Z historii poką tnego doradztwa prawnego

0

Już w czasach starożytnych wiedziano, że reklama jest dźwignią handlu. W XIX w. podobnie jak dziś rekomendowano produkty i usługi w prasie i nie tylko. Także usługi „pokątnych” doradców prawnych, którzy wykorzystywali naiwność i brak wiedzy ubogich ludzi, psując opinię profesjonalnym pełnomocnikom. Walka adwokatów z prawnikami bez uprawnień ma długą genezę. Adwokaci nierzadko na łamach prasy wylewali swoje gorzkie żale, nie przebierając w słowach.

W „Gazecie Sądowej Warszawskiej” z 1873 r. nieprofesjonalistów nazywano „plagą społeczeństwa”, która żeruje na ciemnocie ubogich mieszczan i wieśniaków, w konsekwencji są to „postaci o ile wstrętne, o tyle ciekawe”. Jak twierdził autor artykułu, „członkowie tego Towarzystwa Opieki nad biednymi klientami to karykatury z różnych warstw społecznych. Liznąć prawa (utarte w Warszawie wyrażenie) to dla nich najwyższa kwalifikacja – wygrać dwie sprawy najeżone (…) w przekonaniu klienta licznymi trudnościami, to powodzenie!”. To właśnie oni wyrabiają w społeczeństwie szkodliwe „popędy pieniactwa” i zawziętości.

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 r., kiedy nadzór administracyjny ze strony państw zaborczych ustał, problem powrócił ze wzmożoną siłą. Jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać wszelkiej maści „biura pisania podań i próśb” czy „biura przepisywania na maszynie” zakładane przez pokątnych doradców prawnych. Co więcej – jak twierdzono – ich właściciele przez „zręczne intrygi i bałamucenie nieoświeconej ludności” potrafili odciągać klientów od korzystania z usług adwokatów, wyrządzając im w ten sposób szkodę.

K. Ostrogski na łamach „Palestry” z 1925 r. zauważał, że pod zaborem rosyjskim nielegalne doradztwo prawne, zwane dosadniej „pokątniarstwem”, było tępione z całą stanowczością[1]. Tu autor mocno przesadził, o czym świadczą publikacje z XIX w., z których wynika, że sprawy nie miały się aż tak dobrze. Jak się zdaje, uczynił to w celu odwołania się do ambicji nowej władzy i zaakcentowania, że nawet zaborca potrafił uporać się z tym problemem. Mimo że w tekście zabrakło obiektywizmu, jest on cenny, rzuca bowiem światło na realia poradnictwa prawnego w dwudziestoleciu międzywojennym.

Jak twierdził dalej K. Ostrogski, zdarzało się, że w XIX w. pod sądami kręcili się jacyś samozwańczy adwokaci, niemniej jednak byli szybko wyłapywani przez policję, a niedoszły petent zostawał pouczany, że oto miał do czynienia z nieprofesjonalistą. Działały też biura przepisywania podań i próśb, będące konkurencją dla kancelarii, ale objęte były ścisłym nadzorem władz, które rzadko udzielały koncesji i co najwyżej „skończony prawnik” (czyli absolwent wydziału prawa) mógł mieć nadzieję na jej otrzymanie.

Niestety po odzyskaniu niepodległości wszystko zmieniło się na gorsze, jak utyskiwał dalej autor. Budynki wymiaru sprawiedliwości, w szczególności te w małych miasteczkach, oblepiane są ogłoszeniami rozmaitych biur. Wokół stawia się drewniane budy, do których nieumiejący pisać „pan adwokat” wciąga prostego chłopa, by obedrzeć go ze skóry. „Banda kilku naganiaczy czatuje przed sądem” i poleca usługi rzekomego mecenasa, który – jak twierdzi – jest za pan brat z sędzią i dzięki temu deklaruje, że może pomóc już samym tylko napisaniem pisma. W konsekwencji nawet nie musi stawiać się na rozprawie. A co gorsza zdarza się, że obietnice te nie są bez pokrycia, albowiem „poziom moralny i umysłowy” osób orzekających w sądach pokoju „wiele pozostawia do życzenia”. Okoliczność tę wykorzystują samozwańczy adwokaci, wchodząc w stosunki towarzyskie z tymi urzędniczymi „elementami” i „deprawując je często”. To właśnie przez takie biura pisania podań „ogromna krzywda dzieje się obałamuconej ludności”. Mimo że działają one oficjalnie za przyzwoleniem władz, w 99% są „brudnym geszeftem sprytnego oszusta”. Minister Spraw Wewnętrznych, który wydaje pozwolenia na otwieranie takich biur, powinien zainteresować się problemem i zwrócić uwagę, że ich właścicielami są zdegradowani policjanci, sekretarze gminni, a nawet popi, czyli osoby o wątpliwej wiedzy i kwalifikacjach.

