Wstańmy od dębowego stołu

0

Rozmowa z Zuzanną Jeżak, radcą prawnym, laureatką konkursu
na młode prawnicze talenty Rising Stars Prawnicy – liderzy jutra.

Zuzanna Jeżak

Radca prawny, od urodzenia mieszka i pracuje w Poznaniu. Ukończyła prawo na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu, a także studia podyplomowe z prawa nowoczesnych technologii na Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie. Pierwsze lata kariery zawodowej poświęciła sektorowi finansowemu. Następnie, pracując w branży energetycznej, zajmowała się obszarem prawno-regulacyjnym. Od ponad dwóch lat pracuje w branży informatycznej, stając się ekspertem od prawa nowoczesnych technologii, IT i RODO. Stworzyła dział prawny w firmie Netguru S.A. Aktywnie działa w samorządzie radcowskim w OIRP w Poznaniu. Laureatka konkursu Rising Stars Prawnicy – liderzy jutra 2020. Jeździ na rowerze, biega maratony i chodzi po górach.

Gratulujemy konkursowego wyróżnienia. Jakie bariery, problemy, ale także nadzieje czekają na młodych adeptów prawa?

Osoby, które chcą się zajmować prawem na naszym coraz bardziej konkurencyjnym rynku, stają przed prawdziwym wyzwaniem. Co mogłabym poradzić? Po pierwsze trzeba zastanowić się nad tym, co bym chciała robić, w czym jestem dobra. Bo wybór zawodu jest najczęściej równoznaczny z wyborem ścieżki życiowej. Trzeba to robić zaraz po maturze, mając zaledwie 19 lat. Młody człowiek nie do końca wie, co mu sprawia satysfakcję, co go motywuje,
w czym się najlepiej realizuje. Dlatego trzeba po jakimś czasie jeszcze raz zweryfikować, czy prawo jest rzeczywiście tym, co nas najbardziej interesuje. Ja także w pewnym momencie zastanawiałam się, czy chcę być prawnikiem, czy może zająć się branżą IT nie od strony prawnej, ale inżynieryjnej, technicznej. Zwłaszcza w pierwszych latach studiów warto stawiać sobie pytania, co tak naprawdę chcę w życiu robić. Gdy już zdecydujemy się na karierę prawniczą, trzeba szukać własnych atutów, aby móc je wykorzystać w przyszłości. Bo przecież specyfika pracy w urzędzie, sądzie, korporacji czy kancelarii jest jednak znacząco inna i warto brać ją pod uwagę. Pamiętajmy, że nie każdy musi być radcą prawnym czy adwokatem. Na rynku jest miejsce dla bardzo wysoko wyspecjalizowanych prawników, którzy działają najbliżej biznesu, z kompetencjami, np. na pograniczu prawa i cyberbezpieczeństwa. Są bardzo cenieni i… na razie jeszcze nieliczni. A więc, po pierwsze, znalezienie własnej ścieżki…

A po drugie…

Konieczna jest elastyczność. Ja po siedmiu latach w branży finansowej zmieniłam ją całkowicie dwukrotnie – najpierw na energetykę, a potem na IT. Młody prawnik nie powinien się obawiać sytuacji, że popyt na jego usługi pojawi się
w zupełnie nowym obszarze i trzeba będzie zmienić tory swojego rozwoju zawodowego. Dziś tempo zmian społecznych i gospodarczych jest tak ogromne, iż nie sposób samemu się także nie zmieniać. Trzeba też przewidywać, czy coś, co sprawdza się dziś, będzie równie konkurencyjne np. za pięć lat.

Pracowała pani z sukcesem w branży finansowej, ale zmieniła ją pani na branżę nowoczesnych technologii. Dlaczego?

To nie była łatwa decyzja. Ale, tak jak mówiłam wcześniej, trzeba do takich kwestii podchodzić odważnie i się nie wahać. Zawsze w takich decyzjach jest trochę zbiegów okoliczności, ale trzeba im umieć pomóc. Branża IT jest perspektywiczna, a co więcej – jest rynkiem pracownika, a to ma bezpośredni wpływ na zasady i relacje, jakie panują w firmach IT. Programiści są trochę rozpieszczani, a razem z nimi także pracownicy tzw. back office. To oczywiście żart, w którym jest, jak zawsze, ziarno prawdy. A więc uznałam, że jest to szansa skorzystania z tego, że atmosfera i relacje międzyludzkie są tam inne niż w korporacjach, z których ja się wywodzę. Otrzymałam ogromne wsparcie na początku mojej przygody z IT. Bardzo szybko przyszło też zainteresowanie samą branżą. Aż do tego stopnia, iż zagadnienia IT stały się moją pasją. Branża się rozwija, jest młoda duchem i ciałem. Wszyscy się uczą, aby nadążać za zmianami. A różnorodność postaw i sposobów myślenia jest zawsze twórcza. I jeszcze potrzebuje wsparcia prawnego i to nie incydentalnie, ale w wielu przypadkach – zwłaszcza gdy mówimy o firmach działających w znacznej skali – na stałe. To jest dla prawników ogromne wyzwanie, ale też szansa.

