwa miał pewne nadzieje na zmianę swej sytuacji, szczególnie po niedawnej uchwale Sądu Najwyższego w kwestii procesów smogowych, dlatego złożył apelację, którą w pierwszej połowie września rozstrzygnął Sąd Okręgowy w Warszawie. I apelację oddalił.

I pozwalała mu na to uchwała siedmioosobowego składu Izby Cywilnej Sądu Najwyższego, który w maju rozstrzygnął, że prawo do życia w czystym środowisku, do oddychania powietrzem spełniającym normy w miejscu zamieszkania, nie stanowi dobra osobistego. Ale – i to jest najważniejsze – takie dobra osobiste jak zdrowie, wolność lub prywatność mogą być chronione w przypadku ich naruszenia z powodu działania środowiska niespełniającego ustanowionych norm.

Uchwałę SN zawdzięczamy pytaniu prawnemu Sądu Okręgowego w Gliwicach, który rozpatrywał jako sąd drugiej instancji sprawę Oliwera Palarza, działacza organizacji antysmogowej z Rybnika. Powód chce od Skarbu Państwa, w osobie Ministra Klimatu i Aktywów Państwowych, 50 tys. zł zadośćuczynienia za naruszenie jego dóbr osobistych, przez notoryczne przekraczanie normy jakości powietrza w tym mieście.

Jak tłumaczył powód przed rybnickim sądem, chciałby normalnie funkcjonować, móc wyjść z dziećmi na spacer, uprawiać sport, ale nie może tego robić przez około 125 dni w roku, gdyż średnio przez taki okres przekroczone były normy jakości powietrza w tym mieście. Rybnicki sąd oddalił jego powództwo, bo doszedł do przekonania, że prawo do życia w czystym środowisku nie jest dobrem osobistym, zatem nie można mówić o jego naruszeniu, więc tym bardziej nie może być mowy o zasądzaniu zadośćuczynienia.

Wsparcie rzecznika

Powód apelował i uzyskał wsparcie Rzecznika Praw Obywatelskich. W opinii piastującego wówczas tę funkcję prof. Adama Bodnara, o ile przeciętny człowiek byłby w stanie zaakceptować okazjonalne ograniczenie swej aktywności z powodu zanieczyszczenia powietrza, to nie można tego odnieść do tego miasta, gdzie przynajmniej w okresie jesienno-zimowym zanieczyszczenie jest permanentne. A jeśli tak, to dochodzi tam do naruszenia dóbr osobistych powoda.

Mając takie dane, Sąd Okręgowy w Gliwicach zwrócił się do Sądu Najwyższego z pytaniem, czy prawo do oddychania powietrzem spełniającym normy w miejscu zamieszkania stanowi dobro osobiste. Gliwiccy sędziowie Artur Żymełka, Andrzej Dyrda i Roman Troll wskazali, że fakt oddychania przez powoda zanieczyszczonym powietrzem nie jest przez pozwanych kwestionowany, a art. 5 Konstytucji RP stanowi, że ochrona środowiska to jedna z podstaw ustrojowych naszej ojczyzny. A że katalog dóbr osobistych jest otwarty, to nie ma przeszkód, by za takie dobro uznać prawo do życia w czystym środowisku.

Jak się broniła reprezentująca pozwanych Prokuratoria Generalna RP? – Prawo do czystego powietrza czy środowiska nie jest dobrem osobistym w rozumieniu prawa, a wyznaczenie norm w tym zakresie należy do ustawodawcy, a nie sądów – wyjaśniał radca Prokuratorii Paweł Dobroczek. Przed SN dodawał, że prawo cywilne to nie jest miejsce, w którym należy szukać instrumentów do zapewnienia dostępu do czystego powietrza, zatem sąd nie może tego skutecznie nakazać. Gdy zaś dochodzi do realnego naruszenia, np. życia czy zdrowia, to poszkodowany może za nie domagać się zadośćuczynienia.

W imieniu powoda występował w SN mec. Miłosz Jakubowski. Mówił, że intencją jest zapobieżenie szkodom na zdrowiu, które nieraz ujawniają się po latach, a oddychanie czystym powietrzem jest elementarną potrzebą człowieka. Zastępczyni RPO dr Hanna Machińska podkreślała, że problemowi zanieczyszczonego powietrza trzeba stawić czoła od strony prawnej, bo mierzy się z tym cały świat i coraz częściej sądy stają w obronie człowieka, który doświadcza życia w brudnym powietrzu, a to postępowanie może mieć przełomowe znaczenie.

Salomonowa odpowiedź

SN udzielił odpowiedzi salomonowej: Prawo do życia w czystym środowisku nie jest dobrem osobistym, ale wyciągnijmy należyte wnioski z tego, że dobrami osobistymi są zdrowie, wolność i prywatność. Do ich naruszenia może prowadzić zanieczyszczone powietrze. Sędzia SN Marta Romańska powiedziała w uzasadnieniu, że te trzy utrwalone już w prawie polskim dobra dają podstawę do działań przeciwko naruszycielom środowiska, natomiast kwestia, od kogo domagać się odszkodowania lub zadośćuczynienia, zależeć będzie od sytuacji w danej sprawie: czy np. zanieczyszczenie powietrza płynie od sąsiadów używających do ogrzewania niewłaściwych materiałów, czy też zaniedbań władzy.

A nie zapominajmy, że naruszenie dobra osobistego uprawnia do kompensacji krzywdy, co ma także wymiar finansowy.

Wróćmy więc do Sądu Okręgowego w Warszawie, który prawomocnie uwzględnił powództwo Grażyny Wolszczak, stwierdzając, że państwo polskie niewystarczająco dba o to, by obywatele mogli cieszyć się zdrowym powietrzem i zasądził 5 tys. zł na cel charytatywny. Sąd podkreślił, że zanieczyszczenie powietrza jest zjawiskiem realnym i niebezpiecznym, a Polska dopuszcza się zaniedbań, w wyniku których naruszane są prawa obywateli.

Pełnomocnik powódki, mec. Radosław Górski w wypowiedziach dla mediów zauważył, że spór w sprawie odpowiedzialności za złą jakość powietrza, który został rozstrzygnięty prawomocnym i ostatecznym wyrokiem, miał wymiar nie tylko procesowy. – To również, a może przede wszystkim, spór cywilizacyjny o to, jaka jest współcześnie rola państwa w zakresie ochrony środowiska – ocenił prawnik. Podkreślił, że sąd podzielił zapatrywania SN co do tego, że zanieczyszczone powietrze może naruszać dobra osobiste takie jak zdrowie, czy prywatność.

Na koniec jednak pozostaje pytanie, co zrobi państwo? Zapewne zapłaci – z budżetu państwa – zasądzone zadośćuczynienie. Czyli zapłacimy wszyscy. Ale czy weźmie się też za przebudowę systemu energetycznego? Czy sąd to jest ten organ, który skutecznie przymusi do tego rząd? To już dużo trudniej ocenić.