Po ośmiu latach sprawa pokątnego doradztwa prawnego została rozwiązana na drodze legislacji. 28 marca 1933 r. weszła w życie ustawa o biurach pisania podań. Niestety jej treść mocno rozczarowała adwokatów, albowiem nie zakazano w niej prowadzenia działalności prawnikom bez uprawnień, ale jedynie określono wymogi formalne dla ich profesji. Wystarczyło mieć „odpowiednie kwalifikacje moralne”, złożyć egzamin z poprawnego pod względem językowym sporządzania pism i wykazać się znajomością urzędów, to jest wiedzieć, gdzie wnieść jakie podanie. Tak podsumowywano w skrócie ustawę. Samorząd robił, co mógł, by naświetlić zgubne skutki nowego aktu i ograniczyć zakres jego stosowania. Rada Adwokacka we Lwowie wystosowała nawet pismo do prezesa sądu apelacyjnego, w którym prosiła, by ten wydał prezesom podległych mu sądów okręgowych zalecenie nieudzielania zgód na otwieranie biur, albowiem już teraz są one „plagą społeczną i dotkliwą bolączką wymiaru sprawiedliwości”. Na łamach „Nowej Palestry” z 1933 r. ukazał się artykuł, w którym uchwalony akt nazwano „nieszczęśliwym wypadkiem adwokatury”[2]. Sprawa jednak była przesądzona, Roma locuta, causa finita.

* * *

Fragment ustawy, która w latach 30. ubiegłego stulecia wzbudzała tak wiele emocji.

Art. 2. (1) Biura pisania podań do władz państwowych i samorządowych dzielą się na:

a)   biura pisania podań do władz administracyjnych,

b)  biura pisania podań do władz administracyjnych i sądowych.

(2) Zezwolenia na prowadzenie biur pisania podań do władz administracyjnych udziela starosta, a na prowadzenie biur pisania podań do władz administracyjnych i sądowych starosta za zgodą prezesa sądu okręgowego. Zezwolenia udziela się na przeciąg 3 lat.

Art. 3. (1) Zezwolenie na prowadzenie biura pisania podań może otrzymać tylko osoba, która:

a)   posiada obywatelstwo polskie,

b)  korzysta z pełni praw cywilnych i obywatelskich,

c)   nie była karana sądownie za przestępstwo przeciw państwu, albo za zbrodnię lub występek z ustawy o powszechnym obowiązku wojskowym, albo za zbrodnię lub występek z chęci zysku (…),

d)  posiada odpowiednie kwalifikacje moralne,

e)   złożyła egzamin w języku polskim, stwierdzający umiejętność poprawnego pod względem językowym sporządzania pism do władz oraz znajomość niniejszej ustawy (…), a także przewodnich zasad ustroju i właściwości władz administracyjnych i sądowych (…).

Art. 6. Wzbronione jest właścicielowi biura i osobom w niem pracującym:

a) działanie w zastępstwie klientów i w ogóle prowadzenie ich spraw w sądach i urzędach,

b)  udzielanie porad prawnych, wyjąwszy przypadek, gdy trzeba wyprowadzić klienta z oczywistego błędu co do skuteczności podania lub co do właściwości władzy, do której chce skierować podanie,

c)   pobieranie wynagrodzenia powyżej określonego przez taksę,

d)  zjednywanie klientów przez rozpowszechnienie w słowie lub piśmie wiadomości o zaletach biura i skuteczności podań w niem sporządzanych, nawet gdyby te wiadomości były prawdziwe.

Art. 9. Kto pisze na zamówienie podanie do władz i urzędów albo urządza lub prowadzi biuro pisania tych podań, jeśli czynności powyższych dokonywa zawodowo, a bez zezwolenia przewidzianego w art. 2, podlega karze aresztu od 3 do 6 miesięcy i grzywny do 10 000 zł.

Art. 10. (1) Kto, nie będąc do tego upoważniony przez prawo, wykonywa zawód polegający na udzielaniu porad prawnych albo na prowadzeniu cudzych spraw w sądach i urzędach, podlega karze aresztu od 3 do 6 miesięcy i grzywny do 1000 zł.

Prezydent Rzeczypospolitej: I. Mościcki ∗


[1]    K. Ostrogski, Adwokatura pokątna, „Palestra” 1925, s. 6–7, s. 878.

[2]    E. Sommerstein, Z cyklu nieszczęśliwych wypadków adwokatury, „Nowa Palestra” 1933, nr 3, s. 1.