Pracy w tej branży nie zabraknie…

Z pewnością. Tworzyć się także będą nowe branżowe specjalizacje. Trudno bowiem będzie się jednocześnie zajmować sztuczną inteligencją, RODO i np. cyberbezpieczeństwem. Żeby być superekspertem, trzeba się specjalizować, a to otwiera nowe furtki.

A jak pani ocenia rynek usług prawnych w Polsce? Czy już wiemy, że warto korzystać z porad prawnych?

Choć jestem prawnikiem korporacyjnym i nie mam bezpośredniej styczności z rynkiem usług prawnych, to z wielu rozmów, także w OIRP w Poznaniu, wynika, że nasi rodacy coraz częściej chcą korzystać z pomocy prawnej. Ten proces już się zaczął i jest on w dużej mierze także zasługą naszego samorządu. Działania polegające na upowszechnianiu porad prawnych i przybliżaniu radców prawnych do ludzi pozwalają na uświadomienie sobie, iż te usługi są potrzebne i to nie w momencie, gdy sprawy się walą i już otrzymujemy pozew, ale znacznie wcześniej, kiedy relację
z klientem czy kontrahentem dopiero budujemy. Poza moim głównym torem zawodowym pomagam kilku mniejszym podmiotom IT i widzę, że są one otwarte. Ba! Wręcz potrzebują współpracy z ludźmi prawa. I traktują ich nie tylko jako doradców prawnych, ale także biznesowych. Takich, którzy będą potrafili przewidzieć sytuacje, które mogą się wydarzyć.

Radca prawny doradcą biznesowym. Znak czasu?

Zapewne. Prawnicy, którzy doradzają biznesowi już od dawna, nie piszą wielostronicowych elaboratów na temat ogólnych uwarunkowań prawnych, które są zrozumiałe tylko… dla innych prawników. Przedstawienie klientowi takiego memorandum mija się z celem. Biznes potrzebuje oceny ryzyka i jasnych rekomendacji. Jest jeszcze także kwestia języka używanego przez prawników. Często jest on mało zrozumiały dla osób, które nie są prawnikami. Nie wiem, czy jest to chęć dodania sobie autorytetu, czy wynika ze sposobów szkolenia. Ale wiem, że klienci tego nie lubią. Jednym z największych komplementów, jakie usłyszałam, było stwierdzenie moich klientów, iż jestem… zaprzeczeniem stereotypów prawników, których oni znali. Że rozumieją, co ja mówię, i na tej podstawie są
w stanie podejmować decyzje biznesowe. Chodzi o to, by już więcej nie siedzieć za wielkim dębowym stołem i mówić w sposób niezrozumiały dla naszych klientów.

Działa pani w samorządzie radców prawnych. Jaka powinna być jego rola?

Samorząd jest potrzebny. Zawód radcy prawnego jest zawodem zaufania publicznego. A jeśli tak jest, to musi istnieć instytucja, która dba o to, aby to zaufanie miało właściwe podstawy. Działam w Komisji ds. Aplikacji przy OIRP w Poznaniu. Dbamy o kształcenie przyszłych radców prawnych. To zadanie samorządu, by – mówiąc bardzo górnolotnie – zajmował się etosem pracy radcy prawnego. Edukacja merytoryczna jest niezwykle ważna i po prostu konieczna, by móc wykonywać ten zawód. Natomiast dbanie o postawę etyczną, o uświadomienie młodym ludziom odpowiedzialności, jaka ciąży na radcy prawnym jako przedstawicielu zawodu zaufania publicznego, należy tylko i wyłącznie do samorządu. Bo jeżeli nie on, to kto by miał dbać o te kwestie? Jeżeli będziemy upowszechniać postawę poszanowania i rozumienia prawa, to będziemy też kreować lokalną społeczność, budować rzeczywistość. I to jest kolejna społeczna i integracyjna rola naszego samorządu.

Pani pasją są wyprawy górskie. Także w Himalaje. Jak do tego doszło?

Himalaje to miłość mojego życia. Górami zainteresowałam się w czasie studiów. Przewędrowałam polskie szczyty wzdłuż i wszerz. Potem zaczęło się szukanie innych kierunków: Dolomity, Pireneje. A Himalaje? Urodziły się trochę przypadkiem. Przed laty jeździłam wiele na rowerze i któregoś dnia wybrałam się z dwoma kolegami na wycieczkę nad morze. Wyjechaliśmy o świcie, a wieczorem spacerowaliśmy po plaży. Przejechaliśmy ponad 300 kilometrów jednego dnia. Wróciłam z tej wyprawy z… pewnym niedosytem. I trafiłam na informacje o wyprawie rowerowej
w Himalaje, organizowanej przez jedną z agencji z Krakowa. To znaczy leciało się do Nepalu, a dalej już rowerem. W ten sposób przejechałam na dwóch kółkach trasę trekkingową wokół Annapurny. To było duże i wyczerpujące wyzwanie, ale przecież o takie mi właśnie chodziło. W Himalaje wracałam potem jeszcze dwa razy. I chcę po raz kolejny.

Rozmawiał Krzysztof Mering