Ćwiczenie ze zbiorowej głupoty

0

Przyczyny wybuchu drugiej wojny światowej wyjaśniono wyczerpująco. Ale pierwsza wojna nas interesuje mniej, nie uczestniczyliśmy w niej jako państwo polskie, a historycy wolą koncentrować się na tej drugiej.

Czy była nieunikniona, czy też można było jej się ustrzec? Co naprawdę było jej przyczyną? Wynikała z obiektywnych uwarunkowań historycznych i ekonomicznych, czyli „była nieuchronna”? Dlaczego zniszczono pół Europy, a życie straciło 37 mln ludzi. Europa, kolebka cywilizacji, zmusiła przy pomocy propagandy, kłamstw, gróźb i strachu miliony mężczyzn, by do siebie strzelali, truli się gazami bojowymi i doznawali potwornych okaleczeń. Kto za to wszystko odpowiada? Kto i dlaczego podejmował decyzje? Żeby iść na wojnę, trzeba mieć plan.

Francuski Plan XVII został opracowany przez generała (późniejszego marszałka) Focha, który pamiętał o upokorzeniach doznanych od Prusaków. Wojna stawała się sposobnością na odebranie Lotaryngii i Alzacji.

Niemcy również mieli swój plan. Plan Schlieffena zakładał powolniejszy przebieg mobilizacji w Rosji, przemarsz wojsk przez Belgię i polegał na szybkości kolei niemieckich przerzucających armię na front (w ostatnich latach przed wybuchem wojny trwał szaleńczy wyścig budowy linii kolejowych, które miały być użyte w trakcie mobilizacji). Syndrom oblężonej twierdzy zakładał nagły z nich wypad, najpierw w kierunku zachodnim, potem wschodnim. Za decydujący element uznawano przemieszczenie koleją całych armii w najszybszym możliwym czasie. To oznaczało, że ogłoszenie mobilizacji staje się w zasadzie ogłoszeniem wojny – Niemcy interpretowały je w 1914 r. jako wypowiedzenie wojny.

I kiedy 25 lipca Rosja postanowiła ogłosić wstępną mobilizację, Niemcy proklamowali „stan zagrożenia wojną”. „Wygrać” w tej grze miał ten, kto szybciej ogłosi mobilizację i przemieści żołnierzy szybko na pozycje wyjściowe. Ogłoszenie mobilizacji stało się de facto wypowiedzeniem wojny. Nikt nie chciał przegrać tego wyścigu, strach przed atakiem drugiej strony stał się paraliżujący. Pięć minut przed wysłaniem przez Niemców ultimatum do Rosji od Edwarda Greya, angielskiego ministra spraw zagranicznych, wpłynęła propozycja mediacji. Rozpatrzenie jej zajęło niemieckiemu kanclerzowi Bethmannowi-Holweggowi całe pięć minut. Wysłał niemieckie ultimatum z informacją, że jeśli nie zostanie ono uwzględnione, Niemcy ogłoszą mobilizację. Cesarz i car prowadzili do ostatniej chwili familiarną wymianę korespondencji, jakby nie zdawali sobie sprawy z konsekwencji sytuacji. Szanse praktycznie stopniały do zera – zaufanie było nikłe. Nikt nikomu już w nic nie wierzył. Przyczyną wybuchu wojny stał się strach. Kontrolę nad procesem podejmowania decyzji po obu stronach miała generalicja – ministrowie i monarchowie utracili wpływ na rozwój sytuacji. Niemcy złożyli Rosji akt formalnego wypowiedzenia wojny. Kosztował życie 2,5 mln żołnierzy i ponad 4 mln rannych.

Da się zauważyć brak jakichkolwiek działań na rzecz powstrzymania europejskich mocarstw czy to w formie negocjacji, czy mediacji. Przywódcy wypowiadali się o wojnie otwarcie, niecierpliwie lub wręcz do niej nawołując, nie widząc innego wyboru. Prowokacyjne komunikaty i serwowanie oczywistych kłamstw wskazywały na brak wyobraźni i empatii. Wiara w Boga, wyższość kulturowa zastępowały chłodną i rzeczową ocenę sytuacji.

Paul Ham, wybitny australijski historyk, napisał: „Wielka Wojna była możliwym do uniknięcia zbędnym ćwiczeniem ze zbiorowej głupoty i bezduszności, zainicjowanym przez obarczonych głębokimi wadami i (jeśli można to tak określić) brakiem inteligencji emocjonalnej ludzi, których większość nie była zdatna ani wyszkolona, lecz urodzona do sprawowania władzy”.

Nadmierna pewność siebie, brak trzeźwej oceny sytuacji i brak wyobraźni co do skutków czy też urazy emocjonalne będące konsekwencją minionych sporów są typowe nie tylko dla konfliktu między europejskimi mocarstwami w 1914 r. Emocje uniemożliwiają racjonalne podejmowanie decyzji. Każdy polityk, by zmusić swoich obywateli do zabijania obywateli innego kraju, musi wywołać w nich nienawiść. Bez nienawiści żaden zwykły Francuz, Niemiec, Rosjanin czy Polak nie pociągnie za cyngiel.

Dlatego też politycy (i nie tylko) dbają o to, byśmy znienawidzili innych…